Kumbria to hrabstwo ceremonialne, a więc nie mające realnego znaczenia administracyjnego, w regionie North Wesr England. Podstawą tamtejszej gospodarki jest hodowla owiec, więc nie zdziwi nikogo fakt, że był to region najbardziej dotknięty epidemią pryszczycy w 2001 r. Według danych z Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej w Kumbrii zastosowano 3 km strefę uboju prewencyjnego, która pochłonęła wydatki rzędu 112,3 mln euro. Wybito olbrzymie stada, które były podstawą egzystencji wielu rodzin. To właśnie te wydarzenia stały się kanwą powieści Scotta Prestona Pożyczone wzgórza.
Western, ale zamiast koniokradów – owcokradzi
Życie mieszkańców Kumbrii kręci się wokół owiec: wypas, wykot, karmienie, wypędzanie i przepędzanie stad, oporządzanie, strzyżenie i krzyżowanie najlepszych – to zamknięte koło, w którym się poruszają. Można powiedzieć, że ich życie jest monotonne tak samo, jak hodowanych zwierząt. Można więc sobie wyobrazić, jak wielkim dla nich ciosem jest konieczność wybicia wszystkich zwierząt z powodu epidemii pryszczycy. Na ich farmy zajeżdżają samochody z policją i wojskiem – symbolami przychodzącej z zewnątrz opresyjności oraz obcości.
Reakcje są różne. Jedni jak Syeve i jego ojciec poddają się zarządzeniom władzy i patrzą, jak wojsko masakruje ich stado. Drudzy, jak William, sami mordują swoje zwierzęta, a część z nich próbują ukryć poza zasięgiem obcych. Jednak i ta metoda nie zdaje egzaminu. Ale rodzi się coś więcej skomplikowana relacja zależności (choć niektórzy powiedzieliby, że to jakiś chory układ) pomiędzy Williamem i Steve’em, która doprowadzi do kolejnej tragedii. Steve zostanie wplątany przez swojego znajomego w kradzież owiec na południu, a krwi, błota, ciosów, ran, trupów, trucheł, strzelającej bądź sieczącej broni będzie coraz więcej i więcej.
Fajtłapa, mafioso, handlarz narkotykami – wszystko to przegrywy
Atmosfera w recenzowanej pozycji jest bardzo duszna, przytłaczająca i można powiedzieć, że unieruchamiająca, jak mokradło albo dobrze wymierzony cios. Czytelnik jest jak bohaterowie, o których czyta – za nic nie mogą opuścić miejsca, z którego bardzo łatwo wyjechać. Tak samo, jak łatwo uwolnić się od tej książki. Wystarczy ją zamknąć i wrzucić na dowolną półkę. Jednak nie sposób tego zrobić. W niewolniczy wręcz sposób śledzi się losy Steve, który właściwie jest takim ciołkiem, że aż nie można mu współczuć i najchętniej samemu by się go zrzuciło z jakiejś skały. Jednak pozostała część ferajny nie jest lepsza. W sumie każdy z nich, nawet bogaty mafioso i handlarz narkotykami są takim Steve’em – jednym wielkim przegrywem.
Scott Preston opowiada o pokoleniu, któremu nikt nie dał ciepła, które nie mogło zaufać, bo nikt nigdy mu na to nie pozwolił. O ojcach oraz synach, którzy po prostu mieszkają pod jednym dachem i nie rozmawiają z sobą ponad to co dotyczy pracy. W przepięknych okolicznościach przyrody tracą kolejne całe kości, zęby, fragmenty duszy i sens życia. I chyba to jest sens tej powieści: opowiedzieć o kanaliach, które tak naprawdę pragną ciepła oraz zrozumienia, ale utknęły w chocholim tańcu pokoleń. Pod tymi ich twardymi skórami i oczami, w których czai się mord, pulsują niewyrażone emocje i uczucia – pragnienie ciepła oraz stabilności.
Czy warto?
Pożyczone wzgórza Scotta Prestona to książka, która umęczy i skatuje duszę czytelnika. Równocześnie nie pozwoli mu porzucić czytania. Będzie jak ta owca podążał za przewodnikiem w głąb dusznej narracji. Choć to debiut i wiele rozwiązań fabularnych, które mocno naruszają klasyczne ustrukturyzowanie nie chciałabym, aby autor zmienił w niej choć przecinek. Bo tutaj od fabuły ważniejszy jest literacki obraz, który przez wiele dni utrzymuje się pod powiekami.
Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka