Gietrzwałd 1877. Wojna Światów. Ile dywizji ma Niepokalana

Gietrzwałd 1877 |Recenzja

Grzegorz Braun, Włodzimierz Skalik, Gietrzwałd 1877. Wojna Światów. Ile dywizji ma Niepokalana?

Gietrzwałd – w niezwykły sposób połączył w naszych dziejach historię z teologią, sprawę narodową z religią. To miejsce w XIX wieku „…uderzyło swoją mocą i emanacją duchowości.”*  Warto spojrzeć na te zdarzenia w perspektywie koncepcji historiozoficznej  Grzegorza Brauna i Włodzimierza Skalika zaprezentowanej w publikacji o iście barokowym tytule: „Gietrzwałd 1877. Wojna Światów. Ile dywizji ma Niepokalana?”. Dzięki niej czytelnik ujrzy Gietrzwałd dość nietypowo, bo w kontekście wątków politycznych, wojennych, a nawet szpiegowskich XIX stulecia. Odbiorca nie odnajdzie tu rozważań teologicznych, ale dotknie cudu objawień zaskoczony sposobem ich przedstawienia i interpretowania faktów historycznych.

Duchowa petarda

 Niewielka wioska na Warmii stała się miejscem jedynych w Polsce  – uznanych przez Kościół – objawień maryjnych. Tu, od 27 czerwca do 16 września 1877 roku, Matka Boska ukazała się  160 razy Justynie Szafryńskiej i Barbarze Samulowskiej. Maryja, w bieli i blasku, ze złotą koroną na głowie, ukazywała się na przykościelnym klonie. Dwie nastoletnie wizjonerki zadawały pytania, a Najświętsza Panna Maryja odpowiadała. Do tego przemawiała po polsku, w gwarze warmińskiej. 

Główne wezwanie Jasnej Pani (jak nazywały ją dziewczynki) dotyczyło gorliwej modlitwy różańcowej, zaprzestania nałogu pijaństwa oraz poświęcenia pobliskiego źródełka. Wszystko działo się na ziemiach zaboru pruskiego,  w okresie nasilającej się polityki kulturkampfu, prowadzonej ze szczególną bezwzględnością w latach 1871 – 1878. Cudowne zdarzenia w Gietrzwałdzie jednoznacznie wzmacniały odwołanie do polskość tych ziem oraz wiary katolickiej. Ksiądz Krzysztof Bielawny, badacz fenomenu Gietrzwałdu, określił to, co się wówczas wydarzyło jako „Duchową petardę”**. Jego zdaniem polska wolność wyszła z Gietrzwałdu. Zdarzenia z 1877 roku  dały duchową moc oraz były źródłem nadziei i odnowy narodu polskiego. Zakończyły się sukcesem w 1918 r.

 Właśnie ten moment dziejowy i to miejsce staje się przedmiotem wnikliwej, wielowątkowej opowieści historycznej G. Brauna i W. Skalika. Książka  powstała na podstawie stworzonego przez ten  duet twórców w latach 2018 – 2024  dokumentu filmowego. Tym razem obraz wyprzedził słowo.

Errata do Prusa. Wojna Stacha Wokulskiego

„W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia niemniej gorąco interesowała się przyszłością galanteryjnego sklepu pod firmą J. Mincel i S. Wokulski. W renomowanej jadłodajni, gdzie na wieczorną przekąskę zbierali się właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin utrzymujący się z własnych funduszów i posiadacze kamienic bez zajęcia, równie dużo mówiono o uzbrojeniach Anglii, jak o firmie J. Mincel i S. Wokulski. Zatopieni w kłębach dymu cygar i pochyleni nad butelkami z ciemnego szkła, obywatele tej dzielnicy jedni zakładali się o wygranę lub przegranę Anglii, drudzy o bankructwo Wokulskiego; jedni nazywali geniuszem Bismarcka, drudzy – awanturnikiem Wokulskiego; jedni krytykowali postępowanie prezydenta MacMahona, inni twierdzili, że Wokulski jest zdecydowanym wariatem, jeżeli nie czymś gorszym…”***

Tak zaczyna się powieść Bolesława Prusa.  W Warszawie poza tym, że plotkuje się o awanturniku Wokulskim, to chętnie mówi się też o wojnie rosyjsko – tureckiej, pokoju zawartym w San Stefano, wyborze papieża i o Imperium Brytyjskim. Gości jadłodajni przy Krakowskim Przedmieściu zajmowała więc sprawa potencjalnego konfliktu, tym razem światowego. Stąd we fragmencie „Lalki”: Mac Mahon, Bismarck, wygrana lub przegrana, europejskie wojny, pokój i uzbrojenie. Przy tym wszyscy po cichutku – wszak rzecz dzieje się pod zaborem rosyjskim – trochę tęsknią / marzą o wolności i liczą, że może tym razem…

