Najpierw ogłoszono „zmianę cen” – bez słowa o podwyżkach. To w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Słupsku zapaliło lont: robotnicy wyszli z hal, milicja i wojsko odpowiedziały ostrą amunicją. Grudzień 1970 to moment, gdy propaganda zderzyła się z rzeczywistością, a ulice stały się raportem z państwa rządzonego pałką.
Grudzień 1970 roku – kilka dni, które zmieniły Polskę. Władze komunistyczne ogłosiły nagłą podwyżkę cen żywności, a ludzie nie wytrzymali. Wyszli na ulice, by zaprotestować, nie wiedząc, że zapłacą za to krwią. W tym tekście zobaczysz, jak wyglądały tamte wydarzenia w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Słupsku – miastach, które stały się symbolem sprzeciwu i odwagi. Autor pokazuje nie tylko fakty, ale też kontekst, korzystając z badań historyków i archiwów dostępnych w sieci. To opowieść o buncie, który miał zmienić bieg historii. Bibliografię znajdziesz na końcu – jeśli chcesz sięgnąć głębiej.
7 XII 1970 RFN uznało polskie granice na Odrze i Nysie Łużyckiej. Władysław Gomułka, I Sekretarz KC PZPR uznał to za swój wielki sukces i jeszcze bardziej uwierzył w sprzyjającą koniunkturę. Wobec tego zdecydował się na podjęcie decyzji o podwyżce cen artykułów spożywczych. Problem w tym, że podwyżka cen uderzyła głównie, jeśli można tak to ująć, w jego elektorat – czyli osoby o najniższych dochodach.
Ponadto, jak mówi Jerzy Eisler, to uznanie granic miało zrekompensować podwyżkę cen. Takie opinie były w szeregach partii[1]. Podwyżki w państwach socjalistycznych wprowadzano w soboty wieczorem, tak by obywatele nie mogli masowo wykupywać towarów. Szeregowy obywatel spotkał się z następującym komunikatem Państwowej Agencji Prasowej[2]:
Rada Ministrów (…) podjęła uchwałę o zmianie cen detalicznych całego szeregu wyrobów. Nowe ceny detaliczne obowiązywać będą od dnia 13 grudnia bieżącego roku. Zmiany cen są różnokierunkowe i obejmują stosunkowo szeroki zakres towarów rynkowych.
Warto zwrócić uwagę na kilka kwestii natury propagandowej. W tych kilku zdaniach nie pada ani razu słowo “podwyżka”, nie mamy też słowa obniżka. Mamy za to dwukrotnie użyte sformułowanie “zmiana cen”. Zapewne użyto takiego zabiegu by nie wzbudzać wzburzenia u typowego “Kowalskiego” już po pierwszym kontakcie z tekstem. Również w nagłówku nie ma takiego zwrotu. Wielkimi literami mamy jedynie napis “Zmiana cen detalicznych szeregu artykułów rynkowych”.
Drugą kwestią są zwroty “zmiany cen są różnokierunkowe” oraz “obejmują stosunkowo szeroki zakres towarów rynkowych”. Dopiero w dalszej części ogłoszenia mamy wyliczone te poszczególne towary. Być może autor stawiał na to, że spory procent obywateli poprzestanie na odczytaniu powyższych linijek.
Dalszy ciąg obwieszczenia to wypisanie towarów z podziałem na ceny obniżone i podwyższone. Autor obwieszczenia zaczął od towarów, które miały potanieć, co również należy uznać za celowy wybieg. Co miało stanieć? M.in. telewizory, radia, radia przenośne, pralki czy odkurzacze. Być może te towary widnieją na szczycie listy po to by wskazać, iż dobra luksusowe w państwie socjalistycznym dostępne są dla szerszego grona obywateli w związku z dobrą polityką partii.
Pojawiły się na tej liście również towary praktycznie nieistotne takie jak chociażby pończochy, firanki czy niektóre rodzaje kozaczków[3]. Totalnym absurdem wydaje się obniżenie cen zapałek a podwyższenie cen wszelkiego rodzaju opału. Zdecydowanie większym problemem niż podniesienie cen opału było podniesienie cen żywności. I tak mięso i jemu pochodne zdrożało o ok. 25-30%, mąki i kasze o minimum 20%. Najbardziej wzrosła cena kawy zbożowej bo aż o 92%. Dodatkowo podrożały również wszelkie pasze dla zwierząt hodowlanych co nie napawało optymizmem rolników.
