Katarzyna Maludy, Małżeńskie więzi
Małżeństwo, które miało być spełnieniem marzeń, okazuje się początkiem tragicznych wydarzeń, a decyzje podejmowane z miłości mogą prowadzić do dramatycznych konsekwencji. W takim świecie żyje Zofia Boratyńska, której życie w XIX-wiecznej Polsce przypomina grę wciąż stawiającą ją przed wyborem: przetrwać czy zaryzykować? Książka Małżeńskie więzi Katarzyny Maludy wciąga w wir emocji, pokazując, jak trudne bywają wybory, które zmieniają bieg życia, nie zawsze zgodnie z oczekiwaniami.
Ślub i wesele to dla wielu najpiękniejsze chwile w życiu, poprzedzone wyczerpującymi, lecz zarazem niezwykle ekscytującymi przygotowaniami. Welon, biała suknia, elegancki garnitur, piękna pogoda i szczęśliwi goście – czego chcieć więcej?
Dziś, gdy małżeństwa nie są już aranżowane, młodych do ołtarza zazwyczaj prowadzi uczucie – a przynajmniej tak powinno być. Jak jest naprawdę, wiedzą tylko oni. W XIX wieku rzeczywistość wyglądała inaczej. Kobieta wciąż pozostawała zależna od mężczyzny pod wieloma względami, a idea emancypacji dopiero zaczynała kiełkować. Nietrudno więc było popełnić błąd, którego konsekwencje okazywały się później niemal niemożliwe do odwrócenia.
„I ślubuję Ci…”
Tak współcześnie brzmi fragment przysięgi małżeńskiej. W czasach, w których rozgrywa się akcja powieści, pontyfikał przewidywał jednak nieco inną formułę, podkreślającą podporządkowanie żony wobec męża. Od tej chwili to on miał – a przynajmniej powinien mieć- w domu ostateczne i rozstrzygające zdanie w każdej kwestii.
Nie wdając się w szczegóły ani nie generalizując, można jedynie domyślać się, jak taki związek wyglądał za zamkniętymi drzwiami dworu czy mieszkania – zwłaszcza gdy nie było w nim miejsca na porywy serca, a jedynie na kalkulację ekonomiczną lub próbę ratowania rodzinnego majątku.
Dla równowagi warto dodać, że wyobrażenia o małżeństwie były wówczas zupełnie inne niż dziś. Rolą kobiety było rodzenie dzieci i dbanie o dom, zaś obowiązkiem mężczyzny – zapewnienie rodzinie bytu materialnego. Tylko tyle, a może aż tyle. W podobny układ weszła Zofia Boratyńska, pragnąc sprawić umierającej matce odrobinę radości przed śmiercią. Szybko jednak tego pożałowała. Jej wybranek błyskawicznie zrzucił maskę pozorów, ujawniając prawdziwą twarz – pełną wyższości i pogardy. Wyższości wobec własnej małżonki i pogardy wobec wszystkiego, co powinno stanowić istotę małżeństwa.
Słowo się rzekło, a kobyłka już u płotu. Zofia miała dwa wyjścia – albo zaakceptować swoją trudną sytuację, albo znaleźć w sobie dość siły, by to, co przytłaczające i deprymujące, przekuć we własny – jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało – sukces. Taki był plan, lecz jego realizacja nieustannie napotykała na przeszkody, i to nierzadko poważne.
Tylko jej silna wola oraz wrodzony hart ducha, ukształtowany przez liczne przeciwności losu, mogły pomóc jej przetrwać wszystko, co przygotował dla niej los. Od początku wiedziała, że nie może okazać słabości, a jednocześnie nie wolno jej jawnie łamać skostniałych XIX-wiecznych zasad rządzących małżeńską rzeczywistością. Tak czy inaczej, jeden nieostrożny ruch mógł zepchnąć ją na margines życia społecznego i kulturalnego. A na to nie mogła sobie pozwolić – miała zbyt wiele do stracenia i zbyt wiele talentu, by go zmarnować. Co jednak, gdy wszystko sprzysięgło się przeciw niej? No właśnie.
Słaba płeć, a może jednak nie?
Pozostali jej już tylko wierni znajomi i przyjaciele. Wybawieniem z kłopotów, a jednocześnie symbolem nowego początku, miał okazać się niewinnie rozpoczęty romans z inżynierem Felicjanem Żarskim – tak, tak, potomkiem tych samych Żarskich z poprzednich tomów Sagi Warszawskiej.
W ten sposób fabularna opowieść zatacza koło, splatając losy kolejnych pokoleń. Sekretny związek, choć dla obojga staje się długo wyczekiwanym źródłem prawdziwego szczęścia i spełnienia, okazuje się zarazem początkiem tragicznych wydarzeń, które narastają niczym lawina. Przypadek sprawia, że tuż pod kamienicą, w której mieszka pan Żarski, grupa spiskowców dokonuje zamachu na warszawskiego generała-gubernatora.