 O wielkich sporach politycznych kończących XIX stulecie niewiele jest świadectw  w literaturze polskiej. Bohater Prusa wraca z wojny, na której dorobił się gigantycznej fortuny. Powraca z wojny rosyjsko -tureckiej, która toczyła się głownie na Bałkanach od wiosny 1877 roku do podpisania traktatu pokojowego w 1878 roku w San Stefano. Zdaniem G. Brauna i W. Skalika właśnie ta wojna, z której wraca Stach Wokulski, wywołała  w Europie  rodzaj psychozy – serię tzw. War scares,  czyli obaw, lęków, frustracji. Równocześnie  przyniosła dziwną pewność, że konflikt zbrojny na Bałkanach oraz gra interesów na kontynencie w sposób nieunikniony zmierza do kolejnej konfrontacji militarnej.

 Wojny zazwyczaj stwarzają możliwość szybkiego dorobienia się, a dostawy dla walczących stron były dla Wokulskiego szansą i sposobnością, którą w bliżej  – czytelnikom – nieznanych okolicznościach, bezwzględnie  wykorzystał. Fikcja literacka poetyki realizmu wymagała tworzenia takiej iluzji rzeczywistości, aby wprowadzić  kategorię prawdopodobieństwa czasu i przestrzeni. Chociaż o samej wojnie Prus nie pisał, to doskonale wiemy, że gdzież  szybciej jak nie na wojnie upadały i tworzyły się fortuny.

Prus nie wprowadza wątku Gietrzwałdu, ale dla autorów  ten fragment lektury szkolnej jest najlepszym pretekstem do dygresji oraz  panoramicznego ukazania zdarzeń na Warmii. Przecież to ten sam czas historyczny, te same gry dyplomatyczne między imperiami i te same polskie losy, tylko z perspektywy zaboru pruskiego.  Wydarzenia powieściowe inspirują autorów książki, aby wskazać na niezwykłość sytuacji połączenia wątków objawień maryjnych z 1877 z geopolityką schyłkowych dekad dziewiętnastowiecznej Europy. Historiografia poświęcona latom 70. XIX wieku w dziejach Imperium Brytyjskiego, Imperium Osmańskiego i carskiej Rosji jest przeobfita i nad wyraz interesująca. Publikacja Frondy rozwija wątek starcia cywilizacyjnego. Autorzy interpretując  wydarzenia gietrzwałdzkie jako punkt zwrotny w grze mocarstw, wprowadzają w świat wielkiej polityki, w kontekście mniej znanych zdarzeń geopolitycznych. Pragną ukazać skomplikowaną sytuację ziem polskich pod zaborami, a jednocześnie odwołują się do  walki z pruskim Kulturkampfem i rosyjskim despotyzmem.

Książka pokazuje proces, jak lokalne wydarzenie religijne wpłynęło na losy całego narodu oraz państw zaborczych, a także Wielkiej Brytanii i Turcji, zwanej wówczas Imperium Osmańskim. Uzyskano tym samym efekt sensacji, nowości. „Gietrzwałd – wojnę światów” czyta się jak political fiction, ale to przecież non – fiction. I dlatego jest jeszcze ciekawiej. Autorzy chętnie korzystają z wątków gangsterskich i szpiegowskich,  wszelkich teorii spiskowych tamtych lat. Interpretują wydarzenia ze swobodą i rozmachem: od koncepcji panslawizmu po tzw. Wielką Grę toczoną pomiędzy Rosją a Brytanią o wpływy w Azji Środkowej.  W tym wszystkim jest miejsce na polskie starcie, polski gambit, na Gietrzwałd.

Zamiast miecza różaniec. Polski gambit

W publikacji najbardziej wyrazista jest teza, że my, Polacy, nie doceniamy fenomenu Gietrzwałdu, nie rozumiemy doniosłości zdarzeń 1877 roku i nie rozpoznajemy tak naprawdę ich znaczenia. G. Braun i W. Skalik przyjęli jako pewnik. „…że Gietrzwałd pozostaje dla nas najważniejszym punktem na mapie, a rok 1877 – najważniejszą z dat w dziejach Polski.”

