Rokossowski | Recenzja

Rokossowski, Boris Sokołow

Biografie radzieckich marszałków nie często trafiają na nasze półki. Choć Konstanty Rokossowski doczekał się kilku książek, to brakowało aktualnego i krytycznego opracowania jego życiorysu. Boris Sokołow wypełnia tę lukę, kreśląc barwną opowieść o dolach i niedolach bohatera Związku Radzieckiego i ofiary stalinowskiego terroru, człowieka, który w Polsce uchodził za Rosjanina, a w Rosji za Polaka.

Książkę można nabyć w księgarni Wolum.pl – Rokossowski

Polski czytelnik zna Borisa Sokołowa, rosyjskiego historyka i literaturoznawcę, z książek takich jak choćby ZSRR pod okupacją czy Michaił Bułhakow. Leksykon życia i twórczości, choć autor ma na swoim koncie więcej publikacji w języku ojczystym. Pisząc biografię Rokossowskiego, Sokołow chciał pokazać swojego bohatera jako dowódcę, jak i człowieka, nie przymykając jednak oka na jego błędy i niepowodzenia”. I przyznać trzeba, że autor konsekwentnie trzyma się tego założenia – mamy człowieka z krwi i kości, choć o jego życiu wiemy stosunkowo mało, a był jednym z najważniejszych dowódców II wojny światowej.

Książka jest biografią żołnierza, wodza, toteż osią przewodnią narracji jest służba wojskowa, stanowiąca klucz do zrozumienia postaci Rokossowskiego. Ale zanim założył mundur, młody Konstanty prowadził normalne życie. W czasie I wojny światowej wstąpił na ochotnika do kawalerii, po przewrocie bolszewickim przeszedł do Gwardii Czerwonej. Jako dowódca pułku walczył z armiami adm. Kołczaka i barona Ungerna. W kolejnych latach był dowódcą brygady kawalerii, pułku, instruktorem kawalerii odkomenderowanym do Mongolii, kierował dywizją jazdy, a w końcu był dowódcą 5. Korpusu Kawalerii w Pskowie. Z tego też stanowiska zdjęto go w czasie wielkiej czystki w armii i przesiedział w więzieniu trzy lata. W 1940 r. wypuszczono go i przywrócono mu dowództwo korpusu, a potem przesunięto na stanowisk dowódcy 5. Korpusu Zmechanizowanego. W czasie II wojny światowej Rokossowski walczył w bitwie granicznej, pod Smoleńskiem, Wiaźmą, Moskwą, Stalingradem, na Łuku Kurskim, wyzwalał Białoruś na czele 1. Frontu Białoruskiego, by następnie zdobyć Prusy i Pomorze.

Przy okazji opisu służby i walk, Sokołow rozlicza się z wieloma mitami narosłymi wokół Rokossowskiego. Zaczyna od daty urodzenia i wykształcenia, które wcale nie są tak oczywiste w przypadku marszałka. W ogóle – jak pokazuje Sokołow – wczesne lata Rokossowskiego pełne są niejasności, których dokumenty wojskowe nie wyjaśniają, choć pozwalają snuć przypuszczenia, co do celowych manipulacji faktami z życia przyszłego Bohatera ZSRR. Sokołow pokazuje w swojej książce nie tylko człowieka, ale i poniekąd epokę. Na przykładzie Rokossowskiego widać, jak w stalinowskiej Rosji z rokującego oficera można stać się nikim. Absolwent szkoły kawalerii, weteran wojny domowej i walk o kolej wschodniochińską, człowiek niemieszający się do polityki dostał się w wir wielkiego terroru i przesiedział w celi trzy lata. Choć był bity i stracił zęby, nie dał się złamać. Sokołow próbuje w swojej książce dociec, dlaczego sprawa Rokossowskiego ciągnęła się tak długo, podczas gdy on sam był świetnym materiałem na rzekomego szpiega czy wywrotowca, a inne śledztwa szybko kończono zabójstwami. Ostatecznej tezy jednak nie stawia – dokumenty zniszczono.

Podobnie Sokołow postępuje w innych przypadkach, jak choćby w kwestii przygotowań do ataku ZSRR na Niemcy czy roszad związanych z tym, kto ma zdobyć Kijów, a potem Warszawę i Berlin. Zresztą Warszawie Sokołow poświęcił bardzo dużo miejsca. I to nie tylko dlatego, że pierwotnie to Rokossowski miał ją zdobyć, ale też dlatego, że autor postanowił ukazać swego bohatera na tle wydarzeń politycznych i militarnych. Sokołow pokazuje podejście pod Warszawę równolegle do powstania i rozmów Stanisława Mikołajczyka ze Stalinem. Piętnuje przy tym radzieckie postępowanie wobec Polski i powstania, a także Armii Krajowej – wprost pisze o stosunku Armii Czerwonej do polskiego podziemia i czekaniu na upadek powstania, przy jednoczesnym pozorowaniu prób zdobycia Warszawy, co kończyło się wykrwawianiem własnych wojsk.

Sokołow wiele pisze o latach II wojny światowej, a mniej miejsca poświęca okresowi powojennemu. Nie oznacza to bynajmniej, iż ta część książki nie jest ciekawa. Autor wiąże skierowanie Rokossowskiego do służby w polskim mundurze z konfliktem na linii ZSRR-Jugosławia i koniecznością wzmocnienia kontroli nad LWP. Siedem lat pracy Rokossowskiego w Ministerstwie Obrony Narodowej (1949-1956) i innych organach partyjno-państwowych to też konflikt z grupą Bolesława Bieruta o wpływy. Bardzo ciekawy jest też fragment opisujący relacje Rokossowskiego, ministra i marszałka z Dymitrijem Wozniesienskim, szefem Informacji Wojskowej, sowieckim pułkownikiem. Niestety aspekt ten został, właściwie kolejny konflikt został właściwie jedynie zasygnalizowany. Ostatnim akordem działalności Rokossowskiego w Polsce był rok 1956 r., kiedy to marszałek chciał stłumić wydarzenia październikowe i pod pozorem manewrów wyprowadził wojska z koszar. Jak zauważa Sokołow, udział Rokossowskiego w rozmowach rzadko znajduje odbicie w dokumentach.

Sokołow co chwila próbuje ocenić swojego bohatera. Z jednej strony wskazuje, że Rokossowski był bardzo dobrym dowódcą i wyróżniał się spośród innych radzieckich generałów i marszałków zarówno pod względem umiejętności wojskowych, jak i walorów osobistych. Z drugiej jednak nie był wolny od radzieckiego sposobu prowadzenia walki. Mamy więc oficera, który stara się oszczędzać żołnierzy („walczyć z kulturą”), jest świetnym organizatorem i przełożonym, a do tego zakazuje żołnierzom bezsensownie mścić się na ludności cywilnej. Miesza się to z błędami, które popełniał, rzeczywistym bestialstwem i złodziejstwem prostych żołnierzy, upadkiem morale na ziemiach niemieckich i wspomnianym dążeniem do stłumienia wydarzeń październikowych.

Autor pokazuje też Rokossowskiego jako człowieka – wysokiego, postawnego i eleganckiego mężczyznę, który podobał się kobietom, który miał romans i nieślubne dziecko. Do tego był niezwykle skromny, prostoduszny i towarzyski.

Sokołow rozprawia się z mitami dotyczącymi zarówno Rokossowskiego, jak i wielkiej wojny ojczyźnianej. Obnaża przy tym absurdy radzieckie, manipulacje stratami, prostuje fakty przeinaczone przez dowódców (w tym samego Rokossowskiego), a także pokazuje, jak obsada stanowisk dowódczych wiązała się z kwestiami polityki i propagandy – oto Rokossowski nie zdobył ani Kijowa, ani Warszawy, ani Berlina, ale za to zrobiono z niego Polaka.

Książka pełna jest cytatów i odwołań zarówno do opracowań innych historyków, dokumentów, jak i do pamiętników, w tym samego Rokossowskiego. Warto się w tym miejscu zatrzymać, ponieważ Sokołow przytacza memuary marszałka i wskazuje na różne ich wersje – zależnie od tego czy Rokossowski sam coś poprawił, czy może cenzura czegoś nie przepuściła.

Szkoda jednak, że książki nie uzupełniono o mapy, które pomogłyby w przyswojeniu szlaku bojowego i zobrazowaniu przebiegu wojny. Dziwić może nieco duża ilość cytatów, niejednokrotnie obszernych, zapożyczonych z opracowań i wspomnień.

Podsumowując należy powiedzieć, że biografia Rokossowskiego wypadła bardzo ciekawie. Mamy mieszankę człowieka nieco staroświeckiego, ale i radzieckiego. Oficera skromnego, skrytego, odpowiedzialnego i wiernego Stalinowi, który nie mógł nie wiedzieć o jego trzyletnim uwięzieniu i śledztwie NKWD.

Ocena recenzenta: 5 / 6

Robert Witak

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*