Władze, zapewne świadome konsekwencji, w tym samym obwieszczeniu postanowiły się w pewien sposób zabezpieczyć. Informowano o zasiłkach dla najbiedniejszych rodzin, o obniżeniu wysokości rat za wyroby trwałego użytku (np. telewizory, pralki) czy też o podniesieniu cen skupu żywca. Ostatni akapit obwieszczenia, pełen pewności siebie ze strony władz komunistycznych przytoczę w całości:
Kwota podwyżek cen tylko w nieznacznym stopniu przewyższa sumę obniżek cen i korzyści ludności z tytułu dodatków do zasiłków rodzinnych, obniżenia opłat telewizyjnych, obniżenia spłat zadłużeń z tytułu zakupów ratalnych wyrobów trwałego użytkowania oraz podwyżki cen skupu żywca i mleka. Przewidywana zmiana struktury konsumpcji już w końcu roku 1971 spowodować powinna pełne zbilansowanie strat i korzyści ludności związanych z obecną zmianą cen detalicznych[4].
14 XII 1970 w stoczni im. Lenina w Gdańsku, pracownicy mieli zażądać cofnięcia podwyżki cen. Władze zakładu nie miały takiej możliwości. Następnie zgromadzenie udało się w kierunku KW PZPR by rozmawiać z Alojzym Karkoszką[5]. Nie zastano go. Był wówczas na VI Plenum KC PZPR. Następnie manifestacja rozeszła się po mieście. Demonstranci początkowo nie poczynili żadnych szkód materialnych. O godzinie 16tej doszło do pierwszych starć, które zainicjowali funkcjonariusze MO. W okolicach mostu Błędnik demonstranci zostali zaatakowani petardami i gazem łzawiącym.
15 grudnia protesty w Gdańsku nasiliły się. Tzw. służby porządkowe używały już broni palnej[6]. Protestujący przybyli na ul. Świerczewskiego, gdzie znajdowała się Komenda Miejska MO. Tu też walki przybrały na sile. Demonstranci udali się pod komendę w związku z pogłoskami dotyczącymi rzekomo uwięzionych w kazamatach demonstrantów. Padli pierwsi zabici. Na placu przed Dworcem Głównym podpalono kilka milicyjnych aut.
Tego samego dnia zapłonęła również siedziba lokalnych władz partyjnych. Miało to wywołać ogólny aplauz wśród 20 – tysięcznego tłumu[7]. Tego samego dnia do miasta weszło wojsko, które próbowało odbić płonący Dom Partii, nazwany przez manifestantów Reichstagiem. Tłum ustąpił dopiero pod naciskiem wozów opancerzonych 7 Dywizji Obrony Wybrzeża. Bilans wydarzeń gdańskich na 15 grudnia był następujący: co najmniej 7 osób zabitych, kilkaset rannych i około 500 zatrzymanych.
Dzień 16 grudnia rozpoczął się ostrzałem stoczniowców przez milicję i wojsko. Stoczniowcy chcąc rozpocząć pochód próbowali wydostać się z zakładu pracy przez bramę nr 2. To właśnie tam czekało na nich wojsko i milicja[8]. Padły pierwsze strzały. Miały zginąć 2 osoby, rannych zaś zostało 11. Rozpoczęto strajk okupacyjny. Po kilkunastu godzinach został on złamany. Przywódcami strajków byli Kazimierz Szołoch i Zbigniew Jarosz.
Mimo spacyfikowania gdańskiej stoczni wypadki rozwijały się coraz szybciej a protesty objęły Gdynię, Elbląg, Słupsk i Szczecin. Wydarzenia Szczecińskie nabrały większych rozmiarów niż Gdynia czy Gdańsk. Można mówić nawet o pewnych osiągnięciach czy zdobyczach tamtych dni. Mianowicie po raz pierwszych w okresie PRL wybuchł strajk generalny. Powstały organ – Ogólnomiejski Komitet Strajkowy – przez kilka dni sprawował władzę w Szczecinie i okolicach. W związku z tym ukuło się pojęcie republiki szczecińskiej. To właśnie z jego przedstawicielami władze podpisywali porozumienie 20 grudnia.
W Szczecinie pogłoski o podwyżkach cen chodziły już 14 grudnia. Jerzy Brzeziński, który był pracownikiem stoczni “Gryfia” w Szczecinie relacjonował:
Przez cały dzień krążą po mieście i zakładzie pracy uporczywe pogłoski o mającej nastąpić podwyżce cen. Jednak nikt nie wie nic konkretnego. Około godz. 12-tej załoga, a w pierwszym rzędzie członkowie partii, zostają powiadomieni (…). Podwyżka jest bardzo wysoka i niektóre artykuły , a przede wszystkim mięso i jego przetwory drożeją nawet do 30%. Powiadomiono jednocześnie, że obniża się ceny na artykuły przemysłowe. Jak mówią ludzie między sobą: podrożał chleb, a staniały lokomotywy[9].
17 grudnia stolica Pomorza Zachodniego zaczęła przejmować rolę głównego ośrodka buntu. Już przed południem pracownicy stoczni im. Adolfa Warskiego opuścili zakład pracy i ruszyli w pochodzie. Tak jak i stoczniowcy Gdańska tak i Szczecinianie szli w kierunku KW PZPR. Stopniowo dołączali się do nich stoczniowcy ze Stoczni Remontowej “Gryfia” oraz pracownicy Fabryki Maszyn Budowlanych “Famabud”. Przy ul. Dubois doszło do starć z milicją.
