Krzysztof Konopka, Hedvigis. Dziedziczka królestwa
Beletrystyki historycznej czytam faktycznie sporo i chętnie. Patrząc na swoją półkę, a właściwie półki (a tak naprawdę kostki, bo mam regały modułowe), zauważam, że najwięcej ilościowo książek osadzonych jest w czasach starożytnych. Epok późniejszych mam znacznie mniej, zatem opowieść Hedvigis, o Jadwidze, królu Polski, zainteresowała mnie od razu. Zacznijmy od Hedvigis. Dziedziczka królestwa, pierwszego tomu trylogii.
Krzysztof Konopka jest młodym pisarzem i oprócz trylogii o Jadwidze napisał wcześniej również trzytomową opowieść dla dzieci.
O czym jest Hedvigis. Dziedziczka królestwa?
Hedvigis. Dziedziczka królestwa, to pierwszy tom trylogii wydanej przez Novae Res w 2021 roku. Został osadzony chronologicznie między śmiercią Ludwika Andegawena i rokiem 1385, zaś geograficznie akcja dzieje się głównie w Królestwie Polskim i na Węgrzech, z miejscowymi wtrętami z Neapolu, Bośni, Brandenburgii i Francji.
Opisane są najpierw wydarzenia od śmierci Ludwika Andegawena i konsekwencji, jakie ona przyniosła dla dwóch królestw. Później przychodzi koronacja Marii na króla Węgier, problemy z wysłaniem Jadwigi do Krakowa i wreszcie pierwsze miesiące jej rządów, jako króla Polski.
Mamy trzy główne bohaterki – Elżbietę Bośniaczkę, wdowę po Ludwiku, królową węgierską i jej dwie córki, starszą Marię osadzoną na tronie w Budzie i młodszą, Jadwigę, której przedstawiać nie trzeba. Poza tym mnóstwo postaci drugoplanowych, przede wszystkim Wilhelm Habsburg i Zygmunt Luksemburczyk. Przewijają się też panowie krakowscy, czy szerzej panowie polscy, chociaż zaledwie kilku z nich opisanych jest z imienia.
Hedvigis. Dziedziczka królestwa – struktura książki
Książka wydana jest przez Novae Res w formacie bardzo podręcznym, zmieści się nawet w małej torebce. Okładka jest miękka ze skrzydełkami, papier matowy. Rozdziały podzielone są na mniejsze kawałki, ale ze względu na wszystko, co napiszę poniżej, nie czyta się tego ani szybko, ani sprawnie.
Język
Pierwsze od czego muszę zacząć, to dialogi. Brzmią kiepsko i, momentami, niemal infantylnie. Dorośli mówią jak dzieci, dzieci nie mówią jak dzieci. Lękam się, matko powiedziane przez nastoletnią dziewczynę nie raz, a kilka razy, jest tylko jednym z przykładów.
Rozumiem, że akcja dzieje się w Europie XIV wieku, formalnie ludzie ci rozmawiają w różnych językach i są też w różnym wieku, ale źle się to czyta. Poza tym, kiedy na początku książki akcja dzieje się na Węgrzech, bohaterowie rozmawiają niestylizowanym językiem. A od kiedy trafimy na ziemie polskie, już dialogi są stylizowane na staropolski. I potem już wszystkie są stylizowane.
Dużo czasu mi zajęło, żebym zrozumiał gdzie widziałem takie rozmowy. Otóż u Kajka i Kokosza. Tylko u Christy był to element całości od początku do końca i pasowało do konwencji, u Konopki razi. Albo inny przykład. Możny – Sędziwoju, z czym przybywasz? Sędziwój – A chcesz w pysk? A, i nie jest powiedziane jakim językiem, czy jakimi językami, bohaterowie ze sobą rozmawiają.
Logika
Kolejna rzecz – polityka. Niestety, mam wrażenie, że tę prowadzą i opisują dzieci. Dosłownie. Scena w kościele. Część możnych ma udzielić poparcia Siemowitowi, który chciał zdobyć tron krakowski. Mnóstwo ludzi, przynajmniej jeden biskup (nie są opisani, więc wiem tylko o jednym biskupie), który mówi – Będziesz królem. Tłum odpowiada – Będziesz królem. Wchodzi urzędnik – Przysięgaliście komuś innemu. Wszyscy – Przysięgaliśmy. Biskup – Nie będziesz królem. Przegraliśmy. Siemowit – Czy nie lśniłem jak król? Biskup – Lśniłeś. Będziesz królem.
Cała scena zajmuje mniej więcej tyle samo miejsca i są to prawie dokładne cytaty.
W innym miejscu Siemowit chce wjechać do Krakowa, ale niezauważony przez garnizon, więc bierze ze sobą tylko pięciuset chłopa. Dodatkowo, żeby żołnierze go nie rozpoznali, miał ukryć się wśród swoich i dla niepoznaki zdobył się na wielkie poświęcenie (serio, to nie ja wymyśliłem, tylko autentycznie tak stoi w tekście) i odpina bogaty płaszcz. Wszyscy (we wsi) wiedzą, że Siemowit nadciąga, ale to absolutnie wszyscy, włącznie z odźwiernym przy bramie, a ten wielce zdziwiony, że mu się fortel zmyślny nie udał. A taki był ładny ten plan, amerykański. Szkoda.
