_Andrespol i okolice w dawnej prasie

Andrespol i okolice w dawnej prasie |Recenzja

Bartłomiej Jankiewicz, Andrespol i okolice w dawnej prasie

Krwawe porachunki, awantury i historie rodem z kryminalnych kronik – tak wyglądał Andrespol i jego okolice w XIX i XX wieku. Książka Andrespol i okolice w dawnej prasie odsłania mroczne kulisy życia mieszkańców, w którym wielkie ambicje przegrywały z brutalną rzeczywistością. To opowieść o świecie pełnym kontrastów – od wizji ziemi obiecanej po moralne dno, gdzie sensacja i dramat przeplatają się na każdej stronie.

Moja dotychczasowa wiedza o Andrespolu i jego najbliższych okolicach była nikła. Co prawda, co jakiś czas w mediach przebąkiwano jakieś konkretniejsze informacje, ale nigdy nie spowodowały u mnie baczniejszej uwagi. Tak więc książka Bartłomieja Jankiewicza była dla mnie niemałym zaskoczeniem.

Andrespol – nieoczywisty i mroczny szkic dziejów

Spytacie dlaczego? Anuż – z kilku powodów. Z pierwszego, i chyba najważniejszego – Jankiewicz w swej publikacji zebrał naprawdę sporo artykułów dotyczących Andrespola i jego najbliższych okolic od połowy XIX wieku do czasów przed wybuchem II wojny światowej.

I muszę przyznać, że wiele z nich jest dosyć przaśnych albo mających charakter iście kryminalny. Oczywiście nie wyczerpuje to całości zebranych materiałów, ale teksty te są najciekawsze, najbardziej przyciągające uwagę. Czego nie można powiedzieć o fragmentach ustaw, zarządzeń czy ogłoszeń.

Odniosłem wrażenie, że tamtejsi mieszkańcy byli społecznością niezwykle skonfliktowaną, pełną buzujących emocji, takim tyglem narodów i charakterów. Jak pewnie wiecie, choćby z lektury Ziemi Obiecanej Władysława Reymonta, Łódź i jej najbliższe okolice, czyli i omawiany tutaj Andrespol, były szybko rozrastającym się okręgiem przemysłowym. W micie założycielskim, była to kraina „mlekiem i miodem płynąca”, dająca możliwość szybkiego zarobku i bogactwa. W rzeczywistości było jednak zupełnie inaczej. Ani bogactwo, ani szczęście tutaj nie mogły stać się udziałem ogółu, jedynie niewielkiej garstki wybrańców losu.

Książka Jankiewicza dobitnie potwierdza tezę stawianą przez Reymonta. Ów „Ziemia Obiecana” była raczej przedsionkiem piekła, krwawych porachunków, miłosnych zawodów i ludzkich tragedii.

W zamieszczonych w książce tekstach, co rusz przebija obraz świata mocno zdegradowanego moralnie, ale i społecznie. Mieszkali tutaj bowiem ludzie z różnych kultur, regionów i światów – Żydzi, Polacy, Niemcy, Rosjanie oraz cała ogromna rzesza innych awanturników i „poszukiwaczy łatwego szczęścia”. Jest w czym przebierać.

Z publikacji wyłania się więc obraz społeczności dosyć młodej, tętniącej od waśni, kłótni i sprzecznych interesów. W jakimś stopniu odniosłem wrażenie, że ówczesny Andrespol był takim miejscem granicznym – cywilizacji i moralności. Być może nieco przesadzam, ale wiele z przytoczonych przez Autora historii jest dosyć brutalnych. Mordy, nie ważne czy z miłości, czy z przypadku, czy celowe… fakt pozostaje faktem. Z drugiej strony, te ludzkie dramaty sprawiają, że książkę czyta się szybko i z zaciekawieniem.

Język ostry i kąśliwy

Kolejną sprawą, która mocno rzuca się w oczy, jest styl wypowiedzi ówczesnych autorów reportaży, opinii i wywiadów. Część z nich czyta się z wyraźnym uśmiechem na buzi. Inne są zaś ogromnie wkurzające, pełne złośliwości, takiej dziwnej maniery… Jak sądzę, styl cytowanych wypowiedzi był ukierunkowany na uzyskanie łatwego poklasku, przyciągnięcia czytelników, jak najmniejszym kosztem.

Ówcześni autorzy tych publikacji wcale nie ukrywają pikantnych szczegółów, brutalnych opisów. Wręcz lubują się, ścigają o to, kto więcej i sprawniej, bardziej przejmująco lub kpiarsko opublikuje dany materiał.

Co więcej, w artykułach tych znaleźć można wiele jednoznacznych wypowiedzi, mających, czasem zabawić czytelnika, a czasem umoralnić. Słowem – mamy tutaj do czynienia z najniższą formą rozrywki – takimi igrzyskami dla ludu, tyle że w piśmie. Mnie osobiście taki styl wypowiedzi nie bardzo się podoba, ale rozumiem, że w opisywanych czasach, taki był wymóg stylu.

Dziwnie czyta się też teksty, które pełne są błędów stylistycznych, ortograficznych. Czasem błędy te są zabawne. Innym razem – zwyczajnie drażnią. Spora część współczesnych nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wielki szmat drogi pokonała nasza polska mowa w przeciągu tych, w przybliżeniu, 100-150 lat. Dla niektórych to może być szok kulturowy. Ale to dobrze.

Zdjęcia

Księży Młyn, jak zwykle, świetnie dobrał szatę graficzną. Zdjęcia są naprawdę ciekawie dobrane, choć niektóre są nieco brutalne. Takie graficzne Gotham (jeśli wiecie o czym mówię). To ciekawe, że współcześnie wiele zdjęć jest cenzurowanych lub nie zamieszcza się ich w ogóle. Te sprzed stu lat były dosadne… W książce znajdziecie kilkanaście zdjęć z ofiarami pobić, ale i morderstw.

Choć nie wszystko z nich są wyraźne, to i tak budzą grozę. Niemniej, z historycznego punktu widzenia, mówią wiele nie tylko o lokalnej społeczności, ale i warunkach, w jakich żyli ówcześni nasi rodacy. Ale o tym to już trzeba czytać między wierszami, przepraszam, zdjęciami.

Andrespol i okolice w dawnej prasie – na koniec

Książkę czyta się szybko, choć nie zawsze ze zrozumieniem. Trzeba nieco się wysilić, aby zrozumieć to, o czym pisali ówcześni reporterzy i autorzy tekstów. Publikacja jest skierowana głównie dla czytelników zamieszkujących okolice Łodzi. Myślę sobie jednak, że śmiało mogą po nią sięgnąć nie tylko fascynacji regionalizmów, ale i osoby zainteresowane przeskokiem cywilizacyjnym jaki nastąpił. Książka „Andrespol i okolice w dawnej prasie” to fascynująca przygoda z dawną Polską – nieobliczalną, pozbawioną pudru i zachwytu, jaki niektórzy historycy i politycy zdają się nam wpajać. Już choćby z tego powodu, warto po nią sięgnąć.

Publikacja liczy sobie 224 strony. Całość została podzielona na osiem rozdziałów, w których zamieszczono fragmenty dawnych artykułów dotyczących okolice Andrespola – Andrespol, Bedoń, Janówka, Justynów, Kraszew,  Stróża, Wiśniowa Góra oraz Zielona Góra (nie mylić z tą na zachodzie Polski).


Wydawnictwo Księży Młyn
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Księży Młyn. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.