Lizzie Borden

19 lipca 1860 urodziła się Lizzie Borden

Tego dnia 1860 roku urodziła się Lizzie Borden

Lizzie Borden – nazwisko, które od ponad wieku elektryzuje wyobraźnię. Dla jednych była niewinną ofiarą epoki uprzedzeń wobec kobiet, dla innych – bezwzględną zbrodniarką, która z zimną krwią zabiła własnych rodziców. Jej historia to nie tylko opowieść o dwóch ciałach znalezionych w domu przy Second Street w Fall River, ale też o moralności, religii i hipokryzji amerykańskiego społeczeństwa końca XIX wieku.

Lizzie Andrew Borden przyszła na świat 19 lipca 1860 roku w Fall River, w stanie Massachusetts. Była córką Andrew Jacksona Bordena i Sarah Anthony Morse Borden. Jej ojciec pochodził z rodziny o angielsko-walijskich korzeniach. Choć wywodził się z zamożnego rodu, jego młodość nie należała do łatwych – przez lata zmagał się z biedą i próbował różnych zajęć, zanim udało mu się odnieść sukces w przemyśle stolarskim i pogrzebowym.

Z czasem Andrew Borden rozwinął działalność – inwestował w nieruchomości, stał się właścicielem kilku młynów tekstylnych, zasiadał w radach nadzorczych lokalnych banków, w tym Union Savings Bank i Durfee Safe Deposit and Trust Company. Jego majątek w chwili śmierci oceniano na blisko 300 tysięcy dolarów, co dziś odpowiadałoby kilku milionom. Mimo to rodzina znana była z niezwykłej oszczędności. W domu przy 92 Second Street brakowało nawet bieżącej wody, choć wśród bogatych mieszkańców miasta była to już norma.

Fall River dzieliło się wówczas wyraźnie na dwa światy: przemysłowe dzielnice i ekskluzywne osiedla określane jako The Hill. Bordenowie mieszkali w tej pierwszej, bliżej fabryk, co wielu uważało za oznakę skąpstwa głowy rodziny.

Po śmierci matki, Sarah, kiedy Lizzie miała zaledwie trzy lata, jej ojciec ożenił się ponownie z Abby Durfee Gray. Związek ten od początku budził napięcia. Lizzie i jej starsza siostra Emma Lenora Borden nigdy nie zaakceptowały macochy, a w późniejszych zeznaniach Lizzie nazywała ją wyłącznie Mrs. Borden, unikając rodzinnej bliskości.

Wychowanie sióstr przebiegało w duchu purytańskim. Regularnie uczestniczyły w nabożeństwach w Central Congregational Church, gdzie Lizzie działała społecznie: prowadziła szkółkę niedzielną, należała do Christian Endeavor Society, Ladies’ Fruit and Flower Mission i Woman’s Christian Temperance Union – organizacji walczącej z alkoholizmem.

Narastające konflikty w domu Lizzie Borden

W kolejnych latach relacje między domownikami pogarszały się. Powodem nieporozumień były m.in. kwestie majątkowe. Ojciec przekazywał nieruchomości krewnym macochy, co siostry odbierały jako jawną niesprawiedliwość. Ostatecznie wymogły na nim przekazanie im dawnego rodzinnego domu, jednak wkrótce sprzedały go ojcu z powrotem za wysoką sumę.

Nieporozumienia przybrały na sile wiosną 1892 roku, gdy Andrew zabił w stodole kilka gołębi. Według relacji Lizzie, były to jej ulubione ptaki, dla których sama zbudowała roost. Ojciec tłumaczył, że ptaki przyciągały dzieci z okolicy, co mu przeszkadzało. Choć trudno dziś ocenić wagę tego incydentu, stał się on symbolicznym punktem zapalnym – jednym z wielu drobnych epizodów, które złożyły się na narastające napięcie.

W lipcu 1892 roku siostry wyjechały do New Bedford, by odpocząć od rodzinnych kłótni. Lizzie wróciła do Fall River na kilka dni przed tragedią, zatrzymując się w pensjonacie, zamiast od razu wrócić do domu. W tym czasie w domu Bordenów przebywał również John Vinnicum Morse, brat zmarłej matki Lizzie, który – jak twierdził – przyjechał w sprawach biznesowych. Jego obecność, jak później spekulowano, mogła jeszcze zaostrzyć konflikt.

W dniach poprzedzających morderstwa cała rodzina źle się czuła – prawdopodobnie po spożyciu zepsutego mięsa. Abby Borden obawiała się, że ktoś próbował ich otruć, bo Andrew miał wrogów w mieście.

Zbrodnia w Fall River – jak zginęli Andrew i Abby Borden?

Poranek 4 sierpnia 1892 roku w domu przy 92 Second Street rozpoczął się jak każdy inny, choć – jak później ustalono – atmosfera była napięta. W domu przebywali: Andrew i Abby Bordenowie, ich służąca Bridget Sullivan oraz John Morse, wuj Lizzie. Około godziny ósmej gość wyszedł z domu, by odwiedzić krewnych i wrócić na obiad. W tym czasie Andrew udał się na poranną przechadzkę, a w domu zostały tylko kobiety.

Z ustaleń śledczych wynikało, że w przedziale między godziną 9:00 a 10:30 Abby Borden udała się na piętro, by posłać łóżko w pokoju gościnnym. Tam została zaatakowana od tyłu ostrym narzędziem – prawdopodobnie siekierą lub toporkiem. Pierwsze uderzenie przecięło jej skroń tuż nad uchem, kolejne, zadane w tył głowy, niemal rozłupały czaszkę. Łącznie doliczono się osiemnastu ran ciętych.

Około 10:30 Andrew wrócił do domu. Drzwi wejściowe były zamknięte od środka. Bridget Sullivan, zwana w domu „Maggie”, próbowała je otworzyć, ale zamek się zaciął. Gdy przeklęła pod nosem, usłyszała – jak zeznała później – śmiech Lizzie dobiegający z góry. To drobne zdarzenie później nabrało ogromnego znaczenia, bo ciało Abby musiało już wtedy leżeć w pokoju na piętrze.

Po wejściu do środka Andrew zapytał córkę, gdzie jest żona. Lizzie odparła, że Abby otrzymała wiadomość o chorej przyjaciółce i wyszła. Służąca zajęła się sprzątaniem, a Andrew, zmęczony upałem, położył się na kanapie w salonie. Niedługo później, około 11:00, został brutalnie zamordowany – uderzono go co najmniej jedenaście razy ostrym narzędziem w głowę. Jedno z cięć przecięło jego oko na pół, co wskazywało, że spał w chwili ataku.

Kilka minut później Lizzie zawołała służącą: „Maggie, szybko, ojciec nie żyje! Ktoś wszedł do domu i go zabił!” – miała krzyczeć. Na miejscu natychmiast pojawił się sąsiad, a wkrótce potem rodzinny lekarz, dr Bowen, który potwierdził zgon obojga małżonków.

Śledztwo i pierwsze podejrzenia wobec Lizzie Borden

Od pierwszych godzin śledztwa zachowanie Lizzie Borden budziło konsternację policjantów. Była spokojna, chłodna i – jak opisywali funkcjonariusze – „nienaturalnie opanowana”. Jej zeznania zmieniały się z każdą rozmową. Początkowo twierdziła, że słyszała jakiś hałas w domu, potem zaprzeczyła, mówiąc, że niczego nie zauważyła.

Gdy pytano o macochę, odpowiadała, że zapewne wyszła do chorej znajomej. To właśnie wtedy służąca i sąsiadka Mrs. Churchill weszły na piętro i odkryły ciało Abby Borden, leżące twarzą do podłogi w kałuży krwi.

Policja przeszukała dom, ale – jak później przyznano – bardzo pobieżnie. W piwnicy znaleziono dwa topory i dwa siekiery, z których jeden, z oderwanym trzonkiem, wzbudził szczególne zainteresowanie. Na ostrzu widniał świeży ślad połamanej rączki i resztki popiołu, jakby ktoś próbował zatuszować ślady krwi. Mimo to narzędzia nie zabezpieczono.

Podejrzenia wobec Lizzie wzmocniło kilka faktów:

  • tylko ona i służąca były wtedy w domu,
  • jej ubranie nie nosiło widocznych śladów krwi, choć mogła je spalić (według świadka – tak właśnie zrobiła kilka dni później),
  • wcześniej w aptece miała pytać o kwas pruski (cyjanowodór), rzekomo „do czyszczenia futer”.

Śledczy nie znaleźli trucizny w ciałach ofiar, ale plotki o tym zakupie rozeszły się szeroko.

