O koronę Szwecji T. Kulsa okładka

O koronę Szwecji T. Kulsa |Recenzja

Tomasz Kuls, O koronę Szwecji

Okładka krzyczy, że to wciągająca historyczna opowieść osadzona w czasach panowania Zygmunta Wazy, króla Polski i Szwecji. Pierwsze słowo się bardzo nie zgadza. Beletrystyka historyczna, to mój konik. Nie jest to jakaś tajemnica. Przeczytałem tego naprawdę dużo w swoim życiu, mam na półkach pokaźny zbiór i ciągle się on rozrasta. Patrząc na niego widzę, że tekstów dotyczących pewnych epok jest bardzo mało, jeśli nie wcale. Dlatego widząc O koronę Szwecji T. Kulsa wziąłem ją bez wahania.

Autor i wydanie

Należy zacząć od stwierdzenia, że autor, Tomasz Kuls, nie jest historykiem, z pisarstwem też nie ma bardzo dużo do czynienia. Jest architektem i ma na tym polu spore sukcesy, o których można poczytać na skrzydełkach okładki.

Wspomniany został album o Warszawie z połowy XVII wieku, ale nie miałem okazji go oglądać. O koronę Szwecji wydana została w 2025 r. nakładem Skarpy Warszawskiej. Oprawa miękka ze skrzydełkami. Nie jest gruba, ma 300 stron. Za to okładka przyciąga oko. Może i sztampowa, ale oko przyciąga. Ale nie oceniajmy książki po okładce.

Historia

Historia przedstawiona w książce dzieje się na przełomie XVI i XVII wieku, a dokładnie w czasach panowania Zygmunta Wazy. Na początku omówiona została rywalizacja o tron szwedzki, zaś większość opowieści dzieje się w czasie wojen ze Szwecją przed Potopem, czyli kiedy w Szwecji panował najpierw Karol Sudermański, a potem Gustaw II Adolf.

Głównym bohaterem nie jest jednak nasz król, tylko szkocki szkutnik Jakub Murray. Do emigracji z rodzinnej Szkocji do Szwecji, a potem do Rzeczypospolitej zmusiła go religia. Był katolikiem. Oprócz Szkota spotykamy sporo postaci, które znamy z kart historii i nie mam na myśli tylko władców, ale też dowódców, jak Arend Dickmann czy Stanisław Kazanowski. W tle są spiski, wojna trzydziestoletnia, wojna o niepodległość Niderlandów i rywalizacja katolicko protestancka.

Plusy O koronę Szwecji T. Kulsa

Żeby minusy nie przysłoniły nam plusów, to zacznę od tych drugich. Na pewno zaliczę tu mnóstwo specjalistycznego słownictwa żeglarskiego. Marynarze wydający komendy robią to językiem fachowym i profesjonalnym. Nie klną (to akurat nie po marynarsku). Każdy element okrętu ma swoją nazwę i autor posługuje się nimi bardzo sprawnie. Nie mam pojęcia co co oznacza, ale widać fachowość.

Drugi plus, to opisy okrętów i miast. Widać to szczególnie przy galeonie Waza. Można sobie spokojnie wyobrazić gdzie co się znajduje i jak jest dekorowane. A miasta, tu wychodzi z autora architekt. Opis Gdańska i Sztokholmu tamtego okresu jest wręcz znakomity. Gdzie co stoi, jak gdzie dojść, co jest w budowie, co w remoncie, co gdzie śmierdzi. Bardzo duży plus.

Opis bitwy pod Oliwą też wciąga. Słychać huk dział, krzyki ludzi, proch śmierdzi i dymi. Choć w rzeczywistości nie była to jakaś wielka bitwa na armady wielkości tej zebranej przez Menelaosa w wojnie trojańskiej, to  u Kulsa nabiera to rozmachu. Podobnie katastrofa galeonu Waza. Znaczy katastrofa. Kuls przedstawia swoją wersję i na ile jest ona zgodna z faktami historycznymi dzisiaj pewnie już się nie stwierdzi, ale jest interesująco.

Minusy O koronę Szwecji T. Kulsa

Na minus muszę zaliczyć przede wszystkim, niestety dla autora, nudę. Chciałbym, żeby akcja była wartka, żeby więcej się działo. Pisałem na wstępie, że z całego opisu z okładki jedno słowo nie zgadza się i to bardzo. Tu nie ma potrzeby pisania wielkich słów i rozwlekłych elaboratów. Po prostu opowieść mnie nie wciągnęła.

Drugi minus, to język. Ani to staropolski, ani to współczesny. Chwilę przed O koronę skończyłem czytać Przeciw biesom i infamisom Józefa Hena. Opowieść dzieje się w tych samych czasach, a język jest wspaniały. U Kulsa wygląda to, jakby autor coś tam znał, ale bał się tego użyć. Więc brzmi to wszystko raczej sztucznie.

Trzecia kwestia, która bardzo, ale to bardzo rzuca się w oczy, to literówki. Znaczy, mam nadzieję, że to literówki, a nie błędy. Raz jest Upsla, raz Upsala, raz Uppsala. Raz jest riksdag, raz rigsdag. Nie bluzgnęła ogniem, a bluznęła ogniem.

Król nie nazywał się Adolf Gustaw, tylko Gustaw Adolf. Jest literówka w nazwisku kanclerza Szwecji, czyli Axla Oxenstierny… na tylnej okładce (na studiach na egzaminie miałem pytanie właśnie o reformy Oxenstierny i Gustawa Adolfa i dzięki tej odpowiedzi dostałem 5 z egzaminu i tym samym przegrałem czekoladę w zakładzie, ale też mam przez to pewien sentyment do tego zagadnienia).

Nie rozumiem też wątku wojny o niepodległość Niderlandów. Wiem, że dzieje się w tym samym czasie, ale zupełnie nie przekłada się na wydarzenia opisane w książce. Jest, bo jest, ale nie ma związku z fabułą.

Summa summarum

Nie chcę używać mocnych słów, więc zamiast zmarnowany potencjał powiem niewykorzystany. Zapowiadało się nieźle, miały być wichry historii, a jest flauta. I zanim statek popłynie szukać nowych światów niech odwiedzi suchy dok i dokona niezbędnych napraw.


Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 2,5/6
Jakub Łukasiński


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.