Hedvigis. Dziedziczka królestwa – recenzja i ocena
Początek książki jest wręcz rozszlochany przez dzieci. I ich matkę. Wszystkie cały czas płaczą, szlochają, ocierają łzy, a w oczach tyle smutku. Próba uspokojenia dzieci przez matkę – Nie bójcie się, dziewczynki. Na pewno zadziałało. I w sumie płacz towarzyszy czytelnikowi przez całą książkę. Co kilka stron ktoś, a w zasadzie jakaś kobieta (gdyż do chóru płaczących Jadwigi, Marii i Elżbiety, dołączają dwórki tej pierwszej) płacze albo szlocha.
Nie wiem, jak udało się to autorowi osiągnąć, ale spore fragmenty książki brzmią jak podręczniki czy, ogólnie, opracowania tematyczne. Słowo daję, i to całe akapity. W sierpniu wojska węgierskie przekroczyły granicę polską, jednocześnie trwały walki Grzymalitów z Nałęczami, Bodzanta się miotał w tym czasie. Dziwnie mi to brzmi.
Szwankuje konsekwencja. Jedne wydarzenia są datowane i umiejscowione, inne nie i czasem ciężko złapać wątek. Po drugie, czasem Ludwik Walezjusz pisany jest jako Louis de Valois, a czasem Louis Walezjusz. Jego brat, to zawsze Charles. Odmiana przez przypadki tego imienia wygląda paskudnie. Kiedy Ludwik zwraca się do brata bezpośrednio, mówi Charlesu. Ja bym to napisał Charlesie. A najlepiej, to spolszczyć i zrobić z nich Ludwika i Karola. Inni bohaterowie zostali właśnie tak potraktowani i zamiast Jogaiły jest Jagiełło, czy stojący na czele poselstwa z Litwy Świdrygiełło.
Brak komentarza
Jeśli czytacie moje recenzje, to wiecie, że jedną z najistotniejszych rzeczy dla mnie w przypadku beletrystyki historycznej są źródła, komentarze, bibliografia i klarowna informacja od autora co zmyślił, a co nie. Piętnuję ich brak.
I tu muszę znów to zrobić. Nie ma ani słowa, a Konopka wplata rzeczy, które bardzo rzucają się w oczy i przydało by się, żeby to wyjaśnić. Takim dobrym przykładem jest tzw. siostrzany węzeł (inna sprawa, że to jak Elżbieta to wymyśliła i zakomunikowała. kwalifikuje się na osobny akapit tej recenzji, ale o polityce i sposobie jej przedstawiania już mówiłem, więc nie będę się powtarzał), czyli układ o przeżycie.
Jeśli jedna siostra umrze bezpotomnie, to druga odziedziczy jej królestwo. Same porozumienia nie są czymś niespotykanym, ale o układzie w tej konfiguracji nie słyszałem i rad bym wiedzieć, skąd to pochodzi.
Jest też kwestia pielgrzymki nowego króla Polski na Skałkę na dzień przed koronacją. O ile wiem, tradycja ta zaczęła się dopiero w trzecim pokoleniu Jagiellonów. Wiem, że Długosz pisał, że Łokietek pielgrzymował, ale nie mam informacji, żeby jego następcy do Aleksandra też to robili. Może autor ma dokumenty, które mogą potwierdzić jego opis. Może, nie wiem. Nie ma komentarza.
Jest opisane spotkanie Wilhelma Habsburga i Jadwigi u franciszkanów. W wielu opracowaniach, które czytałem, te schadzki były tajne. U Konopki spotkanie w świetle reflektorów, wszyscy wiedzą i wszyscy widzą. I znów by się przypis przydał.
O tym, że Jadwiga oddzielona od Wilhelma waliła siekierą, czy toporem, w drewniane wrota słyszałem z wielu miejsc, i tym samym nie są to zawsze te same drzwi, więc też przypis nie zaszkodzi.
Jest legenda o modlitwie Jadwigi pod tzw. Czarnym Krzyżem, podczas której Jezus miał jej wydać polecenie wyjścia za Jagiełłę. I właśnie, niektórzy wiedzą, że to legenda. W tym wszystkim brak jakichkolwiek ilustracji i map, i wspomnę o tym tylko jednym zdaniem.
Plus
Żeby nie było, że tylko krytykuję. Książka ma jedną, naprawdę fajną rzecz – pomysł. To naprawdę dobrze, że autor wziął na warsztat akurat ten okres. W powszechnej świadomości Jadwiga stale była żoną Jagiełły i królową (sic!) Polski. A mało kto pamięta, skąd się na naszym tronie wzięła, więc naprawdę duży plus za wybór tematu. Niestety, na tym plusy się kończą.
Sumując całość, czyta się to słabo i z trudem. Dobry pomysł nie wystarczy, żeby książka była dobra. Tu jest tylko pomysł, bo wykonanie już kiepskie. Fabuła nie wciąga, bohaterki przede wszystkim płaczą i lękają się (nie boją, lękają), bohaterowie męscy albo nieudolnie i bardzo nieumiejętnie walczą o władzę, albo zachowują się jak dzieci, którym ktoś zabrał zabawki.
Przede mną dwa kolejne tomy. Ale, szczerze mówiąc, nie czuję, żeby miało być lepiej. Może się zdziwię.
Wydawnictwo Novae Res
Ocena recenzenta: 2,5/6
Jakub Łukasiński