Helena Piecuch, Mamuna

Mamuna |Recenzja

Helena Piecuch, Mamuna

Mamuna albo dżiwożona to dusza kobiety zmarłej w ciąży lub w czasie porodu. Być może to również te, które poroniły lub dokonały aborcji, a także tych, które zajmowały się „produkowaniem aniołków”. Może też czarownice, stare panny, zmarłe pomiędzy ogłoszeniem zaślubin a ślubem – ogólnie kobiety, które spotkało nieszczęście lub same do nieszczęścia się przyczyniły. Potępione dusze dokuczały ciężarnym, położnicom, porywały lub podmieniały noworodki. Mamuny najczęściej pilnowały upatrzonej ofiary czekając na idealny moment do zadania ciosu. I choć bardzo pragnęły dziecka to same dla dziecka były zagrożeniem.

Czy matka, która jest rozczarowana macierzyństwem może stać się dla swojej rodziny mamuną? Czy w końcu odejdzie dołączając do zamieszkujących las dziwożon? Jaka w ogóle jest istota bycia matką? Czy posiadanie męża i dzieci może być nałożoną na samą siebie karą? O tym wszystkim opowiada Helena Piecuch w Mamunie.

Jerz, Wioletta, kumaki i zioła

Wioletta zachodzi w ciążę z Jerzem przypadkowo. Rzuca studia, przenosi się z nim na wieś i decyduje, że od też wszystko to, co ją otacza będzie jej karą: mąż, dziecko i błotnista wiocha przy starym lesie. Tak rozpocznie się jej metamorfoza z miastowej, przed którą rysowała się kariera akademicka w wiejską wiedzącą, która coraz bardziej zanurzać się będzie w świat niematerialnych dziwów aż sama stanie się dziwem. Małżeństwo właściwie od początki będzie „rozchodzić się w szwach”. Jerz będzie potrzebny tylko w momentach, gdy Wioletta zechce mieć kolejne dziecko.

Odtrącony Jerz zacznie coraz bardziej związywać się ze swoimi płazami, akceptując decyzje żony bez mrugnięcia okiem. Jego kariera badawcza będzie doskonale się rozwijać, a pogoń za kolejnym kumakiem pozwoli mu wyjeżdżać jak najdalej. Świat Jerza będzie się kończył po przekroczeniu progu domu. Nie będzie zbytnio reagował na fakt, że jego pogrążająca się w szaleństwie (?) żona niezbyt interesuje się córkami, które traktuje jak zakładniczki własnej kary. Mroczny i błotnisty świat G. stanie się idealnym miejscem dla podtrzymywania siły starych wierzeń, potęgi Natury oraz ludzkich traum. Oziębłość stanie się faktem, a nie kolejną moralizatorską opowieścią dla piewców instynktu macierzyńskiego oraz dobroczynnego wpływu posiadania dziecka na kondycję związku.

Mamuny, płanetnicy i całkiem współczesne lęki

Choć Helena Piecuch wprowadza w recenzowanej pozycji świat słowiańskiej mitologii, który aktywnie żyje w świadomości nie tylko Wioletty, ale wszystkich mieszkańców G., to jednak jest to opowieść o współczesnych lękach oraz wielopokoleniowym transferze traum. Wioletta przenosi własne doświadczenie dziecka łaknącego matczynej aprobaty na córki, ciągle doszukując się w nich ideału. Kolejne ciąże to po prostu próba stworzenia dziecka, które będzie jej odpowiadać pod każdym względem.

Kotłuje się w niej kilka przekonań. Po pierwsze dziecko to koniec kariery, a także kara za niespełnienie pokładanych w niej oczekiwań. Po drugie kolejny potomek jest w stanie naprawić rozbity czas. Po trzecie idealna córka będzie odkupieniem jej win, wypełni lukę, która powstała w chwili, gdy sama nie zadowoliła matki. Dążąc do tego sama staje się mamuną, która zabiera swojej rodzinie jakiekolwiek ciepło oraz szczęście. W jej przypadku transfer wielopokoleniowych traum przybiera wybiera metafizyczny, umiejscowiony w wiejskim folklorze.

Helena Piecuch wykorzystując konstrukt słowiańskiej boginki i silnie zakorzeniony przed nią lęk, w sposób twórczy nawiązuje polemikę z jeszcze starszym mitem. Instynkt macierzyński, wyrodna matka, dziecko jako sposób utrwalenia związku – te wszystkie przekonania mają się nadal bardzo dobrze. I według tej koncepcji powieściowy Jerz jest absolutnie bez winy.

Czy warto?

Trudno uwierzyć, że recenzowana pozycja to debiut. Helena Piecuch zbudowała piękną narrację zawartą w klasycznym układzie z jednoczesną polifonicznością oraz Naturą pełniącą rolę narracyjną, której nie udaje się osiągnąć wielu twórcom z wieloletnim dorobkiem. Zdecydowanie polecam lekturę, ale również refleksję nad poruszaną tematyką.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.