Lublin zniszczony w latach 1939-1944 i (nie)odbudowany |Recenzja

Praca pod red. Jacek Witold Wołoszyn, Lublin zniszczony w latach 1939-1944 i (nie)odbudowany

Lublin to jedno z najstarszych i najciekawszych miast naszego środkowo-europejskiego regionu. Nie mówiąc już o znaczeniu tej metropolii w polskich dziejach. Miasto szczyci się przebogatą historią, wieloma ciekawymi zabytkami oraz wieloetnicznymi elementami swej tożsamości. Niestety, w czasie II wojny światowej Lublin został celowo zdewastowany. Najpierw przez nazistów, a później i Sowietów. Ci pierwsi pragnęli przede wszystkim wyrwać z oblicza miasta jej żydowski dorobek i dziedzictwo (chodzi głównie o dzielnice Podzamcze oraz Wieniawa). Ci drudzy, zniszczyli – no właśnie, nie wiadomo czemu. Widać to wielowiekowy aspekt ich tożsamości i kultury narodowej…

Powolne konanie

Ale do rzeczy. Miasto było niszczone w pięciu etapach. Pierwszy związany był z kampanią wrześniową między 2 a 18 września 1939 roku, gdy w Lublinie znaleźli się ewakuujący się polscy urzędnicy i politycy, oraz generałowie i uciekający na wschód polscy żołnierze.

Etap drugi to zaplanowana likwidacja lublińskiej Wieniawy, gdzie zamieszkiwała mniejszość żydowska. Żydzi wszak, wedle hitlerowskiego pojęcia estetyki i „planowania totalnego”, nie mogli mieszkać obok aryjskiej rasy panów. Wkrótce ich śladem poszli i polscy mieszkańcy tej dzielnicy. Trwało to od 4 maja 1940 roku.

Etap trzeci, trwający od wiosny 1942 roku do lata 1943 roku, miał na celu całkowite „wyczyszczenie” żydowskiej społeczności Lublina na Podzamczu. Był to przejaw tak zwanego Entschandelungu, czyli „odszpecania” środkowoeuropejskich miast ze „złych” elementów żydowskich. Jego celem było całkowite wymazanie dowodów na to, że Żydzi tworzyli dzieje, że byli elementem lokalnej społeczności i kultury, a wreszcie – że w ogóle, kiedykolwiek istnieli. Tak po prostu.

Kolejny etap to sowieckie naloty z 11 maja 1944 roku, niszczące obiekty cywilne. I wreszcie na przełomie 22 i 25 lipca 1944, gdy trwały zacięte walki o Lublin.

Wstrząsające fotografie

Oglądałem te wszystkie zdjęcia i powiem wam, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Po pierwsze – zdjęcie niezidentyfikowanej ofiary wrześniowych bombardowań Lublina w 1939 roku, już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. To otwarte oko w zniekształconej twarzy… A to przecież chwilę wcześniej to był człowiek…

Po drugie – to niesamowite przeżycie oglądać dziesiątki budynków i miejsc, które zostały niemal totalnie unicestwione. Tak jakby dawny Lublin był zdecydowanie obszerniejszy, pełniejszy śladów życia. W kontraście do czasów powojennych i czasów nam współczesnych, ma się wrażenie, iż miasto to nadal pozostaje puste; że nie odzyskało swego dawnego blasku i życia. Jest jeszcze tyle do nadrobienia.

Po trzecie – wstrząsające są fotografie ludzi, którzy przechadzają się pomiędzy ruinami, tak jakby nic się nie stało, jakby cały ten gruz i zniszczenia były kompatybilnym, niemalże odwiecznym prawem historii, i częścią lokalnego krajobrazu. Oczywiście to moje subiektywne wrażenie. Z ukazanych w tej publikacji zdjęć ciężko jest wychwycić jakiekolwiek ludzkie emocje. Wszyscy zdają się być pozbawieni jakichś głębszych uczuć, jakby byli wyemancypowani z rzeczywistości. Inaczej – ma się wrażenie, że są totalnie zrezygnowani, że się poddali. To cenne doświadczenie historyczne, którego wagi nie można przecenić.

Po czwarte – jest tutaj kilka zdjęć, na których widać popiół zalegający poszczególne ulice. Jest tego tak wiele, że początkowo sądziłem, że to po prostu zwały śniegu zalegają na bruku, ścieżkach, drogach. I tylko podpisy pod fotografiami świadczą, jak łatwo jest się pomylić. I napisałbym coś więcej, ale w mojej głowie tli się zgiełk, szok, niedowierzanie i strach, że takie rzeczy dzieją się nadal. A być może, wkrótce staną się, ponownie, naszym udziałem.

Podsumowanie

I jak zazwyczaj nie lubię tej formy (tj. albumów) edukacji, to tym razem muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. I edukacyjnym, estetycznym, jak i historycznym. Szczerze, to z opisem zniszczeń Lublina w trakcie II wojny światowej, spotykam się po raz pierwszy. Coś tam niby gdzieś czytałem, ale nie było nigdzie nic szczególnego, nic co omawiałoby zniszczenia trawiące to piękne miasto. W związku z tym, że moja wiedza w tym temacie jest znikoma, jestem niezwykle wdzięczny, za możliwość odkrycia nowego aspektu naszej historii.

Jedyną moją uwagą jest niepotrzebna przedmowa oraz rozwikłanie problemu wartości fotografii jako narzędzia w pamięci i narracji historycznej. Nie żebym wątpił w ich wartość naukową. Ale tak sobie myślę, że to raczej treść dla przyszłych historyków, którzy dopiero co poznają warsztat historyczny, niż skuteczna pożywka dla innych grup czytelniczych. Ale jeszcze raz podkreślam – to moja subiektywna ocena. Wy możecie mieć odmienne zdanie.

Album liczy sobie 192 strony, z czego dwie trzecie stanowią fotografie związane z omawianym tematem. Książka jest piękna pod tym względem, choć treści, jak dla mnie, jest nieco za mało. Oczywiście, czepiam się nieco, wszak album nie wymaga szczegółowych treści. Fakt faktem – mnie bardzo się spodobała, ukazując nieznane mi wcześniej oblicze naszej wspólnej historii oraz dziejów samego Lublina. Gorąco polecam.


Instytut Pamięci Narodowej

Ryszard Hałas

Comments are closed.