Rafał Olbert, Szpiegostwo seksualne w PRL. Wykorzystywanie materiałów kompromitujących do prób werbunku dyplomatów zagranicznych przez SB
Czy seks może być bronią ideologiczną? Twórcy systemu bezpieczeństwa PRL odpowiadali na to pytanie twierdząco, a książka Rafała Olberta na podstawie dokumentów z zasobu IPN rekonstruuje ten mechanizm z imponującą drobiazgowością. Praca poświęcona działaniom wywiadu wobec dyplomatów to zdecydowanie najbardziej kompletne dotychczasowe opracowanie tematu, który przez dekady tkwił w pół-jawności: wszyscy wiedzieli, że bezpieka uwodzi, szantażuje i kompromituje, ale precyzyjny opis instytucjonalnych ram tego procederu wciąż czekał na swojego historyka i ujawnienie źródeł.
Aparat uwodzenia
Centralnym pojęciem pracy jest figura agentki seksualnej – osoby pozyskanej do współpracy, najczęściej luksusowej prostytutki, której zadaniem było nawiązanie intymnej relacji z wybranym dyplomatą lub innym pracownikiem ambasady. Autor skrupulatnie odtwarza drogę, jaką przebywały kobiety wciągane w orbitę służb: od dewizówek – prostytutek obsługujących cudzoziemców – przez przypadkowe romansujące z obcokrajowcami, aż po osoby ze świata filmowego i kulturalnego, dysponujące naturalnym pretekstem do kontaktów towarzyskich z cudzoziemcami.
Autorzy uczciwie zaznaczają granice zjawiska. Przypadki angażowania agentów płci męskiej do kompromitowania dyplomatów o skłonnościach homoseksualnych były rzadkie, bo bezpieka miała ograniczony dostęp zarówno do informacji o orientacji potencjalnych celów, jak i do odpowiednich kandydatów. Odnotowano też strategię odwrotną – niektórzy homoseksualni dyplomaci sami ujawniali swoją orientację, by pozbawić służby narzędzia szantażu. Podobnie marginalny charakter miało wykorzystywanie informacji o narkotykach, co wynikało z rzeczywistej rzadkości tego zjawiska w środowisku dyplomatycznym tamtej epoki.
Materiały kompromitujące: rekwizytornia szantażu
Drugi ważny temat pracy to „materiały kompromitujące” – w żargonie operacyjnym skrót do fotografii, nagrań i dokumentów, które miały skłonić dyplomatę lub pracownika ambasady do podjęcia współpracy. Publikacja prezentuje szerokie spektrum wykorzystywanych pretekstów: spekulacja dewizami, nielegalny handel dziełami sztuki, przemyt dóbr przez granicę, wybryki pod wpływem alkoholu. Kompromitacja rzadko była celem samym w sobie – stanowiła instrument werbunku, pierwszy krok na drodze do pozyskania informatora wewnątrz placówki.
Na uznanie zasługuje też uczciwa prezentacja niepowodzeń. Rozdział poświęcony przypadkom nieudanej współpracy – dyplomaci, którzy zerwali kontakt, zdekonspirowane agentki, operacje, które skończyły się dyplomatycznym skandalem – jest cennym antidotum na pokusę opisywania bezpieki jako machiny doskonałej. Służby popełniały błędy, przeceniały możliwości agentów, a ich ofiary bywały znacznie bardziej czujne niż zakładały operacyjne plany.
Aparat źródłowy i znaczenie publikacji
Warto zaznaczyć, że oprócz części monograficznej, publikacja zawiera również pięćdziesiąt jeden dokumentów z archiwum IPN, a także nieliczne fotografie, co ceni ją doskonałą podstawą źródłową, tym cenniejszą, że akta te nie są łatwo dostępne. Autorzy konsekwentnie anonimizują osoby wymienione w dokumentach, co jest decyzją metodologicznie uzasadnioną: część agentów żyje, a ich rolę często determinował przymus, nie ideologia.
Recenzowana praca wpisuje się w nurt badań dotyczący codzienności PRL oraz badaniom aparatu represji. Jej unikalność polega na skoncentrowaniu uwagi na temacie tak kontrowersyjnym jak szpiegostwo seksualne. Warto zaznaczyć, że nie robi tego w sposób żądny sensacji, a rzetelny i obudowany aparatem naukowym. Czytelnik otrzymuje nie tylko panoramę metod, lecz przede wszystkim poczucie ich żmudnej, biurokratycznej codzienności: raporty, meldunki, teczki, pseudonimy. To właśnie ta administracyjna zwyczajność inwigilacji – a nie jej sensacyjność – jest najważniejszą lekcją, jakiej ta książka udziela.
Wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej
Ocena recenzenta 5/6
Magdalena Kaczmarek