Księgi Jakubowe | Recenzja

Księgi JakuboweOlga Tokarczuk

Od błotnistego Podola do Wiedeńskiej kawiarni.

Nie minęły trzy pełne miesiące od wydania Ksiąg Jakubowych autorstwa Olgi Tokarczuk, żeby nie dało się słyszeć o niezwykłości tej pozycji. ,,Wydarzenie dekady– obwieszczał literacki krytyk w jednym z programów radiowych, a owo odczucie sugestywnie wzmacniała wręcz hurtowa ilość powieści na księgarnianych półkach. Pięknie wykończona graficznie, o sporych gabarytach, kniga ta, niemalże natychmiastowo po swej październikowej premierze, znalazła się w moim posiadaniu i cierpliwie czekała na swoją kolej. Czy Księgi Jakubowe to istotnie ''wydarzenie?

Powieść zabiera czytelnika w roszady polityczno-społeczne Rzeczypospolitej Obojga Narodów, które wraz z rozwojem fabuły, będą coraz mocniej przybierały na znaczeniu, gubiąc tym samym swą początkową peryferyjność. Podtytuł obwieszczający tzw. wielką podróż przez trzy religie, siedem granic i pięć języków, nie jest żadną hiperbolą ani reklamiarskim nadużyciem. W istocie jest to tułaczka spora, o czym świadczy nie tylko sam obszar geograficzny, jaki przyjdzie nam przemierzyć za religijną sektą Jakuba Franka, a właściwie Jankiela Lejbowicza. Topografia podróży biegła będzie bowiem nie tylko poprzez zabłocone i zmącone wilgocią podolskie wsie, czy skąpane w słońcu tureckie bazary, gdzie bohaterowie raczyli się będą niespotykanym nigdzie indziej smakiem kaffy. Czytelnikowi przyjdzie między innymi w udziale odwiedzić cesarski dwór, Wiedeńskie kawiarnie, w których rodzi się nowa świadomość społeczna klasy mieszczańskiej, XVIII wieczną Warszawę, oraz Częstochowski zakon, w którego murach, tytułowemu neoficie, przyjdzie spędzić czas ”wygnania”.

Oczywiście są to tylko niektóre z miejsc, w których fabuła powieści Tokarczuk będzie wiła swe nici, lecz już chociażby dzięki takiej skrótowej palecie, spostrzec można, że teren, po jakim poruszamy się w Księgach Jakubowych, to nie tylko rozległe pole do popisu literackiego, lecz także wielkie wyzwanie dla autorki, polegające na odtworzeniu realiów tamtych czasów. A co najistotniejsze, efekty tej pracy odczuwalne są niemalże na każdej stronie powieści. Nie jest to oczywiście czysto historyczna projekcja, jednakże nie sposób nie docenić wysiłku, jaki Olga Tokarczuk musiała włożyć w przebrnięcie przez materię źródeł XVIII wieku, czego efektem jest odwzorowanie bogactwa dialektów, zwyczajów danej epoki, oraz rytuałów poszczególnych stronnictw religijnych i codziennej egzystencji, niemalże wszystkich warstw społecznych przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Nie bez powodu, kompilacja całej powieści, zajęła Oldze Tokarczuk blisko sześć lat.

To, co jest niezbitym atutem ostatniego dzieła Tokarczuk, to udana próba rekonstrukcyjnej -witalizacji, kulturowego ”harmidru”, w jaki zanurzone było doświadczenie znacznej części mieszkańców rejonów południowych Rzeczypospolitej XVIII wieku. Polski język – co dla współczesnego odbiorcy może wydawać się co najmniej zaskakujące – faktycznie gubi swój prym, wraz ze skonfrontowaniem go z atmosferą istnego ”karnawału” podolskiej ”wielokulturowości”. I można śmiało rzec, że owa ”wielokulturowość” , to jeden z naczelnych motywów Ksiąg jakubowych. Autorka, nie pozostawia czytelnikowi żadnych złudzeń, co do romantycznych zapatrywań, na harmonijne współbycie wielości wyznań na południowych terenach Rzeczypospolitej. Realna koegzystencja odmienności, nie jest swobodną komunikowalną przestrzenią, w której Chrześcijanie bez pardonu rozmawiają z wyznawcami Judaizmu, czy prawosławnymi (i odwrotnie). Już otwierająca powieść, postać księdza Chmielowskiego, który niepewnie wyruszył po interesujące go książki do miejscowego Rohatyńskiego rabina Eliszy Szora, ukazana z perspektywy duchownego, znamionuje nieusuwalny lęk. Owy lęk, kondensuje się na wzajemnej nieznajomości i wynikłego z tego obopólnego braku zaufania, która każe charakter wizyty katolickiego księdza w domu rabina, traktować – jak mówi Chlebowski – całkiem incognito….

