Sam Van Schaik, Tybet. Historia
Tybet powszechnie kojarzy się nam z buddyzmem, spokojem i dostojną postacią XIV Dalajlamy. I to w zasadzie wszystko, co wiemy o tej tajemniczej krainie, ukrytej w Himalajach, pomiędzy Chinami a Indiami. Jednak kraj ten ma bardzo bogatą historię, w której legenda przeplata się z historią, tworząc niepowtarzalny klimat. Tybet to kraina, gdzie ciężko rozdzielić to, co jest mitem, z tym, co stanowi prawdę. Zresztą być może czasem legendy są bardziej prawdziwe, niż prawda historyczna… Ale o tym w świetny sposób opowie wam Sam Van Schaik, w swej nowej książce pod tytułem „Tybet. Historia”. Zapraszam – naprawdę warto!
Dzieje Tybetu, przynajmniej ta udokumentowane, sięgają połowy II wieku p.n.e. Jednak trzeba było jeszcze blisko tysiąclecia, aby Tybet z nic nieznaczącej krainy, stał się regionalną potęgą, której obawiać musiały się nawet Chiny dynastii Tang.
Przez blisko trzy wieki, od VII do X wieku, Tybet zajmował spory szmat Azji, przez jakiś czas zajmując nawet ziemie chińskie. Potęgi tego państwa musieli obawiać się również władcy Nepalu czy państw indyjskich. Jednak tak wielka potęga, stała się przyczyną upadku tybetańskiego imperium. Lokalni dostojnicy, a także ambitni przedstawiciele rodu panującego, pragnęli posiąść władzę dla siebie, co stało się przyczyną podziału państwa na wiele małych, zwalczających się organizmów politycznych.
Chyba każdy z nas ma świadomość, że dominującą religią w Tybecie jest buddyzm. Mało kto jednak wie, ze religia ta przez dłuższy czas miała problemy z zakorzenieniem się w tybetańskim społeczeństwie. Było to wynikiem swoistej obcości, odmienności w tybetańskim środowisku, zazwyczaj niezwykle tolerancyjnemu, dlatego buddyzmowi nadawano przez dłuższy czas cechy negatywne.
Buddyjskich wiernych obarczano również roznoszeniem chorób zakaźnych, które dziesiątkowały region w VIII wieku. Zresztą, tutejszym władcom nie bardzo podobało się, że ktoś uczył ich o moralności. Stan ten zmienił się w IX wieku, gdy buddyzm, został zreformowany, i jako lamaizm stał się religią państwową. Od tego momentu, tybetański buddyzm stał się nierozerwalną częścią dziejów Tybetu.
W 1207 roku do Tybetu wtargnęli wojowniczy Mongołowie, którzy włączyli region w struktury mongolskiej administracji (później chińskiej pod rządami mongolskiej dynastii Yuan). W ciągu kolejnych wieków, decydujące znaczenie w Tybecie zdobyli mnisi buddyjscy, którzy zyskali nawet władzę polityczną. Choć uznawali oni zwierzchność władców Chin, w zasadzie prowadzili niezależną od Pekinu politykę.
W międzyczasie na szczyt hierarchii buddyjskiej zaczął wysuwać się rezydujący w stołecznej Lhasie przywódca religijny zwany dalajlamą. Gdy w Chinach władzę przejęła mandżurska dynastia Qing, Tybet został podbity przez Chiny, ale zachował pewną formę autonomii.
Niestety, brak spójnej władzy sprawiły, że w Tybecie rozpanoszyli się różnej maści bandyci, również arystokratycznej krwi. Zresztą i sami dalajlamowie niejednokrotnie korzystali z ich pomocy, aby odseparować region od reszty świata. Tak więc liczni bandyci napadali na obcych, grabiąc, mordując i gwałcąc tych, którzy ośmielili się „wtargnąć” do świętego Tybetu. Nic dziwnego, że wkrótce było niewielu śmiałków, którzy tutaj ośmielali się zapuszczać.
Dopiero w 1913 roku Tybet pod rządami XIII Dalajlamy uzyskał pełną niezależność. Pomimo kilku prób, władzom w Lhasie nie udało się zyskać międzynarodowego poparcia dla swej suwerenności. Mao Zedong, po przejęciu pełni władzy w Chinach, zaczął wysuwać historyczne pretensje do przynależności Tybetu do Chin. Widząc, że rząd w Lhasie jest nieskuteczny i pozbawiony szerszego międzynarodowego oparcia, postanowił rozwiązać ten problem.
Wobec tego, w 1949 roku chińscy komuniści zajęli Tybet i włączyli go do ChRL. Władza komunistów była na tyle silna, że kilkukrotne powstania nie przyniosły żadnego pożądanego efektu. Jedynie w ich wyniku, w 1959 roku, Tybet opuścił XIV Dalajlama, który udał się na emigrację do Indii. Do ucieczki został nakłoniony przez swych poddanych, którzy wraz z nim – w licznie około 100 000, podjęli próbę przedarcia się do Indii.
Od tego momentu duchowy przywódca Tybetu podróżuje po całym świecie, usiłując zyskać poparcie dla uzyskania niepodległości przez swój kraj. Mieszka on w hinduskiej Dharamsali, która stała się emigracyjną stolicą rządu tybetańskiego. Szacuje się, że rocznie do Indii ucieka kilka tysięcy Tybetańczyków. Jednak nie mają oni większego wpływu na to, co dzieje się w ich rodzinnym kraju, coraz bardziej eksplorowanemu przez Chińczyków.
