Kasia Babis, Okruchy. Dojrzewanie w postkomunistycznej Polsce
Truizmem jest twierdzenie, że każde pokolenie dostaje swój czas. Młodość ludzi przypada na różne epoki. Jedni dorastali „za Gierka”, jeszcze inni w latach 80., wreszcie kolejne pokolenie doczekało upadku Polski Ludowej. Dorastali oni w „postkomunistycznej Polsce”.
Co to jednak właściwie oznacza? Jak to doświadczenie będzie rezonować w pamięci i twórczości pisarzy i artystów? Szukając odpowiedzi na to pytanie, sięgnąłem po recenzowaną książkę.
Wydawnictwo
Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Agora. Jej autorka to rysowniczka i aktywistka polityczna. Tworzy komiksy, w których dotyka ważnych problemów społecznych. Czyni to wyraźnie z feministycznej i lewicowej perspektywy.
W tym miejscu muszę złożyć samokrytykę. Otóż nie doczytałem, że „Okruchy” to powieść graficzna. Gdybym nie przeoczył tego faktu, z pewnością nie sięgnąłbym po ten tytuł. Komiksy to bowiem zdecydowanie „nie moja bajka”. Skoro jednak sam popełniłem błąd, to wypada napisać recenzję książki.
Trudno mówić tutaj o lekturze, która w moim przypadku trwała dwa dni. Po prostu nie lubię takiej formy powieści i nic na to nie poradzę. Zdecydowanie wolę klasyczne książki. Jednak podtytuł tak skutecznie przykuł moją uwagę, że zwyczajnie się pomyliłem.
Treść
Sporym zdziwieniem był dla mnie fakt, że akcja książki rozpoczyna się w Warszawie w roku 2020. Czy aby na pewno można w tym wypadku mówić o postkomunistycznej Polsce?
Bohaterka, którą jest jak rozumiem sama autorka, opowiada nam o swoim życiu. Są to raczej fragmenty wspomnień , migawki z przeszłości. Jeżeli liczycie na lata 90., to będziecie zawiedzeni. Narracja skupia się bowiem na latach 2000. W tym sensie podtytuł uważam za wprowadzający nas w błąd.
Bohaterka, cóż, jawi się nam jako osoba naiwna. Stwierdza między innymi, że życie jej matki „tak bardzo się różniło od mojego”. Patrząc na ostatnie pokolenia, życie rodziców i ich dzieci naprawdę się diametralnie różni. Czy rodzice mogą mieć za złe swoim dzieciom, że te żyją w innych czasach?
Uważna lektura treści książki potwierdza tezę, że autorka pisze z pozycji feministycznych i lewicowych. Przyczyny upadku Rzeczpospolitej Obojga Narodów, jakie wymienia są kalką z komunistycznej propagandy. Dziś historiografia patrzy na te sprawy w sposób bardziej złożony.
Widać wyraźnie, że elementem traumatycznym wręcz dla bohaterki jest religia i Kościół rzymsko-katolicki. Jest on przedstawiony jako instytucja opresyjna, chciwa i pragnąca władzy. Nie ma tutaj miejsca na żadne odcienie szarości.
Rozdział 2 przenosi nas do dusznego roku 2005. Oczywiście wszystko za sprawą tego, że bracia Kaczyńscy wygrali podwójne wybory w Polsce. Lech został prezydentem, Jarosław premierem. Opis liceum, do jakiego uczęszczała bohaterka jest wręcz groteskowy. Jest to szkoła zindoktrynowana, gdzie nauczycielami są niemal partyjni funkcjonariusze. Nie ma w niej miejsca na samodzielne myślenie i własne zdanie. Rząd jest zły, a minister edukacji Roman Giertych jest jego najgorszą twarzą. Chichot historii sprawił, że po roku 2023 ten sam Giertych jest najzacieklejszym wrogiem Jarosława Kaczyńskiego.
W tym samym roku umiera papież Jan Paweł II, który w książce także jest przedstawiony niemal wyłącznie jako postać – mem.
W rozdziale trzecim mamy rok 2010, kojarzący się jednoznacznie z katastrofą smoleńską. Znamiennym jest, że najwięcej miejsca w tym kontekście zostało poświęcone komisji Antoniego Macierewicza.
Oczywiście nie myślcie, że Kasia Babis pisze wyłącznie o polityce. Bardzo dużo miejsca poświęca aborcji oraz relacjom damsko-męskim. Oczywiście znów nie pozostawia miejsca na dyskusję. Aborcja jest oczywistym prawem kobiety i jej ograniczanie jest niedopuszczalne. Mężczyźni zaś są niedojrzali emocjonalnie, nie wspierają kobiet w wystarczający sposób i nie dorastają do swojej roli.
Podsumowanie
„Okruchy. Dojrzewanie w postkomunistycznej Polsce” to książka, po którą nie sięgnąłbym drugi raz. Tak naprawdę to komiks, w którym autorka opisuje swoje spojrzenie na otaczającą ją rzeczywistość. Czyni to jednak w sposób mocno subiektywny. W sumie zachowuje się podobnie do tak ostro krytykowanego Kościoła katolickiego. Ogłasza jakąś prawdę jako dogmat i nie zaprasza do dyskusji. Książka jest słaba, irytująca i tendencyjna.
Wydawnictwo Agora
Wojciech Sobański