Represje nadchodzą błyskawicznie – Zofia, odnaleziona na miejscu zdarzenia, zostaje poddana brutalnemu śledztwu, które na zawsze odciśnie piętno na jej psychice. Uznana za winną zamachu na przedstawiciela carskiej władzy, w konsekwencji zostaje skazana na Sybir.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że jej świat właśnie się zawalił. Nic bardziej mylnego. Feliś oraz wierna służąca, której Zofia okazywała wiele serca, postanawiają jej towarzyszyć, choć wcale nie muszą.
Na męża nie ma przecież co liczyć. Podczas całej drogi na miejsce zesłania Zofii nie opuszcza pewnego rodzaju choroba duszy. Co jest jej przyczyną? Seksualne wykorzystanie przez kapitana Wasina w areszcie. Trudno się dziwić, że kobieta znienawidziła własne ciało, a co za tym idzie – także samą siebie.
Mimo to wszystkie trudności znosi z godną podziwu stanowczością, a jej towarzysze robią wszystko, co w ich mocy, by choć trochę jej ulżyć. Jednak prawdziwą walkę musi stoczyć sama ze sobą. To najważniejsze zadanie, jakie przed nią stoi – i udaje jej się je wypełnić. Pobyt w krainie wiecznych mrozów przynosi jej ukojenie, spokój i możliwość spojrzenia na własne życie z dystansu. Paradoksalnie, ma to na nią niemal leczniczy wpływ, choć samo osiedlenie za Uralem nie jest żadną przyjemnością.
Kucie kos i Manifest Rządu Tymczasowego
Małżeńskie więzi toczą się, jak zawsze, dwubiegunowo. Z jednej strony podążamy za Zofią i śledzimy jej losy, a z drugiej czekamy na to, co za chwilę powinno wydarzyć się w całym kraju. Z uwagi na ramy czasowe akcji spodziewamy się wybuchu powstania styczniowego. Wiem, że użyłem w tym miejscu pewnego skrótu myślowego. My już wiemy co się wydarzy i do czego w istocie zmierzają wszystkie demonstracje i patriotyczne pochody, oni (bohaterowie książki), nie mogą mieć o tym pojęcia. W końcu jednak Aleksander Wielopolski zarządza brankę. Powstanie wybucha i trwa z różnym nasileniem przez nieco ponad rok.
Jego dzieje poznajemy poprzez zachowania poszczególnych postaci – zwolenników bądź przeciwników zrywu. Historiograficznie można zauważyć wyraźny podział na „białych” i „czerwonych”. W tym miejscu, wielkie słowa uznania kieruję do pani Katarzyny Maludy, autorki, za świetne zobrazowanie tego wszystkiego, co wiązało się z powstaniem, a także okresem tuż przed nim.
Na kanwie dosłownie kilku podstawowych wydarzeń z jego przebiegu widzimy go w całej swej tragicznej całości. Od chwili wybuchu, pomimo ogromnych wysiłków i nadzwyczajnego zaangażowania, to nie miała prawa się udać.
Niezłomna Warszawa
Podobnie jak w poprzednich częściach, zdecydowana większość akcji Małżeńskich więzi rozgrywa się w Warszawie i jej najbliższej okolicy. W mojej opinii pełni to podwójną rolę. Po pierwsze, co wydaje się niemal oczywiste, jesteśmy w czwartym co do wielkości mieście Imperium Rosyjskiego, a kolejne wydarzenia rozpatrujemy właśnie z tej perspektywy.
Istotne jest więc zachowanie realiów historycznych, które mogły się różnić w zależności od granic państw zaborczych. Po drugie, Warszawa staje się dla czytelników – zwłaszcza tych, którzy znają także poprzednie tomy – stabilnym punktem odniesienia, zmieniającym się na ich oczach, podobnie jak oni sami. Swoją drogą, ciekawe, jak na losy miasta reagują rodowici warszawiacy?
Czy należy poprawiać coś, co jest naprawdę dobre?
Absolutnie nie – jak mówi przysłowie, lepsze jest wrogiem dobrego, a tu zbyt wiele jest do stracenia. Jak zwykle, nie mam żadnych zastrzeżeń ani do meritum, ani do strony technicznej. Wszystko działa tak, jak należy. W porównaniu do poprzednich tomów, ten pełen jest gorzkiego spojrzenia na życie i konsekwencje złych wyborów.
Prawdziwej radości jest w nim niewiele – dominuje za to refleksja oraz poszukiwanie odpowiedzi na liczne egzystencjalne pytania. Małżeńskie więzi to nieco inny klimat, ale i tematyka bliższa współczesnemu odbiorcy, który w pewien sposób może utożsamiać się z losami Zofii i jej najbliższych. Gorąco polecam i zachęcam do lektury!
Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 6/6
Dominik Majczak
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.