Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Apacze | Recenzja

Apacze | Recenzja

Edwin Sweeney, Apacze

Jako dziecko zaczytywałem się w powieściach Karola Maya. Szczególnie zapadła mi w pamięć książka „Winnetou”. Jej tytułowy bohater to mądry i dumny wódz Apaczów. Jego plemię jawi się jako szlachetny lud, w przeciwieństwie do innych plemion indiańskich. Czy tak jednak było naprawdę? Kim byli Apacze i jaki los stał się ich udziałem?

Aby się o tym przekonać i skonfrontować swoje młodzieńcze wyobrażenia o tym plemieniu z rzeczywistością, sięgnąłem po książkę Edwina Sweeneya pod tytułem „Apacze”. Publikacja ta ukazała się nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego. Edwin Sweeney  jest jednym z najwybitniejszych badaczy dziejów Apaczów. Wiele jego prac zostało opublikowanych przez University of Oklahoma Press.

W swojej najnowszej pracy Sweeney wychodzi od etymologii znaczenia samego słowo „Apacze”. Podaje dwa wyjaśnienia tego terminu. W języku yuman słowo e-patch znaczy „człowiek”. Zdaniem autora bardziej prawdopodobne jest jednak drugie znaczenie. Nazwa plemienia miałaby się wywodzić od słowa zuni apachau, czyli „wróg”. Sami Apacze określali siebie terminem inneh, inde, tinde, co znaczy „ludzie”. Zamieszkiwali one ziemie rozciągające się na południowym zachodzie Ameryki Północnej. Byli ludem nomadów i wojowników, zamieszkującym niedostępne góry. Dowiadujemy się, że Apacze jednak – wbrew obiegowej opinii – nie spędzali dużo czasu na walce. Z sezonu na sezon zmieniali swoje miejsca pobytu, toteż nie gromadzili dużych zapasów żywności. Trudnili się zbieractwem, a zajęcie to zabierało im sporo czasu. W recenzowanej publikacji autor skupił się na Apaczach Chiricahua.

Główna treść książki skupia się na postaci Cochise. Nie wiadomo jednak dokładnie ani gdzie, ani kiedy ten przyszły sławny wódz przyszedł na świat. Gdy dorósł, ludzie byli pod wielkim wrażeniem jego postury. Według licznych relacji był to „najpiękniejszy Indianin, jakiego kiedykolwiek widziano. Miał około sześciu stóp (1,83 m) wzrostu, był prosty jak strzała, od stóp do głów zbudowany tak doskonale, jak to jest tylko możliwe”. Warto podkreślić, że wszystkie relacje są zgodne co do majestatycznego wyglądu wodza.

Edwin Sweeney w swojej pracy przenosi nas w niespokojny Dziki Zachód XIX wieku. Wspólna koegzystencja Indian i białych staje się coraz bardziej niemożliwa. Nasilają się obopólne ataki i potyczki. Każde morderstwo i okrucieństwo, popełniane przez którąkolwiek ze stron pociągają za sobą zemstę, co prowadzi z kolei do eskalacji konfliktu. Nie jest niczym niezwykłym, że za skalpy wroga oferowana jest nagroda pieniężna. Autor wprost przyznaje, że dla białych jedyną metodą postępowania z Apaczami była zaplanowana eksterminacja. Książka pokazuje więc dramatyczną walkę Indian pod wodzą Cochisea. Był to bez wątpienia człowiek niezwykły, nazywany przez wielu najwspanialszym wodzem, jakiego mieli Apacze. Za wszelką cenę starał się utrzymać tradycyjny tryb życia Indian. Walczył więc z Amerykanami i Meksykanami, z łowcami skalpów i ochotnikami. Walka ta od początku była jednak nierówna. Apacze – mimo męstwa i odwagi, jaką wykazywali nie byli w stanie sprostać nowoczesnej i regularnej armii. Dlatego też Cochise podjął bardzo trudną decyzję. Zawarł traktat pokojowy, na mocy którego Indianie mieli przenieść się do specjalnie utworzonego rezerwatu. Szybko miało okazać się, że nie rozwiązuje to wielu problemów.

Cochise umarł 8 czerwca 1874 roku. Swenney określił go jako „jednego z największych wodzów Apaczów dziewiętnastego wieku. Jedynego wodza, który, pobudzony zaciekłą nienawiścią do Meksykanów, zabójców jego ojca, i do Amerykanów, którzy powiesili mu brata i zamordowali teścia, stawił czoło armiom dwóch krajów i czterech stanów i nigdy nie został pokonany. Dziwną ironią losu ów nieprzejednany wódz wojenny, który spędził życie prowadząc swych ludzi do walki, zmarł śmiercią naturalną w zaciszu rezerwatu”. Jego śmierć była dla Apaczów niepowetowaną stratą.

Niewątpliwą zaletą omawianej publikacji jest mnogość wykorzystanych źródeł. Autor poddaje je także koniecznej krytyce, nie poprzestając na bezrefleksyjnym przytaczaniem poszczególnych relacji. Książka pokazuje skomplikowane relacje i życie na pograniczu Ameryki i Meksyku. Apacze starali się lawirować między tymi państwami, ich los wydawał się jednak przesądzony. Jest to pozycja, którą można polecić wszystkim interesującym się losami Indian i historią Dzikiego Zachodu.

Wydawnictwo: PIW

Ocena recenzenta: 4/6

Wojciech Sobański

Partnerzy



Przewiń do góry