„A dokonało się to w sposób bynajmniej nie mistyczny li tylko, często metafizyczny, ale jednocześnie całkowicie realny, praktyczny. (…) groźba eskalacji konfliktu jakim była wojna rosyjsko – turecka tocząca się od lata 1877 roku, do rozmiarów konfliktu kontynentalnego, tj. ni mniej, ni więcej, wojny światowej – z realną perspektywą przeniesienia głównego teatru wojny na ziemie polskie – ta groźba została zażegnana, niejako „rozbrojona” właśnie przez fenomen Gietrzwałdu.”

Chociaż nie mamy do czynienia z książką teologiczną sensu stricto, to i tak otrzymujemy opowieść o cudzie, nadzwyczajnych wydarzeniach, objawieniach. Dwie dziewczynki widzą Jasną Panią i spełniają jej polecenie zawarte w orędziu: codziennie odmawiają różaniec w asyście gromadzących się ludzi. Najpierw miejscowych parafian, potem rzesz pielgrzymów, przybywających z trzech zaborów tak tłumnie, że szacunkowo podaje się, że w samym roku objawień było to około pięćset tysięcy pątników.

Z badań wspominanego już ks. Krzysztofa Bielawnego wynikało, że w 1877 roku miało rozpętać się na ziemiach zaboru rosyjskiego kolejne powstanie narodowe. Został utworzony konspiracyjny rząd narodowy. Na jego czele stanął Adam książę Sapieha, który popierany przez Wielką Brytanię i za pieniądze londyńskie miał rozpocząć zaciąg do oddziałów powstańczych oraz dywersję na tyłach armii rosyjskiej, żeby ją znacząco osłabić. Brytyjski rząd widział w tym swój ważki interes.

Zainteresowane tymi działaniami były też Prusy, które w oczekiwaniu na związanie armii rosyjskiej w wojnie z Imperium Osmańskim i terenach ziem polskich pod zaborem rosyjskim, rozpoczęły własne manewry na granicy z Francją. Czekano tylko na ostateczny przerzut wojsk z Warmii, by uderzyć na Paryż. I wtedy… zaczął się cud objawień. Rozpoczęła się ryzykowna gra, wojna światów, zdaniem autorów tzw. polski gambit.

Niekończące się transporty pielgrzymów zmierzających do Gietrzwałdu zakorkowały pruską sieć kolejową, nie dopuszczając do przemieszczania się wojsk. Strategiczną stała się  mało znana stacyjka Biesal, położona pod Olsztynem, dokąd przybywali koleją pątnicy. Stamtąd już pieszo wędrowali do Gietrzwałdu.  Państwo pruskie zwalczało polskość i katolicyzm tych ziem. Antykatolickie ataki nasiliły się po ujawnieniu  i rozpowszechnieniu objawień gietrzwałdzkich. Dochodziło do dezinformacji, prześladowania wizjonerek, szkalowania wizerunku Maryi Panny, a nawet do brutalnych ataków na pielgrzymów. Wieść o objawieniach i tak rozprzestrzeniała się, zyskiwała znaczenie. Wpływ objawień na Warmię był ogromny. Nastąpiło przede wszystkim moralne odrodzenie życia, podniesienie świadomości religijnej wiernych. Manifestowano i eksponowano znaczenia języka i kultury polskiej.

Prognozowana  War scare nie spełnia się. Globalna wojna wybuchnie dopiero w 1914 roku. Na szczęście – zdaniem autorów – nie udało się też wówczas wywołać powstania, które dokończyłoby – ich zdaniem – wyniszczenia narodu polskiego. To interwencja Maryjna “wyłączyła” Polaków z udziału w krwawym konflikcie, dając im czas na odrodzenie duchowe i narodowe. To poprzez Gietrzwałd pożoga i zagłada wojenna została światu tym razem oszczędzona – a Polacy otrzymali „promesę niepodległości”: łaskę autentycznego zjednoczenia i program prawdziwej pracy organicznej, która zaowocuje cztery dekady później, w roku 1918. Teza być może kontrowersyjna, acz fascynująca. To przecież przykład swoistej geopolityki Nieba i Ziemi.

