Jurgen Thorwald, Stulecie detektywów
Krew, trucizny, odciski palców, łuski, sekcje zwłok i ludzie. „Stulecie detektywów” Jürgena Thorwalda wraca do momentu, gdy nowoczesna kryminalistyka dopiero wyrywała sobie miejsce przy stole. I robiła to w świecie, który bardzo chętnie wierzył świadkom, pozorom oraz wygodnym kłamstwom.
Jürgen Thorwald znany jest z popularnonaukowych opowieści o historii medycyny, chirurgii i kryminalistyki. W „Stuleciu detektywów” bierze na warsztat narodziny metod, które dziś brzmią niemal banalnie: daktyloskopia, fotografia kryminalistyczna, toksykologia, medycyna sądowa, balistyka. Banalnie brzmią dopiero z perspektywy świata, w którym seriale true crime zrobiły z laboratorium miejsce niemal magiczne.
Ciało, trucizna, pocisk, ślad palca, zdjęcie miejsca zdarzenia: wszystko zaczyna mówić. Problem w tym, że ktoś musiał jeszcze przekonać sądy, policję i opinię publiczną, że te głosy mają znaczenie.
„Stulecie detektywów” pokazuje kryminalistykę jako opowieść o uporze, błędach i przełomach, a nie katalog efektownych metod śledczych. Thorwald prowadzi czytelnika przez świat, w którym prawda dopiero uczyła się zostawiać ślady możliwe do udowodnienia.
Dobra książka dla fanów true crime, ale z jednym haczykiem
Mimo jego biografii, bardzo cenię styl Thorwalda, wartość merytoryczną i sposób prowadzenia Ale książka bywa też trudniejsza w odbiorze, miejscami szczegółowa, chwilami może nużyć nadmiarem nazwisk i technicznych wątków. :ektura świetna, ale nie dla czytelnika, który chce wyłącznie szybkiego i efektownego finału.
Thorwald idzie w mechanizm. Pokazuje, jak poszczególne odkrycia zaczynały pracować w realnych sprawach. Rozwój kryminalistyki nie wygląda jak akademicka tabela wynalazków, lecz jak seria brutalnych konfrontacji z ludzką pomysłowością w zadawaniu śmierci. Truciciele, mordercy zmieniający nazwiska, przemoc ukryta pod pozorem wypadku, ślady lekceważone przez śledczych – ten materiał sam niesie napięcie.
Historia kryminalistyki sama w sobie ma energię dobrego kryminału, bo za każdą metodą stoi konkretna sprawa, konkretna ofiara i konkretna granica ludzkiej niewiedzy.
Czy warto czytać „Stulecie detektywów”?
Warto, szczególnie jeśli interesuje Cię true crime, historia nauki, medycyna sądowa albo mechanizmy dochodzenia do prawdy. Warto także wtedy, gdy kryminały zaczynają Cię już męczyć, bo fikcja często robi za dużo hałasu, a prawdziwa historia metod śledczych ma większy ciężar.
Trzeba tylko wiedzieć, po co się sięga. „Stulecie detektywów” to nie lekka książka do przekartkowania między kawą a telefonem. Raczej solidna opowieść popularnonaukowa, która wymaga uwagi. Jeśli ktoś lubi książki, które tłumaczą, skąd wzięły się rzeczy dziś uznawane za oczywiste, Thorwald powinien odpowiednim wyborem.
I jeszcze jedno: przy dzisiejszej modzie na true crime ta książka może czytać się zaskakująco świeżo. Otrzymujemy historię narzędzi, które zaczęły odbierać zbrodniarzom komfort bezkarności.
Wydawnictwo Znak
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska