ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji

ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji |Recenzja

Alice Lugen, ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji

Strefa 51 to miejsce owiane legendami, które nadal rozbudzają fascynację nie tylko różnej maści fantastów, miłośników sensacji i teorii spiskowych. Śmiało można postawić jednak pytanie – ile tego typu obiektów może istnieć na całym świecie? Znając ludzi – mnóstwo. 38 tego typu obiektów (oficjalnie, w rzeczywistości może być ich więcej) znajdują się na terenie Federacji Rosyjskiej, spadkobierczyni Związku Radzieckiego. W przeciwieństwie jednak do Strefy 51 są to ściśle zamknięte miasta. Zwie się je pod akronimem ZATO. I właśnie o nich jest książka Alice Lugen.

ZATO czyli co?

ZATO to skrót – tak po ludzku – od zamkniętego, wydzielonego administracyjnie terenu bez dostępu osób postronnych. To obiekty lub miasta, do których nikt postronny nie ma dostępu. A i jego mieszkańcy mają ograniczone możliwości, aby go opuścić. Zdarzają się przypadki, że staje się to niemożliwe nawet dla wysoko postawionych funkcjonariuszy Federacji, jak i „dyrektorów” tych ośrodków.

Ich przeznaczeniem było celowe ukrycie przed obcymi (głównie wywiadem), ale i własnymi współobywatelami, tego, co w tych ośrodkach się dzieje. A działo się sporo – to tutaj między innymi raczkował radziecki program jądrowy czy kosmiczny.

To tutaj spotykały się największe umysły ZSRR (a współcześnie Rosji), pracując nad najnowocześniejszymi technikami uzbrojenia, telekomunikacji, programów hackerskich i wszystkiego, co w dzisiejszym świecie może zapewnić władzę. Tak przynajmniej możemy przypuszczać.

Przyznam, że dotychczas nigdy nie słyszałem o tego typu miejscach. Nawet w najśmielszych fantazjach nie przyszło mi do głowy, że można coś takiego stworzyć. Autorka sypie w publikacji całym ogromem informacji – jedne są plotkami, inne zaś mocno okrojonymi relacjami tych, którzy kiedyś tam pracowali. Jednak wszystkie informacje są tak konstruowane, aby kreślić niewyraźne zarysy prawdy. Zresztą władze Rosji dokładają starań, aby skutecznie dementować, ośmieszać lub wprowadzać opinię publiczną w ślepe uliczki. Tak więc – jak jest, tego nie wie nikt. No prawie nikt.

Ogrom uzyskanych informacji jest dla mnie trudny do sprawdzenia. Dlatego początkowo czytałem tę pozycję niczym science fiction. Trochę poszperałem nawet w sieci, aby czegoś więcej się dowiedzieć. I szczerze – jest ciężko, a to co da się znaleźć, nie posiada żadnych odnośników do źródeł albo są one niedostępne. Zresztą mój rosyjski mocno kuleje…

Odrobina historii

Pierwsze obiekty ZATO zaczęły powstawać w 1945 roku. Do ich pracy wysyłano wszelkiej maści przestępców oraz więźniów łagrów. O ile pierwsi stanowili problem, wszak powszechnie się ich bano, o tyle drudzy byli tani w utrzymaniu, dlatego sprowadzano ich setki tysięcy. „Mieszkańców” łagrów można było szybko zastępować, gdy się „zużyli”. A po wykonaniu zadania – wyeliminować, tak aby nie roznieśli żadnych informacji o tajnych obiektach po świecie. Proste, skuteczne, bezwzględne.

Po zakończeniu II wojny światowej Związek Radziecki borykał się z niedostatkiem wszystkiego, więc tajne obiekty wznoszono przy użyciu pracy fizycznej ludzi. Maszyn było niewiele, czasu mało, tym bardziej, że w najlepsze rozkręcał się wyścig zbrojeń z Stanami Zjednoczonymi.

