Adrian Goldsworthy, Brigantia
Brigantia zamyka trylogię Vindolandy za szczękiem oręża podlanym magiczno-mistycznym sosem. Ja mam niedosyt. Kiedy patrzę na półkę, a właściwie do kostek regału, gdzie stoi cała moja kolekcja beletrystyki historycznej, to ilościowo najwięcej książek osadzonych jest w różnych okresach starożytnego Rzymu. Naprawdę, jest to wdzięczne źródło, którego chyba nie sposób wyczerpać. Goldsworthy zabiera czytelnika w podróż daleko od stolicy. Patrząc z perspektywy rzymskiej – wręcz na koniec świata. Tam, gdzie autorzy zapuszczają się raczej rzadko
Brigantia zamyka trylogię, której poprzednie tomy, to Vindolanda i Złowrogie Morze. Wszystkie ukazały się nakładem Rebisu. Omawiany tom jest z 2025 r. i ma podręczny, przyjemny format. Nie jest za gruby, nie jest za cienki. Sam autor jest doktorem historii Oxfordu. Od początku swojej pracy naukowej i także pisarskiej zajmuje się armią rzymską w różnych okresach jej funkcjonowania. Zatem sroce spod ogona nie wyleciał i zna się na rzeczy.
Tomy wcześniejsze
Trylogia osadzona jest geograficznie na dalekich, brytyjskich rubieżach Rzymu na przełomie pierwszego i drugiego stulecia n. e. Głównym bohaterem jest centurion, Flawiusz Feroks. Z pochodzenia Sylur, z wychowania Rzymianin, z zawodu centurion. Poznajemy go w pierwszym tomie, jako przygniecionego życiem alkoholika. Tom pierwszy, czyli Vindolanda, poświęcony jest buntowi, któremu przewodzi tajemniczy Ogier.
Feroks i reszta rzymskiej armii musi stłumić rebelię zanim rozleje się na większe połacie prowincji. Tom drugi, Złowrogie morze, dzieje się niedługo później i wbrew tytułowi siedzimy na lądzie. Trzeba tylko przepłynąć jeden akwen, żeby dostać się do pewnej tajemniczej i nie do końca zapomnianej wyspy. Tu przyjdzie Feroksowi i jego podwładnym stoczyć walkę z niedobitkami buntu w łonie rzymskiej armii sprzed kilku dekad.
W obu tomach zaglądamy za kulisy rzymskiej armii, rzymskiej polityki, społeczeństwa, mamy okazję także poznać nieco świata brytyjskiego, wierzeń, kultów, obyczajów czy wreszcie walk między plemionami. Wszystko opisane bardzo dobrze i sprawnie, więc czyta się szybko. W tomie trzecim jest kilka nawiązań do poprzednich, a przede wszystkim wracają bohaterowie, więc zanim zabierzecie się za tom ostatni najlepiej nadrobić pozostałe. Nie jest to konieczne, ale w sumie będziecie wiedzieli kto jest kim. Przynajmniej w ogólnym zarysie.
Tom trzeci – Brigantia
Brigantia zabiera czytelnika w podróż do nowych miejsc, w tym do Londinium. Historia jest zbliżona do tej z początku, a w zasadzie można powiedzieć, że jest jej dokończeniem. Tak oto w pierwszym tomie tajemniczy Ogier prowadzi swoich popleczników do rozprawy z Rzymem i odtworzenia świata, który wilcze dzieci zniszczyły. W tej historii rebelia ma widoki na znacznie większy zasięg, wykorzystywane są magiczne artefakty z przeszłości, planowany jest nawet zamach na cesarza i przejęcie władzy.
Wszystkiemu musi stawić czoło, ale nie sam, Feroks. Jest to ciekawa mieszanka przygodówki, bo dużo się dzieje, z powieścią drogi, bo dużo podróżują. Nadmienię od razu, że zakończenie powala snuć dalsze opowieści, więc może się okazać, że ta trylogia będzie się rozrastać. Kto wie, może dociągnie do Orłów imperium Scarrowa (20 tomów już chyba jest). Dużo się dzieje i akcja nie zwalnia tempa. Nawet podczas podróży trzeba się bronić albo atakować, albo szukać rozwiązania rozmaitych problemów.
Uprzedzam zawczasu, że może się podczas lektury przydać coś do notowania lub rysowania. Pojawia się mnóstwo postaci i w gąszczu ich imion i nazwisk (a wiemy, że Rzymianie lubili kilkuczłonowe) można się pogubić. Podobnie jest z genealogią kilku postaci. To właśnie ona wyjaśnia czemu tych konkretnych kilka osób jest zaangażowanych w wydarzenia, więc dobrze jest się w niej orientować. Oprócz tego pojawiają się artefakty, które przechodziły z rąk do rąk i to też ma znaczenie. Jest mapka, jest komentarz historyka i słowniczek pojęć. Co zawsze zaliczam na plus.
Brigantia w żaden sposób nie odstaje od poprzedniczek i warto po nią sięgnąć. Ja się przy niej i przy całej opowieści bawiłem dobrze.
Wydawnictwo Rebis
Ocena recenzenta: 4,5/6
Jakub Łukasiński
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Rebis. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.