Gietrzwałd – mistyka narodowa

Tak kiedyś, jak i obecnie sanktuarium w Gietrzwałdzie zachowuje klimat miejsca modlitwy – szczególny autentyzm, piękno i ciszę. Budynek kościoła, otoczenie drzew, stacje drogi krzyżowej, cudowne źródełko i aleje różańcowe tworzą wyjątkową przestrzeń. Jak na obrzeżach świata bez pośpiechu i pędu. Trochę sennie, ale  metafizycznie. Dla autorów pracy taka symbolika zawiera istotę  objawień sprzed prawie 150 lat. To jest ich pomysł i sposób na przedstawienie swojej oryginalnej koncepcji mistyki narodowej. Niewielu tak pisze o naszej historii, chociaż wielu tak myśli.  

Polski mistycyzm chętnie łączy religijną wiarę z politycznymi dążeniami do odzyskania suwerenności. Od romantyzmu dzieje narodu są interpretowane mistycznie, co oznacza, że wydarzenia historyczne mają sens transcendentny. Dla  G. Brauna i W. Skalika jest to droga do niepodległości, ale z kategorycznym odrzuceniem celebrowania klęsk powstań narodowych, przegranych spraw, tzw. moralnych zwycięstw w duchu Gloria victis.

Od XIII do XX wieku mistyka polska przechodziła różne fazy, ale zawsze kładła szczególny nacisk na duchowość chrześcijańską, katolicką. Misję narodu łączyła ze sferą sacrum, często interpretując historię jako realizację Boskiego planu.  I tak oto Maryja, gietrzwałdzka Jasna Pani,  zanurzona zostaje w meandry dziewiętnastowiecznej  polityki. Ta refleksja bardzo mocno wybrzmiewa  na każdej stronie książki „Gietrzwałd 1877. Wojna światów”. Autorzy konsekwentnie przedstawiają koncepcję prowidencjalizmu, bowiem za sprawą objawień realizuje się Boski plan dziejów. Publikacja spełnia podstawowe cechy dzieła  historiozoficznego, tworząc równocześnie oryginalną ideę.

„… trudna to będzie sprawa, trzymając się faktów historycznych dowodzić, że akurat nie stało się coś, co ze wszystkich względów stać się powinno, a wręcz, na ludzki rozum – nieodwołalnie musiało. I na dodatek jeszcze decydującej przyczyny tej radykalnej korekty, zmiany biegu dziejów upatrywać w nadnaturalnej interwencji. (…) Będzie to bowiem (…) opowiadanie o niedoszłym powstaniu i odwołanej wojnie światowej. I o tym, jak jednego i drugiego naraz, genialnym posunięciem strategicznym, dokonała Najświętsza Maryja Panna w Gietrzwałdzie w 1877 roku.”

Objawienia w Gietrzwałdzie wpisują się w cykl najważniejszych objawień maryjnych: Guadalupe (1531), La Salette (1846), Lourdes (1858) czy też Fatima (1917).

Wielu badaczy porównuje cud objawień gietrzwałdzkich  do 1917 roku, do Fatimy w Portugalii. Łączy  je  wezwanie do modlitwy różańcowej, nawrócenia, pokuty i ufności Bogu. Różni – co wydaje się oczywiste – kontekst kulturowy oraz akcenty szczegółowe – na Warmii wyjątkowe znaczenie miało podkreślenie trzeźwości oraz fakt, że Maryja przemówiła po polsku. Natomiast podobnie  jak w Fatimie,  nakaz modlitwy różańcowej związano z polityczną wymową zdarzeń oraz wiarą w możliwość ocalenia. Takich analogii i  potencjalnych dyskursów  wokół objawień maryjnych jest sporo.

Warto przypomnieć, że 1910 roku w Portugalii wszystko było już gotowe do socjalistycznej rewolucji: król zabity, władza przejęta przez republikanów, stosowne prawodawstwo przygotowane. W 1917 roku miało się rozpocząć rewolucyjne wrzenie na obu krańcach Europy, by w zwycięskim pochodzie wziąć kontynent w kleszcze, nacierając jednocześnie od strony Rosji i Portugalii. Poprzez Fatimę Maryja popsuła plany komunistom, odzyskując lud Portugalii. Poprzez Gietrzwałd Maryja popsuła plany zaborcom, wzmocniła Polaków i uniknięto globalnego konfliktu.

W. Skalik i G. Braun zdeklarowani w krytyce polskich zrywów narodowych, traktują zdarzenia 1877 roku jako rodzaj cudu ocalenia narodu polskiego przed kolejną klęską dziejową. Wpisują tę historię w nadprzyrodzoną moc  Królowej Polski i chociaż nie odpowiedzą na postawione w podtytule pytani: Ile dywizji ma Niepokalana? , to stworzyli z epickim rozmachem odsłonę mistyki narodowej. Nie uprawiają piśmiennictwa religijnego, czytelnik nie otrzymuje dogłębnej analizy tekstów objawień czy historii uznania ich przez kościół katolicki. Napisali traktat polityczny o szczególnej roli Gietrzwałdu w naszych dziejach.  I chociaż autorzy odżegnują się od romantycznych  powstań, krwi przelanej, ofiary bezcennej a utraconej, to w ich interpretacji filozofia dziejów Polski brzmi nad wyraz mistycznie.

