Różne barwy historiografi okładka

Różne barwy historiografii |Recenzja

Praca zbiorowa, Różne barwy historiografii. Księga z okazji jubileuszu 65. urodzin profesora Jerzego Maronia

Głównym bohaterem książki Różne barwy historiografii jest profesor Jerzy Maroń, znany polski historyk zajmujący się historią nowożytną oraz historią wojskowości. Ten znany historyk, pracuje na Uniwersytecie Wrocławskim.

Z jego prac miałem możliwość przeczytania – Legnica 1241 oraz Wojna trzydziestoletnia na Śląsku. Aspekty militarne. Większość publikacji profesora Maronia pozostała dla mnie nie znana. Wydaje mi się nawet, że raz byłem na jego gościnnym wykładzie na Uniwersytecie Śląskim. Cała reszta publikacji, które zostały wymienione na początku książki, są mi albo nie znane, albo trudno dostępne. Tym bardziej przekonałem się, że ta praca skierowana jest dla kadry profesorskiej niż przeciętnego zjadacza chleba.

W ramach upamiętnienia jego osiągnięć naukowych i życiowych, Wydawnictwo Księgarnia Akademicka pochyliło się nad stworzeniem publikacji nawiązującej do zakresu zainteresowań tego historyka. Jak się szybko okazało, zakres ten jest spory, ale niestety, jak dla mnie, jest zbyt skomplikowany. Niestety nie posiadam należytej bazy naukowej, aby móc wypowiadać się w miarę sensownie o czymś, co jest dla mnie czarną magią.

W książce znajdziemy dziewiętnaście krótkich artykułów z zakresu nauk historycznych. Znajdziemy w niej teksty dotyczące czasów polskiego średniowiecza, na czasach współczesnych kończąc. Można pokusić się o tezę, że zdecydowana większość tych prac dotyka problematyki ziem śląskich jako takich.

Wśród zebranych w tej publikacji prac, wymienić można następujących autorów:

  • Marka Cetwińskiego – „Bitwa, której nie było”. Psie Pole i Krzywousty w oczach Jana Długosza (na marginesie twórczości Jubilata);
  • Pawła Babija – Motyw uzbrojenia na najstarszych pieczęciach rycerskich zachowanych w zasobie Archiwum Państwowego we Wrocławiu;
  • Rościsława Żerelika – „Lang Rohr, Seittenwehr, Spieß…” Uzbrojenie poddanych klasztoru cysterek trzebnickich w świetle musterungu z 2 września 1594 roku. Ujęcie statystyczne; Tutaj nieco się zdziwiłem, bowiem nie przyszło mi do głowy, że mniszki z ziem polskich potrzebowały własnego „oddziału” zbrojnych. Jak się okazało, potrzebowały i to z kilku ważnych powodów. Ale o tym musicie przekonać się sami.
  • Daniela Wojtuckiego – „Zums Maul einen stein und unter den Zunge einen Heller legen” – wierzenia w szkodliwą aktywność zmarłych na Śląsku na przykładzie wydarzeń z 1595 roku z Witkowa koło Kamiennej Góry; To jeden z najciekawszych tekstów tej publikacji. Odrobina grozy, cudowności i historii najwyższej klasy. Czytałem go z wypiekami na policzkach, bo dowiedziałem się czegoś nowego, czegoś co uzupełniło moją wiedzę odnośnie kultu „demonów” na Śląsku. Mój pradziadek opowiadał podobne historie, tym bardziej miło było przekonać się, co w jakimś stopniu było ich źródłem.
  • Andrzeja Olejniczaka – Polacy w Regiment de la Tour d’Auvergne (1 Pułku Cudzoziemskim) armii napoleońskiej w latach 1806-1815; coś dla pasjonatów epoki napoleońskiej o lokalnym zabarwieniu.
  • czy Andrzeja Paściaka – Wspomnienia z misji ONZ MONUA w Angoli (Saurimo, 19 maja – 7 września 1998).

Co sądzę o publikacji Różne barwy historiografii?

Muszę przyznać, że nie wszystkie artykuły mnie zainteresowały. Wolałbym raczej spójną publikację, połączoną jakimś wspólnym motywem. Tak ogromny rozrzut, zwłaszcza pod względem czasoprzestrzennym, powoduje pewne rozdwojenie, niemożność skupienia się. Choć rozumiem zamysł publikacji, i w miarę udane trzymanie się aspektu militarnego, to jednak jestem zwolennikiem bardziej jednorodnych prac historycznych.

Mnie najbardziej spodobał się tekst o pochodzeniu przydomku „Krzywousty” i ocena, głównie z perspektywy czeskiej, postawy moralnej i historycznej tego polskiego księcia. Marek Cetwiński oprowadza nas po tajemnicach Bolesława Krzywoustego. Jak zdają się sugerować źródła spoza Polski, książę był człowiekiem ogromnie niesłownym. Jego amoralność, niedotrzymywanie umów stały się wręcz przysłowiowe. Tylko dla większej chwały „Królestwa” jego wada moralna została przemieniona w wadę fizyczną.

No cóż – nie po raz pierwszy kronikarze starali się „naprawić” nasze dzieje. Ciekawy był również wątek bitwy widmo – bitwy na Psim Polu, która nie miała racji bytu. A przecież uczymy się o niej na lekcjach historii! To szokujące, jak wiele w naszych dziejach jest przekłamań, nadinterpretacji i wazeliniarstwa. Fajnie, że ktoś stara się oczyścić naszą historię z zwykłej konfabulacji.

Ilość nie zawsze przekłada się w jakość

Jakoś tekstów jest różna. Jedne są trudne, wymagające ogromnego skupienia. Inne zaś są lekkie, ale nie zawsze interesujące. Być może, gdybym sam był bohaterem danego wydarzenia, jak wspomnienia z misji w Angoli, czułbym się bardziej zaciekawiony. Rzeczony kraj daleko wybiega poza zakres moich zainteresowań, a Autor, przynajmniej w moim odczuciu, stara się być „wesoły”  i „nonszalancki” na siłę. Ja zwyczajnie miałbym „pietra”. Przy czym używa języka nazbyt wyszukanego, jak na opis własnych przeżyć.

Jak dla mnie książka jest trudna, i poza drobnymi wyjątkami, czyta się ją ciężko. Miałem problem ze skupieniem uwagi na tym, co czytam. Co chwilę przysypiałem, bo język, w jakim pisano te teksty, jest silnie nacechowany „naukowością”. To zdecydowanie pozycja skierowana dla innych historyków, a nie zwykłego czytelnika. Trochę szkoda, bo kilka tekstów ma potencjał i z pewnością zagłębiłbym się poszukiwaniu szerszego rozwinięcia tematu.

Sięgając po tę książkę liczyłem, że jak sugeruje tytuł „Różne barwy historiografii” będę miał możliwość zapoznania się z niuansami warsztatu kilkunastu historyków. Tak się jednak nie stało. Z tego względu czuję się ogromnie zawiedziony. Najmocniej przepraszam, ale ta książka nie trafiła do mnie. Nie wciągnęła, nie pobudziła mojego zmysłu poszukiwacza wiedzy.


Wydawnictwo Księgarnia Akademicka
Ocena recenzenta: 4/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Księgarnia Akademicka.

Comments are closed.