Jak dawniej leczono, czyli plomby z mchu i inne historie
Medycyna postępuje wraz z kolejnymi odkryciami nauki. Już w starożytności naczelną zasadą było nie szkodzić, co jednak w praktyce miało różne odzwierciedlenie i skutki. Książka Jak dawniej leczono, czyli plomby z mchu i inne historie zabiera nas w świat na pograniczu życia i śmierci, gdzie zdarzało się, że choroba eliminowana była wraz z pacjentem.
Pojęcie medycyna wywodzi się z łaciny medicina i oznacza sztukę lekarską. Na przestrzeni stuleci w jej ramy wchodziły wszelkie teorie o zdrowiu oraz chorobach. Jej celem było zawsze ratowanie człowieka. Prekursorem medycyny w antycznym świecie był Hipokrates, żyjący na przełomie V i IV w. p.n.e.
Ojciec medycyny, bo tak go zwano swoją wiedzę i umiejętności opierał przede wszystkim na doświadczeniu i obserwacji, dzięki czemu mógł stawiać diagnozy chorym i wydawać zalecenia. Jak rozwinęła się medycyna w kolejnych wiekach? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć autor niniejszej książki.
O autorze
Nathan Belofsky z zawodu jest prawnikiem, który swój wolny czas wypełnia doszukiwaniem się różnych historycznych absurdów w dziedzinie prawa, jak i historii medycyny. To osoba, która w treść wplata czarny humor. Jego praca po raz piąty ukazała się nakładem Wydawnictwa RM.
O czym jest książka Jak dawniej leczono, czyli plomby z mchu i inne historie?
Historia medycyny Belofsky’ego to historia nietuzinkowych a niekiedy przerażających metod leczenia ludzi. To także zarys sylwetek lekarzy, przejście od zabobonu do kunsztu leczenia jako nauki. Autor przeprowadza nas przez dzieje medycyny od starożytności po początek XX wiek. Wyraża pogląd, że do końca XIX stulecia medycy i ich praca raczej pogarszały sytuację pacjentów.
Recenzowana książka dzieli się na cztery rozdziały i ma układ chronologiczny. Od antyku po czasy współczesne. Przykładowo dowiadujemy się z niej, iż w dawnej Babilonii chory zdrowiał albo umierał, w zależności jak zajęli się nim szamani zwani asipu bądź lekarze babilońscy zwani asu. Próbując dociec przyczyny choroby, często wyszukiwano znaków w drodze do domu pacjenta. Analizowano jego życie prywatne, grzeszki etc.
Jeszcze ciekawiej było w Egipcie, gdzie chorym na zaćmę posypywano oczy szkłem, wcześniej podgrzanym. Ponoć działało, ale radzę nie ryzykować. A jak leczyli Grecy? Dla przykładu wspomnijmy niejakiego Soklesa, który chciał naprawić kręgosłup pewnego nieszczęśnika o imieniu Diodorus. Nakazał mu na garb położyć cztery głazy. Niestety pacjent zmarł, ale po śmierci „stał się prosty jak linijka”.
W średniowieczu nie było lepiej…a nawet gorzej, bowiem medycy unikali praktycznego leczenia. Doszukiwano się wytłumaczenia np. epidemii dżumy w astrologii. Zarazę wywołać miała koniunkcja Marsa z Jowiszem. Tak przynajmniej tłumaczyli to uczeni z Sorobony królowi Francji Filipowi VI.
W wiekach średnich uważano, że przyczyną ludzkich nieszczęść i chorób są grzechy. A Bóg sprowadza karę za trwanie w nich. Ból był czymś niebywałym, bowiem pechowiec, którego operowali chirurdzy i to bez znieczulenia, z reguły mdlał. Nierzadko też pacjenci umierali.
Renesans, epoka wielkich odkryć, rozwoju sztuki, inspirowana nawrotem do antyku. Pomimo pogłębienia wiedzy o anatomii człowieka czy rozwojowi chirurgu, daremnie było szukać wielkiej rewolucji w codziennej praktyce lekarzy.
Niejaki Paracelsus zyskał miano ojca medycyny nowożytnej. Uważał, że badania nad chemią mogą przyczynić się do wynalezienia leków. Do praktyki lekarskiej zastosował odpowiednie dawki alkoholu, srebra, miedzi. Niebywałe było to, iż ze zwłok ludzkich tworzył maści.
Wiek XVIII i XIX zyskały u autora miano ery „medycyny heroicznej”, co wynikało z bohaterskiego mniemania medyków o swojej pracy. Nie patrząc na druzgocące błędy. W Stanach Zjednoczonych Ameryki najsłynniejszym lekarzem był niejaki Benjamin Rush. W 1793 r. mieszkańców Filadelfii nawiedziła epidemia febry. Rush uważał, że nie jest ona zaraźliwa, choć trup ścielił się gęsto. A przyczyny choroby doszukiwał się… w kawie.
Takich absurdów, które zostały opisane w recenzowanej książce jest wiele.
Jak dawniej leczono, czyli plomby z mchu i inne historie – ocena
Książkę czyta się szybko, gdyż ma mały format i została napisana prostym stylem. Zaciekawienie budzi okładka, która może kojarzyć się z medycyną, ale i alchemią. Na duży plus dla autora za przywoływanie opisów i relacji źródłowych. Choć mankamentem jest brak odniesień do cytowanych źródeł. Może poniekąd wynagradza to bibliografia umieszczona na końcu książki. Szkoda też, że nie zostały dodane żadne ilustracje, które mogłyby podsycić klimat.
Osobiście dostrzegam czarny humor autora, którym przyprawia treść. Ma to swoje plusy. Aczkolwiek nie ukrywam, że niektóre szczegółowe zapiski budzą we mnie niesmak. Niestety takie były wówczas czasy i medycyna na niższym poziomie niż dziś. Pozostaje cieszyć się, że w naszych czasach jednak postęp medycyny ułatwia życie.
Książkę polecam, fajne ciekawostki. Dobra lektura na wolny czas w ramach odskoczni.
Wydawnictwo RM
Ocena recenzenta: 5/6
Ewelina Kazienko
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem RM. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.