Samochód funkcjonariuszy spłonął a oni sami zostali poturbowani. Udało się również zdobyć placówkę ORMO przy ul. Swarożyca. Tymczasem I sekretarz KW Antoni Walaszek[10] zadecydował o ewakuacji budynku. Obawiał się, że gromadzący się tłum prędzej czy później dokona podpalenia gmachu tak jak to było w Gdańsku. Przywódcami strajków byli Edmund Bałuka i Mieczysław Dopierała.
Atmosfera dla aparatu władzy stawała się coraz bardziej niekorzystna. Doszło do sytuacji bratania się protestujących z wojskiem. Na transporterach wojskowych pojawiały się napisy “Żądamy podwyżki płac” oraz “Popieramy stoczniowców Gdańska i Gdyni”. Reakcja “służb porządkowych” była nader okrutna. Świadczą o tym przykładowe rany śmiertelne na ranach postrzałowych klatki piersiowej począwszy (zdarzały się nawet pięciokrotne postrzały klatki u jednej osoby) poprzez postrzały szyi i kręgosłupa a na zmiażdżeniu głowy skończywszy (w taki sposób zginął Henryk Perkowski, pierwsza ofiara szczecińskiego grudnia).
Po walkach pod Komendą Wojewódzką MO i Domem Partii tłum przeorganizował się w trzy pochody. Było to również skutkiem ostrzału ludzi przez milicję i wojsko. Pierwszy z pochodów zaatakował budynki Prokuratury Wojewódzkiej, Wojewódzkiego Aresztu Śledczego i koszary Pułku Inżynieryjno – Budowlanego. Drugi z pochodów zaatakował Komendę Dzielnicową MO oraz pomieszczenia Kuratorium i Wydziału Oświaty w Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Jak pisze Michał Paziewski:
Ogromne łuny i kłęby dymu (…) były czymś więcej niż pożarem. Ten widok miał w sobie coś symbolicznego, był obrazem upokorzenia tych instytucji i głęboko wrył się w pamięć mieszkańców stolicy Pomorza Zachodniego[11] .
Najtragiczniej zapisał się 17 grudnia w Gdyni – tzw. “Czarny Czwartek”. Jeszcze 15 grudnia władza mydliła oczy potencjalnym kandydatom do strajku. Na ulice wyszło blisko
5 000 robotników ze Stoczni im. Komuny Paryskiej, stoczni remontowej “Dalmor”, portu oraz innych zakładów pracy. Początkowo tłum ruszył pod Komitet Miejski PZPR. W związku z tym, że nie zastano tam I Sekretarza udano się do Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Wówczas to delegacja wybrana przez robotników (w składzie delegacji znajdowali się m.in. Edmund Hulsz i Stanisław Słodkowski – późniejsi przywódcy strajku).
Został on uznany przez Jana Mariańskiego – przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej – za partnera do rozmów. Podpisano protokół porozumiewawczy. Rządania robotników oscylowały wokół sfery ekonomicznej. Dostrzec w nich można również elementy walki klasowej. Już w punkcie pierwszym padają słowa dotyczące zmniejszenia rozpiętości zarobków między pracownikami fizycznymi a umysłowymi.
Dopiero w punkcie drugim jest mowa o determinancie wydarzeń Grudnia 70’ czyli podwyżce cen. Robotnicy z Gdyni zaproponowali by w związku z podwyżkami cen artykułów spożywczych odpowiednio podwyższyć płace robotników. W punktach 3, 4 i 5 zaproponowano gradację cen w związku z pełnioną funkcją i posiadanym wykształceniem. I tak: pracownik z wykształceniem średnim zawodowym powinien zarabiać o 100 zł więcej od robotnika fizycznego, pracownik z wykształceniem wyższym powinien zarabiać o 200 zł więcej od pracownika fizycznego i wreszcie dyrektor powinien zarabiać niż o 1000 zł więcej od pracownika z wykształceniem wyższym.
Nie zapomniano również o pracownikach, którzy zarabiali najmniej. Rządano podwyższenia ich płacy, doprecyzowywano, że w szczególności ma to dotyczyć kobiet. Domagano się również stuprocentowo płatnego “chorobowego” by w pełni odpowiadały utraconym zarobkom. Trzy postulaty miał jeszcze dopisać Edmund Hulsz.
Napisał on, że strajk okupacyjny będzie trwał dopóki omówione wyżej postulaty nie zostaną spełnione, pracownicy wybiorą nowe władze związków zawodowych. W ostatnim postulacie Hulsz dopisał, że cała załoga spotyka się następnego dnia w tym samym miejscu by dalej strajkować[12]. Mariański poinformował, że wyśle dokument do swoich zwierzchników. To rzekome wysłanie dokumentu, w którym znajdowała się informacja o tym, że następnego dnia trwał będzie strajk okupacyjny mógł być w jakiś sposób katalizatorem do wydarzeń dnia następnego.