Czy jest to atrakcyjna i przekonująca teoria? Czy mamy do czynienia raczej z sofizmatem logicznym? Czy czytelnicy dadzą się uwieść przedstawionej argumentacji tej nowatorskiej historii alternatywnej? Pozostawiam to do  indywidualnej oceny każdego odbiorcy.

Skalik i Braun. Kontrowersje pomijamy

Dwa nazwiska, dwóch autorów. Obaj są politykami oraz pasjonatami historii, rzymskimi katolikami, acz nieortodoksyjnymi. Panowie przyjaźnią się od lat.

 Grzegorz Braun (rocznik 1967) jest twórcą filmowym i publicystą, absolwentem filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim oraz studiów reżyserskich na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego. Włodzimierz Skalik (rocznik 1959) studiował zarządzanie organizacjami lotniczymi na Akademii Obrony Narodowej w Warszawie, jest lotnikiem i  przedsiębiorcą. Łączy ich polityka, działalność społeczna i… Gietrzwałd. Wspólnie przecież inicjowali Akt Konfederacji Gietrzwałdzkiej.  Jednak nie o partiach, konfederacjach, poglądach, kontrowersjach, skandalach, ideach, programach politycznych tu będziemy mówić. Kwerendę tego typu zagadnień zostawiam zainteresowanym.  

Natomiast intrygują jako twórcy i pisarze działający w duecie.  Jak dotąd wspólnie zrealizowali dwa  filmy dokumentalne: „ Luter i rewolucja” (2017) oraz „Gietrzwałd 1877. Wojna światów.” (2018 – 2024). Braun jest autorem wielu książek, ale fenomenowi objawień poświęcił  napisaną już w 2018 roku broszurę pt. „Gietrzwałd 1877. Nieznane konteksty geopolityczne”. Stanowi ona preludium do obecnej publikacji Frondy.

Jako twórcy pracujący nad wspólnymi dziełami zespołowo łączą style, aby uzyskać unikalny efekt pisania na cztery ręce. Mamy w publikacji nawet dwie przedmowy: jedna od autorów (my), druga od autora broszury, czyli G. Brauna (wyraźne ja). Jednak przyglądając się stylowi publikacji oraz  cechom języka, dostrzegamy pewną zbieżność z uprawianą przez Brauna retoryką polityczną. Zauważamy, że to jego oryginalna poetyka zdominowała narrację książki o Gietrzwałdzie.

Grzegorz Braun jest znany z inwencji językowej i  licznych bon motów. Czytelnicy z pewnością zapamiętają  gietrzwałdiana. Neologizm stworzony i użyty w tekście na określenie wszelkich pomniejszych publikacji poświęconych Gietrzwałdowi np. pracom  ks. F. Hiplera, bł. H. Koźmińskiego,  ks. K. Bielawnego czy reportażom G. Kasjaniuka. Zauważalna jest również stosunkowo rzadka we współczesnej polszczyźnie tzw. składnia bombastyczna ze zdaniami  wielokrotnie złożonymi, wtrąceniami oraz częstymi makaronizmami: nota bene, de facto, sic!, Czyta się to tak jakbyśmy słuchali pogadanki – gawędy z niekończącymi się dygresjami.

Uważni obserwatorzy języka wypowiedzi postaci publicznych na pewno dostrzegają, ze znakiem firmowym Brauna  jest łączenie literackiej odmiany języka z dosadnymi zwrotami kolokwialnymi. Sam o sobie zwykł mawiać, że nie jest purystą – terrorystą, więc zasady decorum odrzuca zupełnie. Wypowiedzi G. Brauna wyróżnia ten unikalny spektakl retoryczny, w którym połączenie stylu wysokiego z niskim jest kluczowe.  Nie stroni przy tym od pewnego rodzaju patosu i kaznodziejskiej emfaza. I właśnie taki charakter ma narracja autoryzowana przez duet badaczy. Publikację znamionuje indywidualny styl wypowiedzi, ale wyraźnie jest to socjolekt autora „100 lat polskich spisków i powstań”. Przy tym mamy do czynienia z  prozą dynamiczną, pełną erudycyjnych odniesień oraz intrygujących sądów, kontrowersyjnych opinii. Dzięki zastosowanym apostrofom niejako prowokuje  do dyskursu i polemiki albo przyznania racji.

