Zwykłe życie, ukryta przemoc. Neonaziści w Niemczech

Zwykłe życie, ukryta przemoc. Neonaziści w Niemczech

Codzienność rodziny Kubaşıków w Dortmundzie składa się z pracy, relacji i drobnych scen życia rodzinnego, które układają się w spokojny rytm funkcjonowania w nowym kraju. W tle pojawiają się neonaziści w Niemczech oraz zmieniające się nastroje społeczne wobec imigrantów.

Na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych Niemcy przechodziły istotne zmiany związane z migracją, polityką obywatelstwa oraz debatą publiczną o obecności cudzoziemców. Wprowadzane regulacje prawne, wyniki badań opinii społecznej oraz reakcje na wydarzenia międzynarodowe wpływały na sposób postrzegania imigrantów i kierunki działań państwa.

Pewnego dnia Mehmet Kubaşık szedł ulicą w Dortmundzie, gdy nieznajomy człowiek obraził go, nazywając „głupim imigrantem”. Jego żonę Elif natychmiast ogarnęła złość, ale gdy dochodziło do konfrontacji z innymi, Mehmet bardziej przypominał swoją córkę. Podobnie jak Gamze, która nie żywiła urazy po tym, jak została niesłusznie oskarżona o wklejenie gumy we włosy koleżanki, Mehmet niespecjalnie przejął się tą uwagą.

Tekst jest fragmentem książki Biały terror. Neonaziści w Niemczech, która czeka na Ciebie tutaj:

Przez całe lata dziewięćdziesiąte, kiedy biali supremacjoniści w Niemczech coraz mocniej się radykalizowali i odczuwali coraz większy gniew wobec imigrantów, Kubaşıkowie wiedli w miarę beztroskie i spokojne życie. Gamze szybko nauczyła się mówić po niemiecku i od drugiej klasy podstawówki pełniła funkcję osobistej tłumaczki dla rodziców, przekładając na turecki pisma ze szkoły, rachunki czy zalecenia od lekarza. W 1994 roku, gdy Gamze miała dziewięć lat, na świat przyszedł jej brat Ergün. Początkowo dziewczynka była zazdrosna, że oj ciec poświęca jej mniej uwagi, dlatego w jej obecności Mehmet nie kołysał małego syna w ramionach. Ale gdy w 2000 roku urodził się Mert, Gamze nauczyła się opiekować oboma młodszymi braćmi. Często nosiła Merta na rękach, a potem odprowadzała go do przedszkola i z powrotem.

Pomimo wielkich uczuć, jakimi Mehmet darzył synów, „szczególnie bliska więź łączyła go z córką – jak wspominała Elif. – W gorące letnie dni Gamze często prosiła ojca o lody. A gdy już je zjadła, prosiła o więcej”. „Tata nigdy nie potrafił mi odmówić – dodawała Gamze. – Rodzice nieraz kłócili się z mojego powodu, ponieważ zawsze dostawałam to, czego chciałam. Mama niekiedy złościła się na tatę o to, że wszystko mi kupował”. Kiedy Gamze chodziła do liceum, „jako pierwsza w klasie miała własny telefon komórkowy”.

Według Gamze jej ojciec był „wesołym człowiekiem”, które go poczucie humoru wprawiało innych w dobry nastrój. Kiedy zapraszali do siebie znajomych lub sąsiadów, zawsze słyszała, jak goście śmieją się z jego dowcipów. „Dużo żartowaliśmy i uwielbiałam opowiadane przez niego anegdoty”. Znajomi zazdrości Gamze. „Masz takiego fajnego tatę” – mówili jej. „Wszystkie moje przyjaciółki miały bliższe relacje z matkami, ale ja zawsze byłam raczej córeczką tatusia. Zazwyczaj to do niego szłam, żeby prosić go o różne rzeczy lub o coś zapytać”.

Mehmet cieszył się również popularnością w coraz liczniejszej dortmundzkiej społeczności Kurdów. „Wszyscy go lubili, młodzi i starzy, mali i duzi” – opowiadała Elif. Sąsiedzi zbierali się w salonie Kubaşıków, a Mehmet bawił ich rozmową. Gotował dla całej rodziny, gdy Elif potrzebowała odpoczynku. Czasami jednak dobroć męża nawet dla niej była ponad siły. Bo gdy ktoś z sąsiedztwa prosił o przysługę, Mehmet rzucał to, co właśnie robił, i wybiegał, żeby mu pomóc. Uwielbiał też prowadzić swoje czerwone BMW; nieraz pakował do niego całą rodzinę i zabierał na wycieczkę, na przykład do Paryża.