W nocy po zbrodni w domu czuwała policja. Jeden z funkcjonariuszy zeznał później, że widział Lizzie w piwnicy z lampą i wiadrem. Wracała tam dwukrotnie – raz z towarzyszącą jej przyjaciółką, Alice Russell, a potem sama. Co robiła, nie wiadomo.

Inkwizycja i aresztowanie

8 sierpnia 1892 roku Lizzie została wezwana na przesłuchanie przed sądem śledczym. Odmówiono jej prawa do obecności adwokata – zgodnie z ówczesnym prawem stanowym – i przesłuchiwano ją przez kilka godzin. Kobieta była pod wpływem morfium, które zalecono jej na uspokojenie. Jej zeznania były chaotyczne, sprzeczne i pełne luk. Raz twierdziła, że prasowała, gdy ojciec wrócił do domu, innym razem – że czytała w kuchni lub schodziła po schodach.

11 sierpnia została formalnie aresztowana pod zarzutem podwójnego morderstwa i umieszczona w areszcie w Taunton. Jej sprawa wzbudziła ogromne zainteresowanie prasy – od The Boston Globe po New York Times. Opinie publiczne podzieliły się gwałtownie: dla jednych Lizzie była ofiarą mizoginii i klasowych uprzedzeń, dla innych – wyrachowaną zabójczynią, która liczyła na fortunę ojca.

Grand jury zebrała się w listopadzie i po kilku tygodniach, 2 grudnia 1892 roku, wydała akt oskarżenia przeciwko Lizzie Borden.

Proces Lizzie Borden i jej uniewinnienie

Rozprawa w sprawie Lizzie Borden rozpoczęła się 5 czerwca 1893 roku w New Bedford. Sala sądowa była wypełniona po brzegi dziennikarzami, ciekawskimi i lokalnymi notablami. Po raz pierwszy w historii stanu Massachusetts kobieta z tak wysokiej klasy społecznej stanęła przed sądem za brutalne podwójne morderstwo.

Oskarżenie reprezentowali Hosea M. Knowlton oraz przyszły sędzia Sądu Najwyższego USA, William H. Moody. Obrony podjęli się prawnicy Andrew V. Jennings, Melvin O. Adams i były gubernator stanu, George D. Robinson – znany z doskonałej znajomości prawa procesowego i zmysłu retorycznego.

Na kilka dni przed rozpoczęciem procesu miastem wstrząsnęła kolejna zbrodnia. W Fall River zamordowano kobietę o nazwisku Bertha Manchester, również zabitą siekierą. Początkowo sądzono, że to może dowód na niewinność Lizzie, ale wkrótce zatrzymano portugalskiego imigranta, Jose Correa de Mello, który przyznał się do winy.

Dowody, które nie przekonały ławy przysięgłych

Kluczowym punktem oskarżenia był toporek znaleziony w piwnicy, ale prokuratorzy nie potrafili wykazać jednoznacznie, że był narzędziem zbrodni. Na ostrzu nie znaleziono krwi, a rączka – której brakowało – miała zostać oderwana już wcześniej. Wersje policjantów w tej sprawie wzajemnie się wykluczały.

Nie znaleziono również żadnych ubrań poplamionych krwią, choć świadkini Alice Russell zeznała, że kilka dni po morderstwie widziała Lizzie, jak paliła suknię w kuchni, tłumacząc, że „pobrudziła ją farbą”. Obrona nie próbowała nawet podważać tego twierdzenia – uznano, że zniszczenie sukni nie wystarczy, by uznać ją za winę.

Równie niejednoznaczna była kwestia obecności Lizzie w domu w chwili zbrodni. Służąca Bridget Sullivan zeznała, że około 10:58 była na trzecim piętrze i odpoczywała po myciu okien, gdy usłyszała wołanie Lizzie o pomoc. Sama oskarżona twierdziła, że wyszła do stodoły, by poszukać żelazka lub ołowianych ciężarków do wędki, i wróciła po dwudziestu minutach, gdy znalazła ciało ojca.

Dwóch świadków – Hyman Lubinsky i Charles Gardner – potwierdziło, że widzieli Lizzie wychodzącą ze stodoły około 11:03. Oznaczało to, że mogła mieć zaledwie kilka minut, by dokonać morderstwa, ukryć narzędzie i wrócić bez śladów krwi – co dla ławy przysięgłych brzmiało mało prawdopodobnie.

