Nina Zawadzka, Za twoim śladem

Co w stanie jest znieść jest zakochana kobieta? Ile cierpienia, przemocy i bezduszności musi ją spotkać, aby odebrać jej to najpiękniejsze z ludzkich uczuć? Ile strachu, gniewu i bezsilności może unieść osoba, rzucona w tryby potwora wojny, który nie zna litości? A wreszcie, co w trakcie podróży przez komunistyczne piekło odkryje główna bohaterka? Na te pytania odpowiedź da Wam nowa powieść Niny Zawadzkiej pod tytułem „Za twoim śladem”.

Nina niezłomna

Główną postacią powieści Niny Zawadzkiej jest niejaka Liliana = kobieta, która dopiero co weszła w dorosłe życie i doznała już pierwszych romantycznych porywów serca. I wtedy, jakby nieoczekiwanie,  wybucha II wojna światowa, która wszystko wywraca do góry nogami.

Nie mając większego wyboru, Lilka staje w szeregi konspiracyjnych organizacji, a jej tropem podąża bezwzględny funkcjonariusz NKWD, Nikita Nazarow, jej dawny absztyfikant, którego odtrąciła. Nic więc dziwnego, że gdy ją w końcu dopada, stara się wyrównać dawne rachunki. Najpierw ją torturuje, by następnie ją zgwałcić. Koniec końców wysyła ją w dalekie rosyjskie krainy, gdzie ma sczeznąć do reszty. Jedyne, co trzyma ją przy życiu, to wspomnienie miłości do Cypriana.

Powieść Niny Zawadzkiej porusza. Opisy tortur, nawet jeśli w formie niedopowiedzeń, chciałoby się napisać, że wymyślnych, ale to byłaby nieprawda, łamią serce. To, co zafundował Lilce mężczyzna, który starał się o jej względy, przytłacza. Tym bardziej, że to dzika, niemalże bakchiczna furia – która nie zna granic, nie zna litości i nie można jej nasycić. A przecież Autorka oszczędziła nam najdramatyczniejszych opisów. I tak człowiek zaczyna się zastanawiać, jak traktowano kobiety w komunistycznych katowniach. Aż strach pomyśleć, strach poczuć. Niestety, prawda bywa jeszcze brutalniejsza…

Na przeciwległym krańcu są wspomnienia naszej bohaterki, która w chwilach wytchnienia od bólu i upokorzeń, spędza z ukochanym – choć tylko w myślach. Ta tęsknota za niespełnioną miłością, poszukiwanie tego, czego nie da się uchwycić porusza. Przemyślenia, które pojawiają się w trakcie kolejnych życiowych klęsk i traum wszystko to, co piękne, idylliczne – niweczą. Koniec końców, Liliana znajduje miłość u boku innego, Przemka, wraz z którym udaje się jej uciec z rąk stalinowskich oprawców.

I tutaj mam zagwozdkę. Nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego ta pierwsza miłość, tak hołubiona, zajmuje tyle miejsca w powieści, skoro ostatecznie wygrywa miłość przyziemna, można by powiedzieć, że zdroworozsądkowa. Czy nasze marzenia o miłości są samoistnym oszukiwaniem się? A może uczucie wyimaginowane, subtelne w starciu z prawdziwą namiętnością, potrzebą bliskości drugiego człowieka jest nam bardziej potrzebne do życia? Jak z tego wybrnąć?

Inne płaszczyzny powieści

Autorka ciekawie oprowadza nas po zawiłościach życia w dalekich stepach Kazachstanu, dokąd bardzo często zsyłano polskich jeńców wojennych. Warunki życia były – uwłaczające (tak, to jest eufemizm), a do tego kazano im ciężko pracować na potrzeby sowieckiej machiny wojennej. A mimo to Polacy starali się nawzajem sobie pomagać – słowem, czynem, nauką, jedzeniem tak ciężko zdobywanym. W tym świecie beznadziei, Polacy starali się zachować ostatki swej tożsamości, naszej narodowej dumy i człowieczeństwa. Nie wszystkim się to udało, ale to już zupełnie inna historia…

Aż tu nagle, aż tu nareszcie zaświtała iskierka nadziei, gdy generał Sikorski zawarł ze Stalinem porozumienie, na mocy którego miano uwolnić Polaków, by stworzyć z nich nową armię. Ale przecież droga do wolności, wiązała się z kolejnymi cierpieniami – głodem, strachem, beznadzieją. Droga ocalonych z Środkowego Wschodu do Włoch nadal mają swoją wagę, której nie da się przecenić. Ale nie o tym nie będę akurat pisał.

Mnie ciekawi coś innego. Długo zastanawiałem się nad ostatnimi epizodami powieści. Z jednej strony dziwiło mnie, dlaczego w tak dramatycznych chwilach, jakimi były walki o Monte Cassino, głównym wątkiem, przyćmiewającym tę batalię, stały się opisy namiętności, która połączyła Lilianę i Przemka.

Ale po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że rozumiem ten wybór. Skoro przez przeważającą część powieści, tym, co trzymało naszą bohaterkę przy życiu była miłość, nie zważająca na kolejne trudności, to czemu sam koniec nie miałby należeć też do miłości, nie zważającej na śmierć tylu ludzi w czasie brutalnej bitwy. Bo koniec końców – tym, co najcenniejsze to właśnie miłość. Co tam ból, cierpienie, śmierć. Tylko dla niej warto żyć, tylko dla niej warto igrać z losem. Wreszcie – tylko ona czyni nas tym, czym jesteśmy. Bez niej jest tylko dzika bestia.

Podsumowanie

Powieść jest wciągająca choć potrzebuje nieco czasu, aby skraść nasze serce. Nie wszystko mi się spodobało – zakończenie było za szybkie, jakby koniec już nie miał znaczenia. Ale ogólnie rzecz biorąc – książka była ciekawa i przejmująca. Ciekaw jestem waszych opinii. W każdym razie – polecam na coraz chłodniejsze późnoletnie wieczory. Książka zawiera się na 400 stronach.


Wydawnictwo Filia

Ryszard Hałas

Czytaj również:

Comments are closed.