Wojciech Tochman, Delfiny i Belzebub

Delfiny i Belzebub |Recenzja

Wojciech Tochman, Delfiny i Belzebub

Wojna na Ukrainie zapamiętana zostanie jako jedno z najważniejszych wydarzeń lat dwudziestych XXI wieku. Wśród tysięcy reportaży powstających na jej temat, Wojciech Tochman postanowił zwrócić uwagę na ten jej aspekt, na który przygniatająca większość opinii publicznej nie zwraca uwagi…

„Delfiny i Belzebub” poświęcone są „milczącym ofiarom wojny”, którymi są zwierzęta oraz ludziom, którzy starają się ratować ich życie, ponieważ także i ono ma sens…

Co wiemy o autorze?

Wojciech Tochman (ur. 12 kwietnia 1969 roku w Krakowie), jest absolwentem  XI Liceum Ogólnokształcącego Krakowie. Ukończył studia dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim. Już  jako licealista debiutował  w 1987r.  reportażem o szkolnej szatni na łamach młodzieżowego tygodnika „Na przełaj”. W 1990 roku został przyjęty do pracy w dziale reportażu „Gazety Wyborczej”.

Pierwszym opublikowanym przez niego tekstem była „Bajka o dobrym księgowym”.Do 2004 r. pracował pod kierunkiem Małgorzaty Szejnert. Do czerwca 2019 r. publikował, głównie w dodatku „Duży Format”, felietony i reportaże.

W latach 1996–2002 prowadził w TVP1 program poświęcony osobom zaginionym „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. W 1999 r. był współzałożycielem Fundacji ITAKA  poszukującej osoby zaginione i wspierającą ich rodziny. W 2009 r., jako fundator, został członkiem Rady Fundacji.

W 2009 r. założył w Warszawie wraz z Pawłem Goźlińskim i Mariuszem Szczygłem Instytut Reportażu, w którym stworzył Faktyczny Dom Kultury, miejsce spotkań literackich, artystycznych i kulturalnych , która znajduje się w Warszawie, przy ulicy Gałczyńskiego 12  oraz księgarnio–kawiarnię „Wrzenie Świata”,  położoną przy ul. Gałczyńskiego 7.

Jest twórcą koncepcji i pierwszego programu Polskiej Szkoły Reportażu działającej od 2009 przy Instytucie Reportażu. W latach 2009–2017 członek zarządu Fundacji Instytut Reportażu. Od 2017 do 2024 roku, jako fundator, był członkiem Rady Fundacji.

Jest pomysłodawcą Klubu HEBAN i koordynatorem jego działań. W latach 2009–2016 fundacja Klub Heban udzielała pomocy dzieciom we wsi Nyakinama w Rwandzie. W latach 2018–2024 wspierała leczenie i pomoc osobom cierpiącym na choroby psychiczne w Kambodży. Od 2023 r. Tochman, razem z fundacją, aktywnie angażuje się w pomoc zwierzętom – ofiarom wojny w Ukrainie. Wspiera ukraińskie organizacje, przywozi leki i karmę, organizuje zbiórki i finansuje ewakuacje.

W jego dotychczasowym dorobku książkowym warto zwrócić uwagę na takie pozycje jak: „Schodów się nie pali” (2000), „Jakbyś kamień jadła” (2002) „Wściekły pies” (2007),  „Krall” (2015), „Pianie kogutów, płacz psów” (2019), „Historia na śmierć i życie” (2023) oraz  „Pożegnanie z Narwią” (2025).

Dlaczego powstała ta książka?

„Delfiny i Belzebub” jest zbiorem 48 reportaży autora, będących owocem jego licznych podróży na Ukrainę od początku pełnoskalowej inwazji rosyjskiej na ten kraj w 2022 roku. Całość publikacji liczy 180 stron.

Autor stara się w swojej książce przedstawić jak najwierniej sytuację zwierząt i osób ich ratujących w pogrążonym w wojnie kraju, ale jednocześnie unika moralizatorstwa, oceniania i pouczania czytelnika co należy robić.