Jednakże na materię powieści, nie składają się tylko opisy zrytualizowanej, momentami wręcz brutalnej, rzeczywistości codziennej, tu zwłaszcza animalnej egzystencji chłopstwa. Rewersem dla tego obrazu, są głoszone ustami bohaterów idee, które stanowią emanację polaryzacji zachodzących przewartościowań ”starego świata”, dokonujących się w schyłku XVIII wieku . Zmiana ”porządków”, która towarzyszy zewnętrznej postaci świata, nie przebiega tylko w rejestrze profanacji neofitów, podążających za charyzmatem Jakuba Franka. Wymiana listów pomiędzy księdzem Chlebowskim a ,,jaśnie wielmożną” panną Drużbacką, w której oboje zdają sprawę z własnych zapatrywań tyczących się charakteru wiedzy, literatury, oraz poezji, jest zapowiedzią nowych prądów intelektualnych, którym wyraz da w pełni okres ”oświecenia”. Upadkowi ”starego świata”, wtórują czynnie uwagi panny Drużbackiej, kierowane pod adresem naukowej twórczości proboszcza Rohatyna, tyczące się zbędności jego łacińskich wtrętów, które przestają być już ”czytelne” dla ludzi ”jej pokolenia”. Pani się pytasz, czemu łacina? I optujesz jak inne białogłowy za tym, żeby się do polszczyzny w piśmie przyznawać więcej. Ja do polszczyzny nic nie mam, ale jak w niej mielibyśmy mówić, skoro nam słów nie starcza…?

Myliłby się ten, kto uważałby że Olga Tokarczuk w Księgach Jakubowych, ograniczyła się li tylko do perspektywy Rzeczypospolitej, jako kartograficznego pola retrospekcji ”kulturowych przemian” zachodzących w Europie.

Jednym z dłuższych postojów, w których czytelnikowi będzie dane śledzić losy bohaterów powieści, będzie m. in. Wiedeń, który pełni rolę swoistego kontrastu dla zabłoconych wiosek Rzeczypospolitej ze swymi ciasnymi szynkami, oraz politycznie gnuśnych salonów Warszawy. Państwo Ascherbachowie, zamieszkujący uprzednio Lwów, z wielką spontanicznością przyjmują kwitnącą dopiero w Wiedniu modę, na kawiarniane dyskusje, które inkarnują się wokół prenumerowanych pisma Berlinsche Monatsschrift. Owe cotygodniowe spędzanie czasu na pierwszych proto-publicznych debatach, staje się swoistym rytuałem rodziny Ascherbachów, w których przyjdzie im możliwość pisania na łamach ww. pisma, dając odpowiedź na pytanie: Czym jest oświecenie(Was ist Aufklärung)? Dla czytelnika, którego interesuje w przeważającej mierze ”akcja powieści” może się to wydawać niuansem, będącym jednym z pośród wielu cegieł składających się na budowę głównego gmachu fabularnego. Jednakże dla każdego interesującego się ”morfologicznymi” przemianami kulturowymi Europy Zachodniej (J. Habermas, Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej), takowe akcenty – a jest ich niemało – są bardzo cennymi momentami powieści, które niejako zakulisowo ukazują charakter zachodzących przemian.

Postacie i Mesjasz. Rzecz o transgresji

Kolejnym niezbitym walorem książki, są bardzo umiejętnie ”skonstruowane” postacie, których szczegółowo zarysowane charaktery, nadają każdej personie, kształt ludzkiej niepowtarzalności. Najwięcej uwagi oczywiście przyjdzie nam spędzić z osobą Jakuba Franka, który – ukazany jest z perspektyw wielu innych bohaterów powieści i pomimo, iż to on, jako spiritus movens i trzon powieści, stanowił będzie oś narracji. Bardzo zawiedzie się ten, kto szukałby w utworze Olgi Tokarczuk, banalnej psychoanalizy samozwańczego mesjasza.