Władze były już świadome na co się zanosi i jakich rozwiązań użyć. Edmund Hulsz odczytał robotnikom protokół i “odprowadził” ich do portu. Do stoczni imienia Komuny Paryskiej odprowadził robotników Słodkowski. Po południu w Zakładowym Domu Kultury.
Poranek 17 grudnia okazał się masakrą bezbronnych ludzi idących do pracy. Ikoną tamtych dni jest młody chłopak, którego na drzwiach ponieśli Świętojańską – Zbigniew Godlewski vel. Janek Wiśniewski. Możemy sobie zadawać dziś pytanie, dlaczego stoczniowcy Gdyni zdecydowali się pójść do pracy tego tragicznego dnia? Czy nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia? Jeden z uczestników wydarzeń tamtych dni wspomina:
Pamiętam, że rankiem tego dnia, a to był czwartek, Ludwik nie zdążył nawet dopić kawy, żebyśmy mogli złapać pierwszy pociąg do Gdyni. Odchodził chyba o godz. 4.20, a do stacji w Sławnie trzeba było dojść jeszcze 2,5 km; wszystko było tak szybko, szybko. (…) Jeszcze dzień wcześniej wieczorem teść mówił do nas: “wiecie co, chłopaki, może lepiej nie jedźcie do pracy”. Ale szwagier się uparł – zresztą byliśmy młodzi, a co się młodemu może stać? Kociołek namawiał przecież, żeby iść do pracy[13].
Być może zawierzono władzy a być może faktycznie wierzono, że “młodym nic się nie stanie”. Ostatecznie zderzono się z brutalną rzeczywistością:
(…) Kiedy wyszedłem z dworca, przeżyłem szok. Nie spodziewałem się, że tylu ludzi będzie na placu przed nim. Przy okolicznych gmachach stało wojsko z karabinami. Jeszcze schodząc po schodach usłyszałem strzały od strony Gdyni Stoczni. Widać też było błyski pocisków świetlnych – mówi subiektywny przewodnik. – Późnym wieczorem dowiedziałem się od kolegi, który pracował w Szpitalu Miejskim w Gdyni, że przywieziono tam zwłoki chłopaka w skórzanej kurtce, podobnego do mojego szwagra, ale jakoś nie przywiązałem do tego wagi, nie pomyślałem, że to mógł być on. Zresztą – nawet nie mogłem skontaktować się z teściami, telefony przestały działać, a ja tego dnia nocowałem u rodziców w Gdyni[14].
Mimo strachu ludzie starali sobie pomóc, ranny rannemu, taksówkarz robotnikowi itd. Jeden ze świadków wspominał dzień 17 grudnia na przystanku Gdynia – Stocznia takimi słowami:
“(…) Na jednej nodze doskakałem do wiaduktu, odsłoniłem nogę i już mi się słabo robiło, więc zacząłem krzyczeć o pomoc. Ludzie zanieśli mnie do taksówki. Z przodu siedział facet postrzelony w bark, a obok mnie mężczyzna, którzy strasznie krzyczał, że go boli. Nagle przestał krzyczeć, dostał drgawek. Wziąłem go za rękę, a on się obsunął nieżywy”[15]
Biuro KC PZPR nastawione było na opanowanie sytuacji za wszelką cenę. Jeden ze znajomych towarzysza Wiesława, niejaki Zenon Kliszko twierdził, że starą stocznie można zburzyć a na jej miejsce zbudować nową, co ważniejsze z nową załogą, (w domyśle: z taką, która nie dokona tzw. kontrrewolucji)[16].
18 grudnia w Szczecinie weszło w życie zarządzenie porządkowe Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej wydane dzień wcześniej. Na jego mocy wprowadzono godzinę milicyjną od 18tej do 6tej rano na terenie Szczecina, w ramach której zakazano wszelkich zgromadzeń. Poruszać po mieście mogły się jedynie osoby, które w tych godzinach pracowały. W przypadku kontroli milicyjnej należało okazać dokument poświadczający zatrudnienie i odbywanie pracy w tych godzinach. Sankcją miała być grzywna w wysokości 1500 zł[17]. Telefonię w Szczecinie odcięto od całego kraju.
Jednocześnie wyszła odezwa KW PZPR, PWRN oraz Wojewódzką Komisję Związków Zawodowych. Do robotników zwracano się tonem, który można uznać za pojednawczy (używano np. zwrotu “Rodacy!”), na który w tym momencie było za późno. Jednocześnie dokument ten był pełen pustych frazesów. W odezwie m.in. pisano, że przyszłość kraju zależy od spokoju i porządku w Szczecinie. Podnoszono argument, że zdecydowanie trudniej jest budować niż burzyć. Pojawił się też odpowiednio groźnie brzmiący postulat: Kto osłabia nasz kraj – pomaga neofaszystom von Taddena i polakożercom takim jak Strauss z NRF![18].
