Jan Morris, Triest, czyli nigdzie
Triest nie daje się zapamiętać w prosty sposób. Nie zostawia po sobie jednego obrazu, który można przywołać na zawołanie. W pamięci nie pojawia się automatycznie jak inne miasta, nie ma jednego znaku rozpoznawczego, który porządkuje doświadczenie. U Jana Morrisa miasto wymyka się wyobraźni, a jednocześnie powraca z niezwykłą intensywnością: w chwilach ciszy, nagłego zatrzymania, kiedy obraz staje się niemal fizyczny, pełen szczegółów, dźwięków i światła.
Autorka nie buduje opowieści o Trieście w klasyczny sposób. Nie prowadzi czytelnika od punktu A do punktu B, nie układa historii w liniowy porządek. Zamiast tego wprowadza w doświadczenie miasta, które istnieje jednocześnie jako przestrzeń realna i jako stan wewnętrzny. Triest pojawia się jako miejsce, które działa na pamięć i emocje, wywołując specyficzne napięcie: melancholię, poczucie utraty, ale bez jednoznacznego smutku. Ten stan zostaje nazwany „efektem Triestu” – chwilowym wyrwaniem z czasu i poczuciem znalezienia się „zupełnie donikąd” .
To „donikąd” nie oznacza pustki. Oznacza raczej brak stabilnego punktu odniesienia. W książce wielokrotnie powraca przekonanie, że Triest funkcjonuje inaczej dla każdego, kto go doświadcza. Bywa opisywany jako miejsce zawieszone, nierzeczywiste, trudne do uchwycenia. Nie istnieje jeden Triest – istnieje wiele jego wersji, zależnych od spojrzenia. W tym sensie miasto przestaje być wyłącznie lokalizacją geograficzną. Staje się ideą, która zmienia się wraz z tym, kto na nią patrzy .
Jednocześnie Morris bardzo konkretnie osadza Triest w przestrzeni. To miasto na krawędzi. Między Włochami a światem słowiańskim, między Adriatykiem a płaskowyżem Kras, który oddziela je od zaplecza. Geografia nie jest tu tłem, lecz czynnikiem kształtującym tożsamość. Bliskość granic, izolacja i położenie na styku kultur sprawiają, że Triest od początku funkcjonuje jako miejsce przejścia, nie centrum .
Historia miasta rozwija się w sposób podporządkowany jednej funkcji. Początkowo niewielka osada, później rzymskie Tergeste, z czasem trafia pod panowanie Habsburgów. Decyzja o uczynieniu go wolnym portem w 1719 roku zmienia wszystko. Triest przestaje być lokalnym ośrodkiem, a zaczyna pełnić rolę narzędzia, portu imperium, jego wyjścia na świat. Rozwój następuje szybko i zdecydowanie. Napływ ludności, rozbudowa infrastruktury, wzrost znaczenia handlowego. Wszystko podporządkowane jednej logice: obsłudze imperialnego systemu .
To podporządkowanie okazuje się jednak pułapką. Triest rozwija się jako miasto wyspecjalizowane, uzależnione od jednej funkcji. Kiedy znika imperium, znika także sens jego istnienia w dotychczasowej formie. Po I wojnie światowej miasto zostaje przyłączone do Włoch, ale traci swoje zaplecze i znaczenie. Nie przestaje istnieć, lecz przestaje być potrzebne w taki sposób, w jaki było wcześniej. Ta zmiana nie ma charakteru stopniowego. Jest gwałtowna i ostateczna .
Kolejne dekady nie przynoszą stabilizacji. Po II wojnie światowej Triest staje się przedmiotem sporu między Jugosławią a państwami zachodnimi. Podział miasta, funkcjonowanie jako Wolne Terytorium, brak jednoznacznego statusu. Wszystko to pogłębia stan zawieszenia. Triest nie znajduje nowej roli, nie odzyskuje dawnej funkcji, pozostaje między systemami, między porządkami, między historiami .
Morris pokazuje konsekwencję tego procesu bez uciekania się do uproszczeń. Miasto wyspecjalizowane, zbudowane wokół jednej funkcji, okazuje się szczególnie podatne na zmiany historyczne. Gdy warunki, które je stworzyły, znikają, pozostaje struktura pozbawiona pierwotnego sensu. Triest nie staje się ruiną, ale też nie przekształca się w nową całość. Trwa w stanie niedokończenia, jakby czekał na coś, co nie nadchodzi .
Ten stan widoczny jest również w przestrzeni miasta. Morris konsekwentnie opisuje jego podwójną strukturę: stare, średniowieczne miasto oraz uporządkowany, habsburski układ urbanistyczny. Obie warstwy współistnieją, nie zlewając się w jedną całość. W jednej obecna jest historia wcześniejsza, w drugiej – projekt imperialny. Razem tworzą obraz miejsca, które nigdy nie było w pełni jednorodne.
Równolegle z historią i przestrzenią pojawia się codzienność. Triest nie funkcjonuje jako miasto atrakcji, nie narzuca tempa, nie wymusza intensywności. Można się po nim włóczyć, obserwować, przebywać. Brakuje tu presji, która towarzyszy wielu dużym ośrodkom. Nawet w momentach większego ruchu zachowuje spokojny, powściągliwy charakter. To również element jego specyfiki – doświadczenie miasta nie polega na konsumowaniu miejsc, lecz na byciu w przestrzeni, która nie stawia oporu.
W tej samej narracji pojawia się wątek imperiów. Morris nie buduje jednoznacznej oceny, nie próbuje ich rozliczać ani usprawiedliwiać. Pokazuje raczej ich funkcjonowanie i konsekwencje ich rozpadu. Triest staje się przykładem miejsca, którego istnienie było możliwe dzięki imperium i które traci swoją rolę wraz z jego końcem. Zostaje po nim struktura, pamięć i poczucie utraty znaczenia.
W końcowych fragmentach książki powraca ton z początku. Triest nadal istnieje, nadal się zmienia, ale nie osiąga stabilności. Nie staje się jednoznaczny, nie odzyskuje dawnej funkcji, nie znajduje nowej tożsamości. Pozostaje w ruchu, w stanie oczekiwania, który nie prowadzi do rozstrzygnięcia.
Książka nie próbuje tego stanu uporządkować. Nie zamyka miasta w jednej definicji, nie oferuje ostatecznej odpowiedzi. Pokazuje Triest jako miejsce, które istnieje jednocześnie w historii, przestrzeni i pamięci, ale w żadnej z tych warstw nie daje się w pełni uchwycić.
Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.