Bardzo ujął mnie sposób w jaki autor przedstawił motywy dla których napisał swoją książkę:   „W lutym 2024 roku zawieźliśmy do Fedoriwki, wspólnie z Michałem Fiałkowskim, pierwsze pięć ton suchej karmy. Gdy odjeżdżaliśmy, Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa, dla przyjaciół Sasza, złapała mnie za łokieć i wyszeptała do ucha takie pożegnalne zdanie: wszystko przeżyjemy, każdą biedę ale powrotu ruskich już nie.

To był moment kiedy po raz pierwszy pomyślałem o napisaniu tej książki. Przez kolejne dwa lata jeździłem do Ukrainy często i regularnie. Z pomocą dla kotów i psów w Syriuszu, a także w innych miejscach, o których usłyszałem. Wszystkie je odwiedziłem. Wszędzie rozmawiałem z tymi, którzy ratują zwierzęta.

I zastanawiałem się, czy jako reporter mam prawo, skoro ludzie powierzają mi swoje wojenne historie zatrzymać je tylko dla siebie. Czy pisząc o dzisiejszym świecie, można nie pisać o zabijaniu, skoro ono wciąż się dzieje i dzieje? Czy mogę o zabijaniu milczeć?” (s.163-164)

Ludzie i zwierzęta w cieniu wojny

Tochman pokazuje nam jak silne potrafią być więzi łączące ludzi ze zwierzętami i jak wiele jesteśmy w stanie zrobić żeby je ocalić od śmierci: „W ciągu czterech pierwszy miesięcy dużej wojny ludzie z Poratunku ocalili cztery tysiące zwierząt: psy, koty ale także rybki, dwa oswojone wilki, konie, kury.

W maju, dwa miesiące po inwazji, ratownicy ARK pierwszy raz pojechali na Donbas: Siwersk, Łysyczańsk, Bachmut. Przywieźli psy i koty: opuszczone przez ludzi, którzy uciekli. Albo zostali zabici. Chore, ranne, głodne. (…) Na pytanie, dlaczego z narażeniem życia ratują zwierzęta, Ihor odpowiada bez namysłu: bo rodzą się, by być przyjaciółmi człowieka.

Z człowiekiem tworzą więzi. Za człowiekiem tęsknią. Gdy są w potrzebie, człowiek musi im pomóc. Człowiek popełnia błąd, kiedy porzuca przyjaciela. Człowiek ma wyrzuty sumienia albo ich nie ma. Ratujemy ludzkie sumienia. Systemowo ratujemy człowieczeństwo.” (s.70)

To właśnie te słowa są dla mnie najważniejszym przesłaniem całej książki i jej najwierniejszym streszczeniem.

Autor nie pomija w niej także również cierpienia ludzi: „Pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę ciągnie się już ponad cztery lata. Rosną liczby zabitych, zaginionych i okaleczonych. Ludzie są chronicznie niewyspani i coraz bardziej wystraszeni. Bo końca ataków nie widać.

Przez pierwsze trzy zimy mróz nie był tak dotkliwy jak ostatnio, tuż przed czwartą rocznicą inwazji. Zniszczone elektrociepłownie prawie nie działały. Nie było prądu, ogrzewania, ciepłej wody, Kijów zamarzał. Nocą temperatura spadała poniżej minus dwudziestu stopni. Dzieciom groziła hipotermia. Miasto atakowano z powietrza. A ja, nie bez poczucia winy, siedziałem w swoim ciepłym domu na greckiej wyspie i kończyłem pisać tę książkę.

Powinienem być tam, z moimi ukraińskimi przyjaciółmi, których już znacie- ich imiona i nazwiska pojawiły się w mojej opowieści. Bardzo mi są bliscy. Powinienem z nimi ratować opuszczone na froncie zwierzęta.” (s.160).

Podsumowanie

Nie we wszystkim zgadzam się z poglądami autora, co chcę wyraźnie podkreślić. Pomimo to, uważam, że jego książka przepełniona jest tak głębokim humanitaryzmem zarówno w stosunku do ludzi, jak i w stosunku do zwierząt, że mimo pewnej różnicy zdań w kilku kwestiach mogę z czystym sumieniem rekomendować jej lekturę!


Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 5/6
Konrad Ruzik

Comments are closed.