Natalia Ginzburg, Tak wyszło
Natalia Ginzburg w Tak wyszło pisze o małżeństwie, samotności i zależności, która przez długi czas jedynie udaje uczucie.
Powieść zaczyna się od prośby o prawdę. Chwilę później narratorka strzela do męża, Alberta, po czym wychodzi na kawę. Ginzburg od razu odbiera czytelnikowi wygodę stopniowego wchodzenia w dramat, a potem cofa opowieść do początku relacji: poznania, rozmów, drobnych gestów, fascynacji, wierszy Rilkego, szkicowania twarzy i powolnego przechodzenia od nadziei do upokorzenia.
Bohaterka wie, że Alberto kocha inną kobietę, ale przez długi czas zostaje przy własnym wyobrażeniu przyszłości. Czeka, dopasowuje się, próbuje przetrwać w relacji, która coraz wyraźniej nie ma dla niej miejsca. Ginzburg nie dopisuje temu wielkich scen rozpaczy. Wystarcza codzienność: samotność, wstyd, oczekiwanie, milczenie, czułość wyproszona niemal na kredyt i coraz bardziej oczywista świadomość, że małżeństwo nie stało się spełnieniem, tylko ciasnym pokojem bez wyjścia.
Siła tej powieści wynika z prostoty. Ginzburg pisze sucho, bez ozdobników i bez sentymentalnego zabezpieczenia. Nie podsuwa czytelnikowi gotowego współczucia, nie robi z bohaterki wyłącznie ofiary, nie zamienia Alberta w prostego potwora. On jest wygodny w swojej nieobecności, ona zbyt długo karmi się obrazem, a nie rzeczywistością. Między nimi powstaje układ bolesny, duszny i bardzo wiarygodny, bo zbudowany nie na jednym wielkim geście, lecz na serii małych ustępstw, przemilczeń i złudzeń.
Tytuł Tak wyszło brzmi przez to szczególnie gorzko. Niby przypadek, niby bezradne podsumowanie, niby zdanie rzucone po fakcie, a jednak pod spodem zostaje historia decyzji odkładanych tak długo, aż jedyną wyraźną decyzją okazuje się przemoc. Ginzburg pokazuje, że dramat nie musi narastać w huku. Może rosnąć cicho, przy stole, w mieszkaniu, w łóżku, w oczekiwaniu na człowieka, który wraca, ale nigdy naprawdę nie jest obecny.
Krótka forma bardzo tej książce służy. Większa objętość mogłaby rozcieńczyć jej chłód, a tutaj każde zdanie prowadzi do coraz większego zagęszczenia. Emocje nie są nazwane za czytelnika, dlatego wracają później mocniej: złość, współczucie, niezgoda, chwilami także nieprzyjemne zrozumienie. Dobra literatura psychologiczna bez miękkich poduszek. Czyta się szybko, ale po lekturze zostaje osad, którego nie da się łatwo strząsnąć.
Tak wyszło Natalii Ginzburg to krótka, chłodna powieść o małżeństwie, samotności i uczuciu pomylonym z potrzebą bycia wybraną. Ginzburg prowadzi tę historię prostym językiem, bez sentymentalnych podpórek i z bezlitosną precyzją.
Polski tom, wydany przez Filtry w przekładzie Weroniki Korzenieckiej, liczy 108 stron, a oryginał È stato così ukazał się w 1947 roku. W angielskim obiegu książka funkcjonuje pod tytułem The Dry Heart, dobrze oddającym chłód tej historii.
Wydawnictwo Filtry
Agnieszka Cybulska