Szekspir i psychologia. Co o naturze ludzkiej mówią nam wielkie dzieła Szekspira

Szekspir i psychologia. Co o naturze ludzkiej mówią nam wielkie dzieła Szekspira? |Recenzja

Philip G. Zimbardo, Robert L. Johnson, Szekspir i psychologia. Co o naturze ludzkiej mówią nam wielkie dzieła Szekspira?

Są książki, które z klasyki zdejmują szkolny kurz i nagle okazuje się, że stare dramaty mówią o nas więcej niż niejeden współczesny poradnik. Szekspir i psychologia wchodzi właśnie w tę szczelinę: między literaturą a nauką o człowieku. Bez kozetki, bez diagnozowania bohaterów na siłę, za to z uważnym spojrzeniem na to, jak działa ludzki umysł. Efekt jest zaskakująco świeży.

Przez dekady przyzwyczailiśmy się myśleć o Szekspirze jako o autorze „wiecznie interpretowanym”. Każda epoka dokładała mu własne klucze: romantyczne, psychoanalityczne, polityczne, genderowe. Tym razem punkt ciężkości przesuwa się w inną stronę. Nie chodzi o to, co współczesna psychologia może zrobić z Szekspirem, lecz o to, co dramaty sprzed czterystu lat mówią o mechanizmach psychicznych, zanim ktokolwiek nazwał je naukowo.

Dramat jako laboratorium umysłu

Szekspir i psychologia. Co o naturze ludzkiej mówią nam wielkie dzieła Szekspira? ustawia klasyczne dramaty w roli, do której rzadko są dopuszczane. Nie pełnią tu funkcji materiału do psychoanalizy autora ani katalogu przypadków klinicznych bohaterów. Zamiast tego stają się samodzielnym studium ludzkiego umysłu. Punkt wyjścia jest prosty i skuteczny: odejście od freudowskiego nawyku „diagnozowania” Hamleta czy Makbeta na rzecz uważnego czytania tego, co naprawdę dzieje się w tekstach.

Na pierwszy plan wychodzą pojęcia dziś oczywiste dla psychologii: osobowość, emocje, procesy poznawcze, relacja rozumu i afektu, napięcie między naturą a wychowaniem. Szekspir nie zostaje tu potraktowany jak pacjent ani prorok z kryształową kulą. Funkcjonuje jako bystry obserwator, który językiem swojej epoki opisał zjawiska zadziwiająco bliskie współczesnym teoriom. Bez anachronizmów, bez tanich skrótów myślowych.

Hamlet, Lear i DSM-5

Narracja książki porusza się swobodnie na styku literaturoznawstwa, historii idei i psychologii akademickiej. Konkretne dramaty – „Hamlet”, „Makbet”, „Król Lear”, „Ryszard III” – stają się punktami odniesienia do rozmowy o depresji, obsesjach, psychozie, demencji, psychopatii czy dysonansie poznawczym. Autorzy zestawiają szekspirowskie intuicje z aparatem pojęciowym współczesnej psychologii, w tym z klasyfikacjami zaburzeń znanymi z DSM-5.

Ten zabieg działa zaskakująco dobrze. Postacie z XVI i XVII wieku nie przypominają tu papierowych figur ani symbolicznych alegorii. Ich reakcje, lęki i motywacje brzmią jak precyzyjne opisy zachowań ludzi postawionych pod ścianą. Graniczne sytuacje – władza, wina, zdrada, utrata kontroli – uruchamiają mechanizmy, które współczesna nauka potrafi nazwać, ale których Szekspir wcale nie musiał „znać”, by je trafnie opisać.

Poza patologią

Jednym z istotniejszych atutów książki jest to, że nie zamyka Szekspira w szufladce „zaburzeń psychicznych”. Choroby i kryzysy psychiczne są tu tylko jednym z wątków. Równie silnie wybrzmiewają rozdziały poświęcone emocjom, percepcji, snom, świadomości i nieświadomości. Pojawiają się też pytania fundamentalne: co silniej kształtuje ludzkie działanie – trwałe cechy osobowości czy presja sytuacji?

W tym sensie „Szekspir i psychologia” wpisuje się w długą tradycję traktowania dramatu jako laboratorium ludzkich zachowań. Różnica polega na języku. Autorzy korzystają z narzędzi nowoczesnej nauki, ale unikają hermetycznego żargonu. Dzięki temu książka pozostaje przystępna także dla czytelnika, który nie ma za sobą studiów psychologicznych, a jednocześnie nie spłyca problemów.

Psycholodzy w teatrze

Philip G. Zimbardo i Robert L. Johnson występują tu wyraźnie jako psychologowie, nie literaturoznawcy. To widać w sposobie prowadzenia narracji. Jest ona klarowna, uporządkowana, momentami przypomina dobrze poprowadzony wykład akademicki. Jednocześnie pozbawiona jest ciężkiej terminologii, która odstraszałaby mniej przygotowanego odbiorcę.

Autorzy często wracają do konkretnych scen i fragmentów dramatów, dzięki czemu rozważania nie odlatują w abstrakcję. Zdarza się jednak, że rozbudowane wprowadzenia do historii psychologii przejmują stery i sam Szekspir na chwilę znika z pola widzenia. To cena, jaką płaci się za ambicję łączenia dyscyplin, a nie tylko efektownych interpretacji.

Między intuicją a nauką

Największą siłą tej książki pozostaje konsekwencja. Tezy dotyczące „psychologicznej intuicji” Szekspira są osadzone w realiach epoki: w ówczesnej medycynie, wyobrażeniach o ciele i duszy, renesansowych koncepcjach umysłu. Równocześnie zestawiane są z aktualnymi badaniami nad zachowaniem człowieka. Bez rewolucji, bez podważania klasycznych odczytów, za to z dużą precyzją.

Nie jest to publikacja, która próbuje „odkryć Szekspira na nowo”. Raczej porządkuje i pokazuje, dlaczego jego dramaty wciąż działają. Mechanizmy psychiczne, które opisał, okazały się trwalsze niż język epoki i teatralne konwencje.

Słabsza strona książki jest dość oczywista. To nie jest lektura do jednego wieczoru ani literacka gawęda o „geniuszu Barda”. Duża liczba przypisów, dygresji i odniesień do badań wymaga skupienia. Dla części czytelników minusem będzie także ostrożność interpretacyjna autorów. Zamiast ryzykownych, efektownych tez pojawia się systematyczne porządkowanie i zestawianie.

Szekspir i psychologia nie konkuruje z psychoanalizą w stylu Freuda ani z klasycznymi opracowaniami literaturoznawczymi. Funkcjonuje obok nich, pokazując, że dramat elżbietański i współczesna psychologia opisują te same napięcia: między rozumem a emocjami, jednostką a sytuacją, świadomością a tym, co spod kontroli się wymyka. To książka wymagająca, ale uczciwa i intelektualnie solidna.


Wydawnictwo Naukowe PWN
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Naukowym PWN. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.