Wysokie niebo nad Madrytem Klaudia Pieszczoch

Wysokie niebo nad Madrytem |Recenzja

Klaudia Pieszczoch, Wysokie niebo nad Madrytem

Madryt w książce Klaudii Pieszczoch Wysokie niebo nad Madrytem pachnie smażonym czosnkiem, rozgrzanym betonem i piwem z lemoniadą. Na balkonach wiszą kolorowe ubrania, starsze kobiety siedzą przed barami ze świeżo ułożonymi włosami, a w ciasnych ulicach Lavapiés mieszają się języki, zapachy i ludzie z różnych stron świata.

Madryt od lat przegrywa w turystycznej wyobraźni z Barceloną. Barcelona daje gotowy obrazek: Gaudí, morze, modernizm, pocztówka. Stolica Hiszpanii okazuje się trudniejsza do uchwycenia. Sama autorka wraca do tego wielokrotnie. Plaza Mayor wydaje się surowy i ciężki, Pałac Królewski bardziej przytłacza niż zachwyca, a Almudena wygląda jak architektoniczny patchwork zlepiony z różnych epok.

Pieszczoch pokazuje Madryt jako miasto, które przez wieki bardziej rosło niż było budowane według jednej wizji. Przeniesienie dworu przez Filipa II ściągnęło urzędników i nowych mieszkańców, później dochodziły kolejne przebudowy, rozbudowy i modernizacje, ale wszystko odbywało się etapami, trochę obok siebie. Dzięki temu stolica Hiszpanii przypomina miejsce poskładane z wielu warstw. Obok średniowiecznych ulic stoją późniejsze kamienice, ciężki barok miesza się z neoklasycyzmem, a tuż obok reprezentacyjnych budynków funkcjonują zwykłe bary, sklepy i targi.

Autorka świetnie wychwytuje rytm miasta. Tłok przy Gran Vía, starsze kobiety siedzące godzinami przy stolikach, sklepy z materacami, targi pachnące rybami i przyprawami, ludzie rozmawiający na ulicach tak głośno, jakby wszyscy znali się od lat. Madryt w tej opowieści żyje przede wszystkim między ludźmi.

Historia dzielnicy Lavapiés splata się tutaj ze współczesnością: dawni mieszkańcy, powojenne ubóstwo, ruch okupas, później imigranci z różnych stron świata. Wszystko to tworzy miejsce chaotyczne, ciasne i głośne, ale pełne energii.

Pieszczoch często wraca też do literatury i hiszpańskich pisarzy. Pojawiają się Almudena Grandes, Josep Pla czy Andrés Trapiello. Cytaty nie są wrzucone dla ozdoby. Budują kolejne spojrzenia na Madryt i pokazują, jak różnie odbierano to miasto przez lata. Raz jako stolicę bez charakteru, raz jako przestrzeń zwyczajności, a raz jako miejsce pełne życia i absurdów.

Największa siła tej książki tkwi właśnie w obserwacji. Widać, że autorka naprawdę chodzi po tych ulicach, siedzi w tych barach, patrzy na ludzi i słucha miasta. Rozmawia z ludźmi. Dzięki temu Madryt nie zamienia się w katalog atrakcji. Staje się przestrzenią codzienną, trochę chaotyczną, czasem męczącą, ale bardzo żywą.

Po lekturze zostaje przede wszystkim atmosfera. Nie konkretna budowla ani jedno miejsce, tylko poczucie miasta, które funkcjonuje własnym rytmem. Miasta, w którym życie dzieje się na ulicy, w rozmowach, w hałasie, w ciągłym ruchu. Może dlatego ten Madryt wydaje się w tej książce tak prawdziwy!


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.