Od 1987 roku XIV Dalajlama nie wspomina już jednak o niepodległości, ale o poszanowaniu tak zwanego Traktatu o Pokojowym Wyzwoleniu Tybetu. Jest to dokument narzucony w 1951 roku przez władze chińskie. Zasadniczo jego celem było zachowanie autonomii kulturalnej i religijnej regionu. Niestety, władze w Pekinie, same nie przestrzegają tych postulatów.
Czasy współczesne
Od chińskiej aneksji, Tybet poddawany był różnego typu represjom, zwłaszcza jeśli chodzi o mnichów buddyjskich. Sytuacja ta zmieniła się jednak po śmierci Mao. Deng Xiaoping początkowo starał się wciągnąć Tybet w swój program restrukturyzacji kraju. Jednak, gdy we wrześniu 1987 roku gubernatorem Tybetu został niejaki Hu Jintao, sytuacja Tybetańczyków znacznie się pogorszyła. Chciał on szybko zsinizować region, a opornych bezceremonialnie zamykał w więzieniach bądź w szybko powstających obozach pracy. Sytuacja ta zaogniła się, gdy Hu stał się pierwszą osobą w ChRL.
Jednak chińska władza nie jest tylko opresyjna. Region, zasobny w wiele bogactw naturalnych (między innymi w złoża uranu, srebra, złota, węgla, soli czy metali ziem rzadkich), jest podporą chińskiej gospodarki. Ponadto z Tybetu wypływają olbrzymie rzeki, w których dorzeczu mieszka blisko 1/3 ludności świata. Dlatego też władza nad Tybetem ma znaczenie strategiczne dla Pekinu.
Z tych oraz innych powodów, władze centralne dokładają starań, aby Tybet szybko się rozwijał, a jego ludność, nawet jeśli znajduje się pod presją migracyjną z samych Chin, bogaci się znacząco. Pekin z budżetu centralnego odbudowuje buddyjskie klasztory i stara się rozruszać region pod względem turystycznym. Niemniej Tybet nadal boryka się z różnego rodzaju trudnościami, o których musicie doczytać już sami.
Dlaczego warto przeczytać?
Książkę Sam Van Schaika czyta się świetnie, choć dzieje Tybetu są mocno okraszone czerwienią ludzkiej krwi. I tego stanu rzeczy nie zmienił nawet, wydawać by się mogło, niezwykle pokojowy buddyzm. Przez znaczną część swej historii region targany bywał wojnami wewnętrznymi, a jedynym prawem było prawo silniejszego.
Choć zabrzmi to dziwnie, ale nim Chińczycy włączyli region do swego państwa, w Tybecie nie działo się dobrze. Władza komunistyczna, nawet jeśli zarzucić jej wiele błędów i represje, uczyniła region zdecydowanie spokojniejszym. Ciężko jest mi jednoznacznie określić, co było gorsze – władza chińskich komunistów, czy bezprawie tolerowane przez duchowych przywódców Tybetu. Najlepiej pozostawmy tę kwestię historii.
Tym, co mocno zaskoczyło mnie w publikacji, były problemy samego buddyzmu w tym, aby na trwałe zapuścić korzenie. Jakoś ciężka jest mi sobie wyobrazić, że Tybet kiedyś mógł mieć niebuddyjskie oblicze. W mojej głowie utrwaliło się takie uproszczenie, że zawsze był buddyjski, w odmianie lamajskiej. Dlatego początkowe problemy tej religii były dla mnie nie lada zaskoczeniem.
Kolejnym zdziwieniem był fakt, że ten region ma tak trudną historię. Przemoc, walki, skrytobójstwa, mordy i brak poszanowania dla ludzkiego życia, jest tym, co przez znaczną część dziejów Tybetu stanowiło główny wątek jego funkcjonowania. Z jednej strony mieliśmy niesamowite bogactwo i autorytarną władzę. Z drugiej ogromną biedę tych, którzy musieli znosić jarzmo swych rządzących.
Autor w ciekawy sposób ukazuje czytelnikom zawiłości religijne, kulturalne czy dziejowe Tybetu. Mamy możliwość odkrycia w jaki sposób lamaizm odróżnia się od buddyzmu z Chin, Indii czy innych państw regionu. Możemy również zwiedzić ciekawe tybetańskie zabytki, w tym pałac dalajlamów – Potala. Trochę szkoda, że w książce jest tak mało zdjęć. No, ale to tylko pobudza zaciekawienie tybetańską kulturą. Nie wiem jak wy, ale ja trochę już szukam.
Niemniej książka „Tybet Historia” jest naprawdę świetnym wstępem do poznania dziejów tej znaczącej, choć pozostającej na peryferiach światowego zainteresowania krainy. Coś tak przeczuwam, że Tybet jeszcze da o sobie znać.
Podsumowanie
Książka liczy 480 stron. pogrupowana jest w dziesięć rozdziałów. Śmiało można powiedzieć, że to pozycja dla wszystkich. Tekst jest łatwy, przyjemny i narracja Autora (oraz tłumaczki, Elżbiety Smoleńskiej) po prostu wciąga. Niektóre rozdziały czytałem z zapartym tchem, niczym powieść. I choć dzieje Tybetu pisane są krwią, warto po nią sięgnąć. Ku przestrodze, dla nadziei, i dla przyszłości.
Wydawnictwo W.A.B.
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.