Decydujący moment – uniewinnienie Lizzie Borden

Proces trwał dwa tygodnie. Publiczność śledziła każdy szczegół, a gazety codziennie relacjonowały przebieg rozprawy, tworząc atmosferę niemal teatralną. W trakcie procesu zaprezentowano czaszki ofiar – makabryczny moment, który wstrząsnął salą. Gdy Lizzie zobaczyła szczątki, zemdlała, co wielu odczytało jako reakcję emocjonalną, inni – jako teatralny gest.

Obrona konsekwentnie podważała każdy element aktu oskarżenia, wskazując, że policja działała nieudolnie, a dowody są poszlakowe. Sędzia Justin Dewey, mianowany wcześniej przez jednego z obrońców, w swoim podsumowaniu wykazał się wyraźną życzliwością wobec oskarżonej.

Po 90 minutach narady ława przysięgłych ogłosiła werdykt: uniewinnienie. Gdy Lizzie usłyszała decyzję, powiedziała jedynie: „Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie”.

Wyrok wywołał w całym kraju mieszane reakcje. Część prasy pisała o triumfie sprawiedliwości i „zwycięstwie kobiety nad uprzedzeniami”, inni – o farsie i sądowym błędzie stulecia. Proces Lizzie Borden przeszedł do historii amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości jako jeden z pierwszych medialnych spektakli, porównywany później z procesami Bruno Hauptmanna, Ethel i Juliusa Rosenbergów czy O.J. Simpsona.

Lizzie Borden po procesie

Po zakończeniu sprawy Lizzie i Emma Borden odziedziczyły majątek ojca, w tym nieruchomości, akcje i gotówkę. Przeniosły się do eleganckiej dzielnicy Fall River – The Hill, gdzie zamieszkały w nowoczesnym domu nazwanym Maplecroft. Lizzie zaczęła wtedy używać imienia Lizbeth A. Borden. Zatrudniła służbę, woźnicę i kucharkę, ale mimo nowego otoczenia pozostała w mieście persona non grata.

Mieszkańcy unikali jej, sąsiedzi odwracali wzrok. Plotkowano o jej rzekomych związkach z aktorką Nance O’Neil, co w epoce wiktoriańskiej było skandalem. W 1905 roku doszło do zerwania relacji między siostrami – Emma opuściła dom i nigdy już nie zobaczyła Lizzie.

W 1897 roku Lizzie ponownie trafiła do gazet – tym razem z powodu oskarżenia o kradzież w sklepie jubilerskim w Providence. Sprawę szybko umorzono, ale reputacja kobiety była ostatecznie zrujnowana.

Zmarła 1 czerwca 1927 roku na zapalenie płuc, w wieku 66 lat, w swoim domu w Fall River. Dziewięć dni później odeszła jej siostra. Obie spoczęły obok siebie na cmentarzu Oak Grove.

Legenda i mit Lizzie Borden w kulturze

Po śmierci Lizzie Borden jej historia nie zniknęła – przeciwnie, zyskała nowe życie. Z czasem zaczęła funkcjonować nie tylko jako zapis sądowy, lecz także jako symbol. Stała się jednym z najtrwalszych mitów amerykańskiej kultury – postacią balansującą między niewinnością a demonicznością.

Badaczka kultury Ann Schofield zauważyła, że historia Lizzie Borden przybiera zazwyczaj jedną z dwóch form – romantycznej tragedii lub feministycznej epopei. Ta dwuznaczność sprawiła, że przez kolejne dekady była inspiracją dla pisarzy, kompozytorów, reżyserów i twórców popkultury.

Dom Lizzie Borden – od miejsca zbrodni do atrakcji turystycznej

Dom przy 92 Second Street w Fall River, gdzie doszło do zbrodni, przetrwał w niemal niezmienionym stanie. Dziś mieści się tam muzeum i pensjonat stylizowany na lata 90. XIX wieku. Turyści mogą przenocować w pokojach, w których znaleziono ciała ofiar, obejrzeć oryginalne fotografie z miejsca zdarzenia oraz rekwizyty z procesu – w tym toporek z oderwaną rączką, przechowywany w Fall River Historical Society.

Właśnie ten dom, z jego ciężką atmosferą i niesłabnącym zainteresowaniem mediów, stał się jednym z najsłynniejszych „domów zbrodni” na świecie – amerykańskim odpowiednikiem londyńskiej Baker Street czy paryskiego Musée du Crime.