W ZATO mieszkali przede wszystkim naukowcy i żołnierze potrzebni do skutecznego funkcjonowania ośrodków. Problem polegał jednak w tym, że wszyscy skoszarowani byli na niewielkich powierzchniach. Wyobraźcie sobie dziesiątki tysięcy ludzi, którym przysługiwało aż dwa metry pomieszczenia przez kilka lat…

Co gorsza, biorąc pod uwagę, że ZATO były ośrodkami tajnymi, szczególnie ostro inwigilowali tutaj radzieccy szpiedzy i funkcjonariusze KGB. Nic co było za ogrodzeniem, nie mogło przedostać się do świata zewnętrznego. Tak było, i nadal tak się dzieje.

„W miastach zamkniętych dochodziło do swoistej kumulacji kontrwywiadowczej. Realizowano w nich zasadnicze dla zimnej wojny projekty związane z wyścigiem zbrojeń i wyścigiem kosmicznym, dlatego ZATO musiały być chronione nie tylko przed wywiadem innych krajów, ale również przed własnymi obywatelami, prewencyjnie podejrzanymi o chęć zdrady ojczyzny poprzez nawiązanie współpracy z zachodnimi służbami. Wychodzono z założenia, że zdradzić może każdy, a większość o tym marzy i zawzięcie szuka ku temu okazji” (s. 53-54).

A do tego trzeba było obawiać się o własne życie. Bowiem śmierć groziła zewsząd – od strony natury, rządu, współmieszkańców, czy awarii.

„Intuicja podpowiada, że życie  w ZATO było niebezpieczne, ponieważ pracowano ze szkodliwymi materiałami, w sąsiedztwie broni biologicznej lub jądrowej. Na poligonie mogło dojść do nieplanowanej eksplozji, w zakładach – do koszmarnej awarii. To prawda. Ale istniał jeszcze jeden czynnik ryzyka, być może nawet groźniejszy od innych, bo bardziej prawdopodobny. Kontrwywiad, wiszący nad głowami mieszkańców miast zamkniętych jak miecz Damoklesa” (s. 57)

Publikacja Alice Lugen jest niezwykle ciekawa i miejscami szokująca. To niesamowite, jak wiele potrafili (i nadal potrafią) znieść Rosjanie dla chwały swego państwa. Tak samo nieprawdopodobne wydaje się to, że w Rosji można obejść niemal wszystko, jeśli ma się pieniądze. Ale podobno ten fakt nie działa w przypadku ZATO. I tutaj pojawia się pytanie – to fakt, czy skuteczna propaganda?

Książka Lugen jest kolejnym dowodem na to, że w Rosji jest społeczne przyzwolenie dla wszędobylskiego terroru, przemocy, inwigilacji, zmowy milczenia, dwuznaczności i praw, które są dobre tylko dla „cara”. To straszne, że tak ciekawy naród jest tak bardzo wypaczony i niszczony przez własną władzę. Jednocześnie to zaskakujące, ile Rosjanie zawdzięczają temu, co wykradli innym. Co zabawne, bazując na tych kradzionych informacjach, potrafili (i nadal potrafią) przeskoczyć wynalazców. Chyba poza Chińczykami nie ma drugiego tak niesamowitego narodu. Jestem i zafascynowany i przerażony.

ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji – podsumowanie

Książka liczy 311 stron. Pozycja podzielona jest na cztery części, które daj w sumie  23 rozdziały. Publikacja jest niezwykle intrygująca i szczerze tylko pogłębiła moją fascynację Rosją. To tak niesamowity system, że brak słów. To raj i piekło na ziemi w jednym.

Jeśli zwykło się mówić, że Stany Zjednoczone są krajem wielkich możliwości, to Rosja zdecydowanie jest miejscem, w którym ziścić może się wszystko, włącznie z największymi koszmarami ludzkości. Tym bardziej polecam wam tę książkę. Będzie strasznie, a czasem śmiesznie. A na pewno – nie uwierzycie w wiele z tego, co tutaj opisano. Bo jak uwierzyć w sny psychopatów?


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.


Comments are closed.