Mimo, że wojsko i milicja zablokowała Stocznię im. Warskiego, jej załoga nie próżnowała. Podjęto następujące kroki: opanowano bramy i ogrodzenia oraz radiowęzeł, powołano straż robotniczą do pilnowania porządku, wybierano też trójki strajkowe. Podobnie działały wszystkie szczecińskie przedsiębiorstwa, które do piątku rano nie podjęły pracy. W “Warskim” wyłoniono dziesięcioosobowy Komitet Strajkowy z Mieczysławem Dopierałą na czele.
Wieczorem tego samego dnia spisano listę 21 postulatów. 20 grudnia doszło do negocjacji w gmachu Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. Finalnie władze nie zrealizowały najważniejszego postulatu robotników: powrotu do cen sprzed podwyżki. Jednocześnie pojawiła się pogłoska o tym, że strajk się zakończył. Jednakże dzięki presji ze strony strajkujących lokalne media komunikat ten sprostowały. Mieczysława Dopierałę na stanowisku przewodniczącego strajku zmienił Edmund Bałuka. Strajk został zawieszony na okres świąt, również po to by władza miała czas na zastanowienie się co dalej.
Padały liczne obietnice wobec robotników, władza podjęła również działania. Zadecydowano o zamrożeniu cen artykułów żywnościowych na okres dwóch lat, przy czym zaznaczono, że nie dotyczy to artykułów sezonowych. Podjęto decyzję o odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie. Zakazano wywieszania w urzędach i szkołach portretów przywódców komunistycznych. Miano również przeznaczyć kilka miliardów złotych by wyrównać stopę życiową rencistom, rodzinom wielodzietnym oraz najmniej zarabiającym.
Zwolniono również Antoniego Walaszka z funkcji I sekretarza KW PZPR (11 stycznia 1971). Kroki te nie zadowoliły robotników Warskiego. 11 stycznia próbowano wznowić strajk. Ponownie domagano się obniżki cen artykułów spożywczych. Doszło wtedy do spotkania z wicepremierem Franciszkiem Kaimem oraz dyrektorem generalnym Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego – Stanisławem Skrobotem. Sytuacja uległa zawieszeniu. 20 stycznia w “Głosie Szczecińskim” – organie propagandowym PZPR padła informacja o odpracowaniu jednej, niedzieli w czynie społecznym.
W ten sposób miano okazać poparcie dla nowego kierownictwa partii i rządu. Niedziela przepracowana w czynie społecznym miała dotyczyć pracowników działu W-4. Wiadomość została uznana przez robotników za prowokację i doprowadziła ponownie do eskalacji konfliktu, który przeobraził się w kolejne strajki. Miały one miejsce również w Trójmieście jednak to Szczecin należy uznawać za gniazdo wystąpień. Szczecińskie stocznie “Gryfia” i “Parnica” stanęły już 21 stycznia. 22 stycznia rozpoczął strajk “Warski”. Edmund Bałuka powstrzymał swoim przemówieniem 3tysięczny tłum przed wyjściem na ulice co zapewne zakończyłoby się w podobny sposób jak wydarzenia z grudnia.
Robotnicy “Warskiego”, doświadczeni wypadkami grudniowymi, organizowali się szybciej. Powołano warty strajkowe. Wyłonione pięcioosobowe delegacje z każdego wydziału zebrały się w świetlicy zakładu. Wyłoniono 38 – osobowy Komitet Strajkowy wyłoniony wyłącznie z robotników. Spisano siedem postulatów, które następnie przekazano dyrektorowi stoczni. Ponownie najważniejszym z nich była obniżka cen do wysokości z 12 grudnia 1970.
Domagano się również rzetelnego nagłośnienia sprawy w mediach, wypłaty za okres strajku oraz spotkania na terenie stoczni z Edwardem Gierkiem – I Sekretarzem KC PZPR oraz premierem Piotrem Jaroszewiczem celem nawiązania bezpośredniego szczerego dialogu z przedstawicielami robotników, tj. Komitetem Strajkowym[19]. Przestały kursować autobusy i tramwaje. Do Szczecina zaczęto ściągać dodatkowe oddziały wojska i milicji. Akcją dowodził gen. Henryk Słabczyk[20].
