Czasy fin de siècle nie wszędzie były dekadenckie czy złote. Na Pomorzu Gdańskim działalność Komisji Kolonizacyjnej spędzała sen z powiek wielu właścicielom małych majątków – szczególnie, gdy nie mogli poszczycić się męskim potomkiem. Kolejne mniej lub bardziej zawoalowane groźby kierowane pod adresem polskich posesjonatów powodowały, że dla własnego spokoju sprzedawali oni ojcowiznę i przenosili się do miast. W takich właśnie okolicznościach Antonina próbuje opierać się nadciągającej dziejowej zawierusze i utrzymać Raduniewo. Czy jej się to uda można przekonać się podczas lektury pierwszego tomu cyklu Na Pomorzu. Zanim wróci echo win Marleny Wittstock.
Antonina, Ignacy, Friedrich
Wychowywali się razem: Antonina, Ignacy i Friedrich. Z czasem dziecięca zażyłość przekształciła się w miłość pomiędzy Niną i Ignacym. Miało być pięknie: wszystko do ślubu przygotowane, a potem wspólne sielskie życie nad brzegami Raduni. Jednak niedoszły pan młody zginął w dość tajemniczych okolicznościach dzień przed zaślubinami. Kobiecie nie pozostało nic innego, jak oddać się żałobie i skupić się na przetrwaniu rodzinnego majątku. Niespokojne czasy powodują, że wychodzi za mąż z rozsądku – za drugiego z przyjaciół. Niemieckie nazwisko ma dać jej pewność, że Raduniewo przetrwa. Jednak zamiast wytchnienia dziejowa burza przyniesie lęk, stratę, znój oraz odsłoni rodzinne tajemnice.
Właściwie całość opowieści prowadzona jest przez dwie siostry: Antoninę zwaną Niną oraz dość postrzeloną Matyldę, której marzeniem jest wyzwolenie się z opresyjnego panowania mężczyzn i życie własnym życiem. Trzecią narratorką jest Rozalia – służąca w majątku, która od małego wychowywała się razem z panienkami. Mężczyźni w ich życiu tych kobiet przychodzą i odchodzą – dając więcej bólu i rozczarowania niż miłości i oparcia. Muszą być silne: Nina i Rozalia niejako z musu, a Matylda z wyboru.
I choć w tle opowieści znajdują narastające konflikty narodowościowe i Wielka Wojna, to jednak wydarzenia historyczne nie grają pierwszych skrzypiec. Owszem, zaważają na losach głównych bohaterek, jednak nie na tyle, aby przyćmić pewną intymność opowieści. Narracja skupia się na emocjach, więziach międzyludzkich, atmosferze oraz trudnościach w przeprowadzeniu majątku „suchą stopą” przez wojnę i piętrzone przez nie trudności.
Jak rzeka
Recenzowanej pozycji nie sposób odmówić ogromnej dbałości o szczegóły. Choć Raduniewo jest fikcyjnym majątkiem, to został odmalowany w tak plastyczny sposób, że aż trudno uwierzyć, że nie istnieje naprawdę. Nie jest to również powieść mająca aspiracje do bycia awanturniczą. Narracja płynie leniwie jak nurt Raduni, choć – dokładnie tak, jak rzeka – potrafi chwilami porwać czytelnika. Skierowana jest raczej do fanów rodzinnych sag, w których ciężar gatunkowy spoczywa na żeńskich przedstawicielkach rodów. Trudno nie odnieść wrażenia, że mężczyźni pojawiają się niejako z musu w dość sztampowych okolicznościach.
Również bohaterowie nie należą do zaskakujących. Są przewidywalni i dość płascy. Także rodzinna tajemnica i skrywana tragedia nie należą do zbyt skomplikowanych. Ot, historia, która mogła się wydarzyć w dowolnym majątku ziemskim pod dowolną szerokością geograficzną. Nie do końca dobrze to koresponduje z wysiłkiem, jaki autorka włożyła w wierność opisom historycznym oraz przyrodniczym. Chyba wolałabym mniej pięknie odmalowane Raduniewo, a bardziej krwistych bohaterów. Bo nawet jeśli ktokolwiek z nich decyduje się na bunt jest on płaski, bez wyrazu oraz tyle już razy ograny w literaturze.
Czy warto?
Zanim wróci echo win oraz cykl, który rozpoczyna niewątpliwie znajdą swoich gorących zwolenników. Bo i nie jest to lektura, która krzywdzi czytelnika – wręcz przeciwnie. Pomimo swojej sztampowości i przewidywalność potrafi oderwać od codzienności i zapewnić rozrywkę. A, że na jeden wieczór – nic nie szkodzi.
Wydawnictwo Szara Godzina
Ocena recenzenta: 4/6
Daria Czarnecka