Od czasu, gdy w 1993 roku Mehmet otrzymał pozwolenie na pracę, chwytał się różnych zajęć, od budownictwa po hurtową sprzedaż owoców i warzyw. Później zatrudnił się jako dostaw ca kebabów, ale w pewnym momencie doznał udaru i lekarz zabronił mu dźwigać ciężkie rzeczy 5. Nagle Mehmet znalazł się bez pracy. Mając dużo czasu na rozmyślania, zaczął tęsknić za ojczystymi stronami i pozostawioną w Turcji rodziną.

„Czy uda mi się jeszcze kiedyś zobaczyć rodziców?” – zastanawiał się na głos. Gdyby Kubaşıkowie wrócili do Turcji, nie mogliby liczyć na żadną ochronę ze strony tamtejszego rządu, którego antykurdyjskie działania przepędziły ich nie gdyś z kraju. Jednak w wyborach parlamentarnych w Niemczech w 1998 roku SPD odniosła druzgocące zwycięstwo nad konserwatywnym CDU i niebawem uchwalono przełomową ustawę o podwójnym obywatelstwie.

Kubaşıkowie złożyli więc wniosek i w 2003 roku, dwanaście lat po przyjeździe do Niemiec, cała rodzina otrzymała niemieckie obywatelstwo oraz paszporty, a rodzice Gamze zyskali prawo do udziału w wyborach. Gamze, która miała wówczas siedemnaście lat, początkowo w ogóle nie zauważyła, że coś się zmieniło. Jej tu recki paszport był czerwony, tak samo jak paszporty niemieckie. „Ale dla moich rodziców to była wielka zmiana” – mówiła. W końcu mieli takie samo prawo mienić się Niemcami, jak ich sąsiedzi i przyjaciele.

Ale nie wszyscy podchodzili do tych zmian z podobnym entuzjazmem. Dekadę po uchwaleniu kompromisu azylowego z 1993 roku dwie trzecie Niemców popierało wprowadzenie limitów przyjmowania nowych imigrantów, a w 2004 roku sześćdziesiąt jeden procent ankietowanych uważało, że imigrantów w Niemczech jest zbyt wielu.

Jednak podczas gdy część Niemców obawiała się zalewu imigrantów, ekonomiści martwili się, że jest ich zbyt mało. Na przełomie tysiącleci Niemcy chwaliły się, że są największą gospodarką Europy. Ale ich rodowita ludność – ich siła robocza – kurczyła się szybciej niż jakiegokolwiek inne społeczeństwo na świecie. Wskaźnik dzietności, wynoszący w Niemczech 1,4 dziecka na kobietę, był nawet mniejszy niż w Chinach, gdzie w okresie obowiązywania „polityki jednego dziecka” wynosił on 1,6.

Niemcy rozpaczliwie potrzebowały imigrantów, którzy mogliby pracować, płacić podatki i finansować ich hojne programy socjalne. Na szczęście, ze względu na obowiązującą w Unii Europejskiej swobodę przemieszczania oraz reputację Niemiec jako znakomitego miejsca do pracy i życia, na początku lat dwutysięcznych około siedmiu i pół miliona cudzoziemców – czyli dziewięć procent ludności – mogło nazywać ten kraj swoim domem.

Niemcy stały się państwem imigrantów. Tymczasem po drugiej stronie Atlantyku kraj, który dzierżył to miano od dawien dawna, miał niebawem przejść radykalną przemianę. Cztery samoloty zmierzające w kierunku Nowego Jorku i Waszyngtonu sprawiły, że Zachód zupełnie inaczej zaczął postrzegać imigrantów, a także terrorystów.

Katharina König była w swoim domu w Jenie, gdy odebrała telefon z wiadomością o samolotach, które rozbiły się w Nowym Jorku. Było wtorkowe popołudnie i w kościele jej ojca miało się niebawem rozpocząć cotygodniowe spotkanie klubu młodzieżowego JG. Gdy Katharina przybyła na miejsce, wszyscy ze zgrozą oglądali na ekranie telewizora doniesienia o tym, jak dwa samoloty uderzają w wieże World Trade Center, a dwa kolejne rozbijają się na budynku Pentagonu w pobliżu Waszyngtonu oraz na polu w Pensylwanii.

„Wygląda to na islamistyczny atak terrorystyczny” – przeszło Katharinie przez głowę. Tego wieczoru wśród około czterdziestu osób zgromadzonych w kościele znajdowało się pięcioro muzułmanów – imigrantów z Algierii, Maroka i Palestyny.

– Będą z tego kłopoty – stwierdził jeden z nich.

„Nie miał na myśli kłopotów dla nas wszystkich – wspominała Katharina. – Ale kłopoty, które czekały muzułmanów”.

Jak można się było spodziewać, doszło do wybuchu gwałtownej wrogości wobec wyznawców islamu. Semiya Şimşek słyszała, jak ludzie mówią, że Koran nakazuje muzułmanom mordować chrześcijan, za co w nagrodę mają dostać się do nieba. Czasami odpowiadała im, że to kompletne bzdury. Chociaż Şimşekowie byli muzułmanami, Semiya znała Biblię – matka czytała jej w dzieciństwie duże fragmenty. Dlaczego więc niemieccy chrześcijanie nie zaczną czytać Koranu i nie przekonają się, co naprawdę w nim napisano?

Niemieccy ustawodawcy również zaczęli zwracać większą uwagę na zagrożenie ze strony islamskiego terroryzmu. W 2000 roku Angela Merkel została wybrana przewodniczącą Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej *.

Podczas kampanii wyborczej przekonywała głosujących, że „starzejące się społeczeństwo [niemieckie] niewątpliwie potrzebuje imigracji, ale imigracji uporządkowanej” . CDU prezentowała się jako partia konserwatywna ideologicznie, lecz liberalna gospodarczo. Jednak w kontekście imigracji ideologia brała górę nad wskaźnikami ekonomicznymi.

Po zamachach z 11 września deputowani z CDU uchwalili nową ustawę dotyczącą imigrantów, która pozwalała z większą łatwością deportować cudzoziemców, uzasadniając to bezpieczeństwem narodowym 14. Choć jej przepisy nie były tak szeroko zakrojone jak w Patriot Act, która w drastyczny, a w niektórych przypadkach niekonstytucyjny sposób rozszerzyła uprawnienia amerykańskich służb wywiadowczych, włącznie z inwigilacją obywateli Stanów Zjednoczonych, nowa niemiecka ustawa o walce z terroryzmem także w głównej mierze skupiała się na ugrupowaniach islamistycznych.

Ułatwiała również władzom de legalizację ekstremistycznych grup religijnych. Strażnicy graniczni mieli za zadanie gromadzić dane biometryczne: odciski palców i skany tęczówek. Federalny Urząd do spraw Migracji i Uchodźców zaczął zaś przekazywać policji informacje o figurujących w jego bazie cudzoziemcach.

Katharina König uważała, że niemieckie władze tropią nie tych terrorystów, co trzeba. Upłynęły ponad trzy lata, odkąd wyjechała do Izraela na sześciomiesięczny wolontariat w domu opieki dla ocalałych z Holokaustu. Po jego zakończeniu nie była jednak w stanie zmusić się do powrotu do domu. Sześć miesięcy przeszło w dziewięć, potem w dwanaście, wreszcie w czternaście.

W końcu, gdy w marcu 1999 roku jej dziadkowie zaprosili całą rodzinę na obchody pięćdziesiątej rocznicy swojego ślubu, Katharina kupiła bilet powrotny do Niemiec. W Turyngii relacjonowała bliskim i przyjaciołom, jak wstrząśnięci byli ludzie ocaleni z Holokaustu, gdy dowie dzieli się, że w Niemczech wciąż istnieją naziści, a państwo robi niewiele, żeby ich powstrzymać.

„Czy wasz rząd niczego się nie nauczył?”


* W trakcie kampanii wyborczej Merkel znalazła się w pewnym momencie w oto czeniu grupy ksenofobów. Podczas wiecu w Nadrenii Północnej-Westfalii szef tamtejszych struktur partii CDU rzucił hasło „Kinder statt Inder”, czyli „dzieci zamiast Hindusów”, co miało wyrażać sprzeciw wobec specjalistów komputerowych z Azji Południowo-Wschodniej, którzy rzekomo kosztem rodowitych Niemców otrzymywali pozwolenia na pracę i zatrudnienie w prężnie rozwija jącej się w Niemczech branży informatycznej.


Tekst jest fragmentem książki Biały terror. Neonaziści w Niemczech Jacoba Kushnera, tłum. Mariusz Gądek, i powstał we współpracy z Wydawnictwem Czarne.

Comments are closed.