Lizzie Borden w literaturze i teatrze

Postać Lizzie Borden przeniknęła do literatury już w pierwszych dekadach XX wieku. Pojawiła się w sztukach teatralnych, powieściach kryminalnych i opowiadaniach grozy. W latach 30. XX wieku na Broadwayu wystawiono sztukę Nine Pine Street, a w 1947 roku dramat Goodbye, Miss Lizzie Borden autorstwa Lillian de la Torre.

Współcześni autorzy również wracali do jej historii. W opowiadaniu Angeli Carter The Fall River Axe Murders (1985) Lizzie staje się symbolem represjonowanej kobiecości i przemocy społecznej. Australijska pisarka Sarah Schmidt w powieści See What I Have Done (2017) ukazała całą rodzinę Bordenów jako ofiary toksycznych relacji i przemilczanych traum.

Wątek Lizzie Borden przewija się nawet w twórczości Agathy Christie, której bohaterka Miss Marple porównuje sprawę do przypadku szkockiej trucicielki Madeleine Smith – dwóch kobiet uniewinnionych, lecz na zawsze uznanych za winne w oczach opinii publicznej.

Lizzie Borden w filmie, muzyce i telewizji

Hollywood wielokrotnie sięgało po tę historię. Już w latach 40. i 50. pojawiły się pierwsze inscenizacje radiowe i telewizyjne. Jednak prawdziwy rozgłos przyniósł film The Legend of Lizzie Borden z 1975 roku, w którym w główną rolę wcieliła się Elizabeth Montgomery – później odkryto, że aktorka i Borden były spokrewnione.

W kolejnych dekadach temat powracał w różnych formach:

  • balet Fall River Legend w choreografii Agnes de Mille (1948),
  • opera Lizzie Borden autorstwa Jacka Beesona (1965),
  • musical Lizzie (2009), łączący punk-rockową energię z feministycznym przesłaniem,
  • film Lizzie z Chloë Sevigny i Kristen Stewart (2018), który sugerował wątek miłosny między Lizzie a służącą Bridget Sullivan.

W 2014 roku stacja Lifetime wyemitowała produkcję Lizzie Borden Took an Ax, a następnie miniserial The Lizzie Borden Chronicles, przedstawiający fikcyjną kontynuację losów uniewinnionej kobiety.

W kulturze masowej imię Lizzie Borden przyjęły też zupełnie nowe formy – od amerykańskiego zespołu heavy metalowego Lizzy Borden, po feministyczną reżyserkę, która przyjęła jej pseudonim artystyczny.

Przez lata wokół sprawy narosło wiele teorii. Niektórzy badacze sugerowali, że Lizzie mogła cierpieć na zaburzenia dysocjacyjne i działać w stanie amnezji. Inni doszukiwali się w tle rodzinnej przemocy i seksualnych nadużyć ze strony ojca. Jeszcze inni – jak pisarz Ed McBain – w swojej powieści z 1984 roku wysunęli tezę o zakazanym romansie Lizzie z Bridget Sullivan, który miał doprowadzić do tragedii.

Żadna z tych hipotez nie została ostatecznie potwierdzona. Faktem jest tylko to, że nikt inny nigdy nie stanął przed sądem za morderstwa w Fall River, a sama Lizzie do końca życia utrzymywała, że jest niewinna.

W momencie śmierci jej majątek wart był ponad 250 tysięcy dolarów – odpowiednik kilku milionów dzisiejszych. Część pozostawiła Fall River Animal Rescue League, wspierając opiekę nad zwierzętami.

Ponad 130 lat po tragedii nazwisko Lizzie Borden nadal przyciąga badaczy, artystów i miłośników zagadek kryminalnych. Jej historia stała się nie tylko archetypem kobiecego buntu wobec patriarchalnego świata, ale też odbiciem społecznych lęków końca XIX wieku – przed emancypacją kobiet, zmianą obyczajów i utratą kontroli nad moralnością.

W 2025 roku Netflix zapowiedział nowy sezon antologii Monster poświęcony właśnie sprawie Lizzie Borden. W główną rolę wcieli się Ella Beatty – co świadczy, że legenda z Fall River wciąż inspiruje twórców, a pytanie o to, kim naprawdę była Lizzie, nadal pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi.

Comments are closed.