Elin Anna Labba, Nie płyń na morze

Elin Anna Labba, Nie płyń na morze

Elin Anna Labba wraca do historii, którą zna z własnego krajobrazu i rodzinnej pamięci. W XX wieku rozwój hydroenergetyki w północnej Szwecji zmieniał ziemie Saamów: zalewano osady, przesuwano miejsca zamieszkania, znikały dawne brzegi, szlaki i punkty odniesienia.

Jednym z narratorów zostaje samo jezioro. U Labby nie jest to ozdobnik, bo krajobraz ma pamięć: nazwy, miejsca połowu, trasy reniferów, historie przypisane do konkretnych punktów. Gdy część tego świata znika pod wodą, znika również wiedza o nim. W 1942 roku trzynastoletnia Ingá wraca z matką Rávdną i ciotką Ánne do letniego miejsca zamieszkania i zastaje je zalane. Poziom wody podniesiono bez ostrzeżenia, a kobiety próbują ratować dobytek i urządzić życie na nowo. Labba zna ten mechanizm także z własnej rodziny, choć bohaterki są fikcyjne, a ich losy powstały z wielu relacji i wspomnień Saamów.

Najciekawsza pozostaje Rávdná, która chce zbudować zwyczajny dom z czterema ścianami i oknem. W realiach ówczesnej polityki szwedzkiej nawet taka decyzja miała znaczenie, bo państwo próbowało określać, jak powinien żyć Saam związany z hodowlą reniferów, równocześnie coraz mocniej ingerując w ziemie, od których ten sposób życia zależał. Ingá reaguje inaczej: mniej się buntuje, bardziej próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Labba dobrze unika prostego podziału na tych, którzy bronią tradycji, i tych, którzy ją zdradzają. Mocny jest również wątek elektryczności. Nad ziemiami Saamów biegną linie przesyłające prąd produkowany dzięki inwestycjom, które zmieniły ich krajobraz, podczas gdy sami mieszkańcy długo nie korzystają z tej sieci. Sam obraz wystarcza.

Powieść nie jest jednak równa. Momentami zwalnia za bardzo, część postaci drugoplanowych istnieje głównie po to, by reprezentować określone stanowisko, a kolejne straty zaczynają układać się w podobny rytm. Labba najlepiej wypada tam, gdzie nie objaśnia, tylko zostawia konkret: wodę podchodzącą pod dom, linię energetyczną nad osadą, człowieka pamiętającego, co jeszcze niedawno znajdowało się pod taflą zbiornika. Z tego samego doświadczenia pochodzi tytuł. Starsi mieszkańcy zaczęli nazywać wielki zbiornik morzem i ostrzegali dzieci, żeby na niego nie wypływały. Jedno pokolenie pamiętało siedem jezior, następne dorastało już nad „morzem”.


Wydawnictwo Marginesy
Agnieszka Cybulska

Comments are closed.