Na uwagę zasługuje świetna edycja książki. Typografia bez zarzutu. Bogactwo zamieszczonych ilustracji eksponuje sensacyjność przedstawionych wydarzeń. Publikacja Frondy zawiera ponad 150 zdjęć i ilustracji, często zupełnie nieznanych. Czytelnik znajdzie tutaj szkice, mapy, karykatury polityczne z epoki, portrety uczestników zdarzeń, dowódców i polityków, ale również badaczy, naukowców, dziennikarzy. Są obok siebie obrazy malarskie, kadry filmowe, plany bitew i militaria. Troska o szatę graficzną wyraźnie pokazuje, że skupienie uwagi czytelniczej jest nie tylko na słowach, ale i obrazach.

Dodatkowo książka ma ciekawą strukturę kompozycyjną. Pierwotny tekst broszury poświęconej Gietrzwałdowi, o statusie, jak piszą sami autorzy gawędy historyczno – literackiej, poszerzono o tzw. listę dialogową z filmu dokumentalnego. Zawiera ona wypowiedzi, komentarze historyków, specjalistów. Całość uzupełniają biogramy postaci, noty rozszerzające o dygresje, epizody, liczne objaśnienia i przypisy. Rzetelność kwerendy bibliotecznej i archiwaliów zasługuje na wyeksponowanie, zwłaszcza, że dokument zawiera elementy analizy geostrategicznej.    

Zauważyliśmy już wcześniej, że nie jest to  proza religijna ani traktat teologiczny, jednak wątki nastoletnich wizjonerek są intrygująco opisane. Zwłaszcza życie i posługa zakonna  siostry szarytki Stanisławy Barbary Samulowskiej, której losy zawiodły ją w pracy misyjnej przez służbę w Paryżu  do Gwatemali, do Domu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo. Od tego egzotycznego miejsca zaczyna się opowieść W. Skalika i G. Brauna. W pomyśle autorów początek tej historii to wywiady z ostatnimi żyjącymi świadkami wydarzeń gietrzwałdzkich, a ich trop prowadzi do Ameryki Południowej.

„Gietrzwałd 1877. Wojna Światów. Ile dywizji ma Niepokalana?” jako wynik pracy zespołowej, tej na cztery ręce i dwie głowy, jest wysoko  oceniany przez odbiorców. Lektura jest chętnie czytana, komentowana. Wspólne pisanie, publikowanie, gromadzenie materiałów, tworzenie filmu i książki przyniosło dobry efekt. Historia przeobfita w ciekawostki, sensacje, bulwarowe ploteczki i wielkie gry dyplomatyczno – szpiegowskie XIX stulecia. Autorzy nie zapomnieli nawet o  popularnych piosenkach, przyśpiewkach jak chociażby przebój sezonu 1877/1878 z Anglii:

„Psy wojny ujadają już / i wylazł ze swych leży / rosyjski niedźwiedź żądny krwi, / nawykły do grabieży. / Brytania wojny nie chce, / lecz do kroćset, bez przesady! / Wszak mamy rezerwy, pieniądze i flotę / i mamy swe zasady. / Walczyliśmy z niedźwiedziem już, / choć nie szukamy zwady. / Rosjanie nie dostaną Konstantynopola!”

Polecam. Zajmujące dzieje! Zaskakująca lektura! Po prostu warto.


*ks. Krzysztof Bielawny

**Grzegorz Kasjaniuk

***B. Prus „Lalka”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1965, t. 1, s.53 – 54.

Cytaty pochodzą z recenzowanej publikacji.


UWAGA! Gietrzwałd – etymologia nazwy. Jak podają źródła nazwa Gietrzwałd pochodzi od niemieckiej formy Dietrichswalde  i oznacza “las Dytryka”. Etymologia wywodzi się od imienia pierwszego sołtysa i zasadźcy wsi, który otrzymał przywilej lokacyjny w 1352 roku. Z czasem niemiecka nazwa uległa polonizacji i wymowie w gwarze warmińskiej. Formę Gietrzwałd zatwierdzono po II wojnie  w 1946 roku.


Wydawnictwo Fronda
Ocena recenzenta: 5/6
Jolanta Szacik – Jankowska


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Fronda. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.