Ściągając wojsko i odcinając stocznię od dostaw żywności starano się “zmiękczyć” załogę stoczni i zmusić ich do zaprzestania protestu. Rozrzucano również ulotki a w mediach pojawiały się kolejne fałszywe informacje. Załogi stoczni nie określano inaczej jak “anarchistów, terrorystów i wichrzycieli czy też jątrzących demagogów”[21]. Jednakże ostatecznie władze centralne wyraziły zgodę na postulowane spotkanie. Do “Warskiego” przybyli Edward Gierek, Piotr Jaroszewicz, Wojciech Jaruzelski – ówczesny minister obrony, oraz gen. Franciszek Szlachcic – minister spraw wewnętrznych[22]
Nie tylko strzały i pobicia świadczyły o bezwzględności działania ze strony “służb porządkowych”. Kilkaset osób trafiło do aresztu. Niektóre z nich spędziły tam nawet 7 dni. Ponadto przed kolegiami karno-administracyjnymi stanęło około 200 osób a 110 z nich objęto śledztwem. Kolegia skazywały na wysokie grzywny. Pojawiały się również wyroki pozbawienia wolności (do 3 miesięcy). Z grupy objętych śledztwem 64 osoby tymczasowo zatrzymano, dziewięciu z nich postawiono zarzut zbrodni.
W następnym roku śledztwa trwały dalej. Finalnie szczeciński sąd powiatowy skazał 24 osoby na wyroki do 2 lat pozbawienia wolności. Wydział dla nieletnich tego sądu skazał 10 młodocianych na osadzenie w schroniskach dla nieletnich na okres do 12 miesięcy. Pozostałe śledztwa zakończono abolicją. Jeśli idzie o zabitych, rannych czy zasadność użycia broni palnej nie wszczęto postępowań – zgodnie z zaleceniami Prokuratury Generalnej.
Słupsk również miał swój “krótki bunt” w 1970 r. . Tłum wyległ na ulice miasta 17 grudnia. Ludzie zbierali się pod kinem Polonia, kawiarnią Piastowską, Domu Kolejarza oraz drogerią. Wszystkie obiekty mieściły się przy skrzyżowaniu ulic 9 marca i Jedności Narodowej. W ciągu 15-20 minut z dziesiątek (30-40 osób) tłum przybrał setki (400-500 osób). Według źródeł większość uczestników tych wydarzeń to młodzież. O jakiej proweniencji? Ciężko to ustalić chociażby z narracji tamtych czasów kiedy to wszelkich wrogów systemu uważano za “męty” czy wrogów socjalizmu. Zresztą ludzie ci mieli jeszcze w głowach słowa Józefa Cyrankiewicza z Poznańskiego Czerwca 1956[23].
Ci młodzi Słupszczanie mieli gromadzić się na placu w okolicach kina Millenium jeszcze godzinę przed zajściami. Domniemywać można, że była to jakaś zorganizowana akcja. Wśród demonstrantów mieli znajdować się funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, którzy skrzętnie obserwowali co się dzieje.
Od godziny 17tej dochodziło do starć z milicją. Demonstranci przewrócili milicyjną Nyskę. Wybito szyby w milicyjnej budce telefonicznej. Udało się rozproszyć część tłumu. Pozostali – około 200 osób – ruszyła w stronę Komitetu Powiatowego PZPR. Śpiewano “Międzynarodówkę”. Do silniejszych starć doszło pod obecnym gmachem Sądu Okręgowego. Demonstranci byli uzbrojeni w powyrywane ławki oraz kamienie. Jednak wobec pałek i środków chemicznych,w posiadaniu których była milicja, demonstranci ustąpili. W kolejnych dniach wszelkie objawy protestów pacyfikowano w zarodku. Szacuje się, że udział w strajkach i manifestacjach wzięło między 2600 a 3000 osób[24]
Warto wspomnieć w przypadku Słupska o zagranicznym aspekcie tych wydarzeń. Otóż do Gdańska jechała ekipa zagranicznych dziennikarzy: Jean Peter Kask, Rolf Uno Lenard Anderson – dziennikarze szwedzkiego “Arbetet”, Karin Gunver Cangermark – telegrafistka szwedzkiego “Tidningarnas”, oraz Duńczcy: Ole-Henning Hansen i Jakob Andersen. Dwaj ostatni zamieścili informacje o słupskich wydarzeniach w gazecie “Exstra Bladet”. Mimo, że byli pod nadzorem milicji to udało im się wysłać dwie wiadomości na Zachód a także do Radia Wolna Europa[25].
Jakie siły zaangażowano do pacyfikacji tych wszystkich protestów? Jerzy Eisler pisze, iż było to 61 000 żołnierzy, 1700 czołgów, 1750 wozów opancerzonych i 8700 samochodów[26]. Oprócz wojska w akcjach wzięli udział także milicjanci, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, ORMO oraz służby więziennej. Siły te obliczano na dodatkowe 9 000[27].
Ostatecznie podwyżki cen wycofano 1 marca 1971. Same podwyżki mogły być również elementem gry politycznej, która miała miejsce wewnątrz partii. To właśnie w konsekwencji wydarzeń grudniowych na fotelu I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułkę zmienił Edward Gierek[28]. Zmianę tą przyjęli z aplauzem także przedstawiciele Kościoła Rzymskokatolickiego. Przykładem niech będzie zapis w kronice domu zakonnego Jezuitów w Gdyni: Deo gratias! Zmiana Rządu i Partii. Miejsce Gomułki objął Gierek. Zapowiedź odwilży. Mamy cichą nadzieję, że uzyskamy pozwolenie na budowę kościoła[29].
Sławomir Cenckiewicz jakże trafnie ocenił wydarzenia roku 1970 oraz ich sprawców:
(…)mimo upływu prawie czterdziestu lat Grudzień 70’ jest zbrodnią nieosądzoną, zbrodnią anonimową, zbrodnią bez oprawców i katów. Pozostały tylko ofiary… i głos grudniowców oraz rodzin, które wciąż domagają się elementarnej sprawiedliwości, przywrócenia proporcji , a nadę wszystko upominają się o historyczną pamięć i prawdę[30].
Nie umilkły jeszcze protesty a już starano się upamiętnić ofiary. 25 stycznia 1971 w Stoczni Gdyńskiej im. Komuny Paryskiej domagano się od Edwarda Gierka zbudowania pomnika ku czci poległych. Wysuwano podobne żądania w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Ostatecznie stoczniowcom gdańskim pozwolono na umieszczenie tablicy. Ponownie do “walki o pamięć” doszło 1 maja tego samego roku. Rozrzucano wówczas ulotki czy też decydowano się na składanie kwiatów na grobach ofiar.
Pojawiły się również transparenty z żądaniami ukarania winnych masakry. Także podczas Dnia Wszystkich Świętych 1 listopada starano się uczcić pamięć o zmarłych. Pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej pojawiły się pospiesznie zostawiane kwiaty. Ale nie tylko wśród dorosłych pojawiali się ludzie na tyle odważni by wspomnieć poległych. Tuż przed 1 listopada 1971 przy przystanku Gdynia – Stocznia znicze zapalały dzieci[31].
W grudniu, w ramach obchodów pierwszej rocznicy wydarzeń na Wybrzeżu, miały się pojawić przy bramie nr Stoczni Gdańskiej ręcznie wykonane plakaty czy wiersze ku czci poległych. W Gdyni zaś wiązanki kwiatów miały się pojawić przy przystanku kolejowym Gdynia – Stocznia[32]. Grudzień 70’ i jego ofiary zapisały się w kolejnych latach również w takich dziedzinach jak muzyka czy film. Wystarczy wspomnieć tu twórczość Jacka Kaczmarskiego czy też piosenkę “Janek Wiśniewski padł” traktującą o śmierci Zbyszka Godlewskiego 17 grudnia w Gdyni.
Przeciwko strajkującym rzucono oddziały z 16. Dywizji Pancernej, 13 Pułku Wojsk Obrony Wewnętrznej, 7. Łużyckiej Dywizji Desantowej w Gdańsku, z 8. Drezdeńskiej Dywizji Zmechanizowanej im. Bartosza Głowackiego w Gdyni, z 12. Dywizji Zmechanizowanej , 12. Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza, 12 pułku pontonowego i 16 batalionu pontonowego Wojsk Ochrony Pogranicza oraz 36. pułku inżynieryjno-budowlanego.
Przeciwko nim stanęli zwykli, bezbronni obywatele – robotnicy stoczni, zakładów budowlanych czy też młodzież. Ginęły przypadkowe osoby jak np. 16-letnia Jadwiga Kowalczyk w Szczecinie, którą trafił pocisk, gdy stała przy oknie i obserwowała manifestacje. Czynni działacze – przywódcy strajków oraz ich anonimowi uczestnicy mieli być wspólnym mianownikiem do walki przeciw reżimowi a także dać podwaliny pod Sierpień 80’.
Bibliografia
Źródła
- Odezwa PWRN i KW PZPR w Szczecinie oraz Wojewódzkiej Komisji Związków Zawodowych do robotników Szczecina,18.12.1970 [w:] https://www.szczecin.ap.gov.pl/news/pl/wydarzenia-grudnia-1970-roku-w-szczecinie-w-materialach-archiwalnych
- A. Potocki, Grudzień 70’. Wspomnienie piątoklasisty. “Jako 11-letni chłopak miałem pełną świadomość, że to co mówi partia, to kłamstwo”, [w:] https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/531049-grudzien-70-wspomnienie-piatoklasisty, [dostęp: 09.02.2022].
- Postulaty Strajkowe z 23 stycznia 1971, [w:] Postulaty strajkowe z 23 stycznia 1971 r. – Centrum Dialogu (muzeum.szczecin.pl)[dostęp: 10.02.2022].
- Zmiana cen detalicznych szeregu artykułów rynkowych. Komunikat Polskiej Agencji Prasowej, [w:] https://www.polska1918-89.pl/grudzien-1970,241.html , [dostęp: 14.02.2022].
Opracowania
- Abryszeński P., D. Gucewicz, Reakcje duchowieństwa w Trójmieście na zapowiedzi normalizacji stosunków między państwem a kościołem rzymskokatolickim po Grudniu 70’, “Rocznik Gdański” 2020, t. LXXX, s.88.
