Sandra Nikoniuk, Echa przeklętych
Wierzycie, że pewni ludzie naznaczeni są jakąś skazą, jakimś przekleństwem, fatum, które nie pozwala im żyć pełnią życia? Że każdy ich krok kończy się tragedią, farsą, czasem śmiercią? Sandra Nikoniuk serwuje nam powieść o właśnie takich postaciach, z których los zadrwił, co rusz rzucając im kłody pod nogi. „Echa przeklętych” są właśnie tym, co sugeruje tytuł. Ale do rzeczy…
Fabuła
Akcja powieści dzieje się dwutorowo. Z jednej strony naszą podróż z historią opowiedzianą przez Sandrę Nikoniuk zaczynamy w 1983 roku, gdy 14-letni Filip stara się poznać dzieje swojej rodziny. Z drugiej – przenosimy się do 1914 roku, gdzie toczy się główna akcja, a jej bohaterką jest młoda Eliza, dziewczyna dotknięta przez los, której historia gmatwa się jeszcze bardziej.
Gdy umiera jej matka Cecylia, dawna arystokratka, której los zesłał wiele celnych ciosów, Eliza wyrusza do Łodzi, gdzie znajduje schronienie u Łucji, dawnej przyjaciółki matki. Jednak i tutaj dzieje się źle. Bo nawet bogactwo nie zapewnia bezpieczeństwa przed nieuchronną zawiścią losu. Co gorsza, na horyzoncie zaczyna majaczyć wybuch I wojny światowej.
Eliza zakochuje się z wzajemnością drugi w Szymonie, wnuku Łucji, co dodatkowo komplikuje jej losy. Wkrótce o względy naszej bohaterki zaczyna się ubiegać drugi mężczyzna – Gerard, niezwykle bogaty człowiek, który zajmuje się szemranymi interesami (o czym niewielu ma pojęcie). Choć dotychczas nie stronił od niskiej rozrywki w objęciach upadłych kobiet, tym razem zapałał prawdziwą namiętnością do pięknej Elizy. Nowa rodzina przeciwna jest wiązkowi młodych, i nalega, aby Eliza wyszła za Gerarda, który zapewni jej wszystko to, co utraciła jej matka. Ale czy serce posłucha porywu serca, czy głosu chłodnej kalkulacji?
Korzenie zła
Książka pełna jest tajemnic, których rozwikłanie może tylko przynieść jeszcze większy ból. Dlatego większość z bohaterów brnie w konieczne decyzje, aby po prostu przetrwać. Gerard walczy z własnymi demonami, Łucja skrywa rodzinną tajemnicę, a Eliza ukrywa swe prawdziwe uczucia, sny, marzenia i miłość. Ma się wrażenie, jakby wszyscy byli przeklęci – przeszłością, miłością lub jej brakiem.
Każdy z bohaterów naznaczony jest czymś złym. To, co czynili w przeszłości, nawet jeśli z nią zerwali, powraca do nich jak bumerang. Żaden czyn nie jest bowiem zapomniany, a dawni towarzysze czy wrogowie nie dają o sobie zapomnieć. Nawet zawistny los, w swych złośliwych splotach, zdaje się drążyć ludzkie dusze, aby prawda (im boleśniejsza tym lepiej), wyszła na jaw. Dlatego wybory poszczególnych bohaterów są bardziej wyborem rozumu, niż emocjonalnym porywem. Nic więc dziwnego, że wszyscy kłamią, stosują sprytne wybiegi, aby coś przemilczeć. Naginają prawdę, aby ograniczyć sprawczość dawnych grzechów.
Na stronach książki śledzimy trudne losy wielu postaci. Można nawet pokusić się o wniosek, że nad rodziną Łucji ciąży jakieś fatum, z którym nie potrafią sobie poradzić. Córki i syn Łucji co rusz doznają ciosów od życia, a i przyszłość wnuków nie rysuje się w kolorowych barwach. Jest tu miejsce na wiele cierpienia, które trzeba ukrywać. A jakby tego było mało, niektórzy z członku rodziny Szczerbińskich naznaczonych jest darem proroczych snów, które nie tylko wieszczą przyszłość, ale i zaglądają w dawne rany przeszłości.
Łódź – miasto jak ze snu, miasto z koszmarów
Autorka w ciekawy sposób kreśli obraz Łodzi – takiej polskiej Mekki, w której ludzie pragnęli ziścić swój sen o bogactwie. Z jednej strony nasi bohaterzy przemierzają mroczne łódzkie zaułki, w których króluje przemoc, ciemne interesy i śmierć. Z drugiej – jakby w opozycji do nich mamy bogate kamienice, hotele, gdzie mrok wychyla się w bardziej kunsztownej odmianie. Bo tam, gdzie bogactwo i nadzieja, zawsze znajdzie się miejsce dla niskich ludzkich instynktów. Oba światy jednak bezustannie się przecinają, co można zaobserwować zwłaszcza na przykładzie Gerarda Hoffmana, który choć bogaty, szuka podniet, wdając się w przemyt nielegalnych towarów, a także handel narkotykami.
A jaka była przedwojenna Łódź? Miasto pełne było sprzeczności kulturowych, wyznaniowych, narodowościowych, klasowych. Mieściła się tutaj główna baza przemysłu bawełnianego w carstwie rosyjskim, a sporą część mieszkańców stanowili ludzie na dorobku (blisko 2/3 stanowili pracownicy przyjezdni). W mieście szerzyły się różnej maści przestępstwa, sutenerstwo, a brak higieny, bieda i głód powodował, że co rusz wybuchały tutaj epidemie, zbierające spore żniwo.
Podsumowanie
Powieść zawiera się na 382 stronach. To książka dla każdego, choć zdecydowanie lepiej zachwycą się nią kobiety. Zresztą to właśnie kobiety i ich życiowe brzemię jest głównym poruszanym tutaj tematem.
Książka jest ciekawa, temu nie można zaprzeczyć, ale czuję pewien niedosyt. Po pierwsze – wiele spraw pozostało niewyjaśnionych. Rozumiem, że to problemy do rozwiązania w kolejnej części. Niemniej trochę szkoda. Po drugie – powieść choć momentami trzyma w napięciu, to jednak czegoś jej brakuje. Nie wiem, być może nie podoba mi się fakt, iż Łucja tak dobrze potrafiła utrzymać w tajemnicy nie tylko swoją przeszłość, ale i faktycznie manipulowała uczuciami młodej Elizy, stawiając ją pod murem. I pal licho, że rozumiem z jakiej przyczyny to zrobiła. Ale i tak nienawidzę manipulatorów. Po trzecie – w moim odczuciu akcja toczy się nieco zbyt wolno, i jest w powieści kilka wątków, które nie przystają do reszty.
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.