Dzięki wykorzystaniu materii wrażeń, jakie Frank dostarczał swym wyznawcom oraz przeciwnikom, uzyskujemy złożony i finalnie niezgłębiony rys osobowości głównego bohatera. Postrzegamy go bardzo często przez pryzmat fascynacji, która dopatruje się w każdym najdrobniejszym geście Jakuba, mistycznej wnikliwości oraz stoickiego opanowania, co nie oznacza wcale, że nie dane nam będzie spojrzeć na Franka poprzez soczewki sceptycyzmu, lub wręcz radykalnego podejrzenia o brak autentyczności i czyste hochsztaplerstwo. Znamienny w tym aspekcie pozostaje przykład interesownego Moliwdy, który zostając z prorokiem sam na sam, upatruje w jego profanacyjnych zabiegach, swoistej techniki opanowywania i związywania ze sobą ludzkich dusz.

Odrysowanie wielowymiarowości głównego bohatera, nie osiągnęłoby pełnego powodzenia, gdyby pisarka nie zastosowała techniki narracji mieszanej, w której intrygę fabularną na przemian, opowiada zakulisowy wszechwiedzący narrator, by po chwili, opuścić główny wątek historii i oddać dalsze snucie opowieści, marginalnej postaci. Zrezygnowanie z formuły narratora wszechwiedzącego, pozwala ukazać głównych bohaterów, w różnych perspektywach, oraz przydaje wielowątkowości wiodącej nici fabularnej. Dzięki temu, można wręcz zaryzykować stwierdzenie, iż to w wyobrażeniach i nadziejach pokładanych w osobie Jakuba Franka, odbijają się poszczególne charaktery postaci. Mesjasz tym samym staje się pewnego rodzaju lustrem – imago mundi, na tle którego rozeznajemy charaktery reszty bohaterów powieści. Czytelnik odnieść może wrażenie, iż Księgi Jakubowe, których narracyjną ramą jest postać Jakuba Franka, wcale nie starają się być próbą opisu przygód religijnego ”kramu ze zbawieniem” Franka. Zupełnie tak, jakby autorka chciała powiedzieć, że gotowość pozytywnej odpowiedzi na mesjanistyczną nadzieję, stanowi w znaczącej mierze o statusie ludzkiej kondycji. Mesjasz to jest coś więcej niż postać i osoba, to jest coś, co płynie we krwi, mieszka w oddechu, to najdroższa i najcenniejsza ludzka myśl, że istnieje ratunek…

Nie sposób nie odnieść wrażenia, iż mesjanizm Franka, stanowi osnowę granicznego przecięcia dwóch polaryzujących ze sobą tendencji – emancypacji oraz akceptacji, w których to dialektycznych koleinach rozbijają się losy Frankistów. Z jednej bowiem strony, Jakub Frank daje asumpt mesjańskim nadziejom, w których alienacyjne poczucie sporej części warstwy Żydów, znajduje swoje wypełnienie i szansę na osiągnięcie realnej podmiotowości – religijnej i/lub ekonomicznej. Z drugiej strony, radykalna transgresja polegająca na rytualnych profanacjach, jak np. przyjmowaniu chrztu znienawidzonej religii katolickiej, czy wspólnocie seksualnej kruszącej naturalne więzi mąż- żona- dziecko, wydaje się finalnie ”nie spełnionym” eksperymentem. Sekta Frankistów, nie staje się bowiem inkarnacją idealnej społeczności, w której wyparte zostaje wszelkie zło ludzkiej natury, zaś profanacje przywódcy, nie pozostają bez piętna dla niektórych jej wyznawców, doprowadzając częstokroć neofitów przekraczających swą ”religijność urodzenia”, do trwałych psychicznych ran. Dowodem tego jest permanentnie powracającą i ciągnięta niemalże do końca wątku fabularnego sytuacja, w której członkowie sekty Franka, mają problem z pełną interioryzacją ze swoim nowym chrzcielnym imieniem. (…) imiona oddzielają się od ludzi, którzy je noszą. Na razie nikt sobie z tego nie zdaje sprawy i wszyscy na siebie ufnie wołają po staremu (…). Ale te imiona straciły już blask, zmatowiały, podobne do wężowej skórki, z które przed linieniem odpływa życie.

Okazuje się, że rdzenne nazwiska i imiona, nie stanowią jedynie abstrakcyjnego wpisu w rejestr urodzenia, a ich każdorazowe przywołanie, wywołuje obrazy porzuconej przeszłości, zapachu domostwa, rzec można rozbitego kosmosu, w którego istnieniu człowiek miał swoje wyraźne miejsce i znaczenie. Nie raz wspomnienia przeszłości sprzed przyłączenia się do ”kontr – talmudycznego” ruchu Franka, stawiają postacie w stan melancholii, jak to ma miejsce w przypadku rohatyńskiego doktora Aszera, któremu podczas przechadzki po chorych mieszkańcach Wiednia, wspomnienie Rohatyna przywodzi na myśl sen śniony pod pierzyną, w ciemnej, zadymionej izbie… Przyznać trzeba, sen odległy, ale czy naprawdę całkowicie przekroczony…?

Granice makrokosmosów, mentalny podział na moje-obce, Ja- Nie-Ja, w którym oscyluje codzienna rzeczywistość domostw mieszkańców Podolskich wsi, to w istocie przeważający motyw najnowszej powieści Olgi Tokarczuk, dla której główny bohater, Jakub Frank, staje się uosobieniem radykalnej transgresji. I nie bez znaczenia wydają się przywoływane co jakiś czas, dziecięce zabawy, w jakich ginęły, poróżnienia religijno- kulturowe. Można odczytywać to, jako niczym nie zmącony akt oskarżenia przeciw dorosłości, która swą siłę czerpie z braku wiary we własne mentalne granice. Niemniej, światoobraz, jaki wyłania się spod pióra autorki Ksiąg Jakubowych, nie pozostawia na żadnym z obszarów społeczeństwa Rzeczypospolitej suchej nitki. Jest to bowiem struktura dramatyczna, permanentnie stawiającą człowieka na pozycji wygnania i lęku o własną podmiotowość, którą w każdej chwili odebrać może polityczny dekret lub kaprys ”Pana”. Tyczy się to zarówno sytuacji mniejszości religijnych, jak i warstwy chłopstwa, których egzystencja pod butem Pana, ukazana jest jako istna gehenna. Słusznie bowiem w swej recenzji, Księgi Jakubowe czyli dwieście lat samotności, prof. Przemysław Czaplińskie podkreśla, że ikoną wyrzutu sumienia czasów feudalnych, w powieści Tokarczuk jest jeden z tzw. biegunów, chłopów(niewolników), który zbiegli spod Pańskiego pręgierza. Jego porysowana twarz zakryta kapturem(bólem), z której emanuje przerażenie, wystawia jednoznaczny rachunek naszym wyobrażeniom, tyczącym się rzekomo łagodnej formie bio- polityki tamtego czasu.

Ad rem.

Powieść to fikcja – jak obwieszcza Olga Tokarczuk. Nie sposób się z tym nie zgodzić, nawet jeżeli w swych zapędach powieść, jako gatunek nie raz starała się wikłać w historyczne wydarzenia i przedstawiać się, jako lustrzane odbicie zaszłości faktycznych. Ksiąg Jakubowych nie należy więc odczytywać, jako dzieło historyczne, choć nie sposób nie docenić ogromnych starań autorki, o to, aby wszelkie dominanty charakterystyczne dla czasów XVIII wieku, ukazywały swoją żywotność. Tym niemniej, przekonany jestem, że wielka podróż Franka, będzie nie raz absorbowała szerokie grona literaturoznawców oraz historyków. Tym bardziej, książka warta jest polecenia, bowiem dekompozycja romantycznego mitu tyczącego się hierarchizacji społecznej Rzeczypospolitej tamtego okresu, poprowadzona została nie tylko w sposób finezyjny, ale także bezlitosny.

Kwestia wydania książki i jej oprawy graficznej, to sprawa w pełni drugorzędna, jednak i w tym punkcie, jej wykonawcom należą się brawa, gdyż kompozycja całości, jest – najkrócej rzecz ujmując – urzekająca. Polecam, w mojej ocenie, jedną z bardziej znaczących książek ubiegłego już roku 2014, o której na pewno nie raz jeszcze będzie nam dane usłyszeć. Wykreowany przez Olgę Tokarczuk obraz społecznego stadium XVIII wieku, stanie się z pewnością przestrzenią dla szerokiej dyskusji i żywym terenem analiz, co daje nie tylko żywotność samej powieści, ale może być pretekstem dla prywatnego pogłębienia naszej wizji czasów minionych.

 

Ocena recenzenta: 6/6

Kazimierczuk Michał

 

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*