- Antoni Walaszek, [w:] Biuletyn Informacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/9074 [dostęp: 14.02.2022].
- Aparat Bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza, t. II 1956-1975, Warszawa 2006.
- Cenckiewicz S. Gdańsk 70’. Zbrodnia nieukarana i bitwa o pamieć, “Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej”, Grudzień 2010, nr 12 (121).
- “Czarny czwartek” – 17 grudnia 1970. Najkrwawszy dzień robotniczego powstania na Wybrzeżu,[w:]https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/2867488,Czarny-czwartek-17-grudnia-1970-Najkrwawszy-dzien-robotniczego-powstania-na-Wybrzezu[dostęp: 14.02.2022].
- Eisler J., Grudzień 70’. Czego jeszcze nie wiemy? [w:] Wolność i Solidarność. Studia z dziejów opozycji wobec komunizmu i dyktatury, red. A. Kaczyński, J. Kufel, J. Skórzyński, M. Strasz, Gdańsk 2010.
- Historyczny Czwartek: Słupski Grudzień 70’, [w:] https://www.slupsk.pl/wydarzenia/imprezy/historyczny-czwartek-slupski-grudzien-70
- Ludzie władzy 1944-1991: władze państwowe i polityczne Polski według stanu na dzień 28 II 1991, red. T. Mołdawa, Warszawa 1991
- Marszalec J. “Po długie lata będzie pamiętał lud…” [w:] Wolność i Solidarność. Studia z dziejów opozycji wobec komunizmu i dyktatury, red. A. Kaczyński, J. Kufel, J. Skórzyński, M. Strasz, Gdańsk 2010.
- M. Paziewski, Szczecin 70’: pierwszy taki bunt, “Biuletyn IPN pamięć.pl” 2015, nr 12(45)
- Słupski grudzień w oczach duńskich dziennikarzy, [w:] https://gp24.pl/slupski-grudzien-1970-w-oczach-dunskich-dziennikarzy/ar/c1-4791533
- A. Sobór – Świderska, Franciszek Szlachcic (1920-1990) – przyczynek do biografii supergliny, “Dzieje Najnowsze” 2013, XLV, nr 2
Fot. Demonstracje Grudnia 1970 w Gdyni: ciało Zbyszka Godlewskiego niesione przez demonstrantów, Tygodnik Solidarności
[1] J. Eisler, Grudzień 1970, “Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” Grudzień 2010, nr 12 (121), s. 2.
[2] Zmiana cen detalicznych szeregu artykułów rynkowych. Komunikat Polskiej Agencji Prasowej, [w:] https://www.polska1918-89.pl/grudzien-1970,241.html , [dostęp: 14.02.2022].
[3] Ibidem..
[4] Ibidem.
[5] Alojzy Karkoszka (1929-2001) – w trakcie wydarzeń Grudnia 70’ I sekretarz KW PZPR w Gdańsku; w PZPR od 1949. Po wydarzeniach grudniowych członek Prezydium Rządu (1974-1975). W latach 1976-1985 poseł na Sejm PRL VII i VIII kadencji. Vide: Ludzie władzy 1944-1991: władze państwowe i polityczne Polski według stanu na dzień 28 II 1991, red. T. Mołdawa, Warszawa 1991, passim.
[6] J. Eisler w jednej ze swoich prac pisze, że przez długi czas aparat władzy kreował wersję wydarzeń taką, że 15 grudnia o godzinie 7.30 padły strzały z tłumu w kierunku milicji. Właśnie to miało być przyczyną eskalacji konfliktu. Jednocześnie autor bierze pod uwagę takie kwestie jak dostępność do broni w PRL dla zwykłego obywatela oraz możliwe prowokacje ze strony Służby Bezpieczeństwa. Zresztą taka argumentacja ze strony władzy usprawiedliwiała decyzję Władysława Gomułki z 15 grudnia o zezwoleniu na użycie broni przeciw demonstrantom. Vide: J. Eisler, Grudzień 70’. Czego jeszcze nie wiemy? [w:] Wolność i Solidarność. Studia z dziejów opozycji wobec komunizmu i dyktatury, red. A. Kaczyński, J. Kufel, J. Skórzyński, M. Strasz, Gdańsk 2010, s. 168.
[7] Dom Partii został podpalony około godziny 9.50. Wewnątrz mieli znajdować się pracownicy, funkcjonariusze partyjni, 160 żołnierzy Wojsk Obrony Wewnętrznej, ale również stoczniowcy, którym wcześniej udało się wejść do gmachu budynku.
[8] Stocznia była otoczona przez wojska 16. Dywizji Pancernej oraz 13 pułku Wojsk Obrony Wewnętrznej.
[9]Cyt. za P. Miedziński, K. Rembacka, Zbuntowane miasto. Szczeciński Grudzień 70’ – Styczeń 71’. s. 3.
[10] Antoni Walaszek (1923-1995) – ekonomista, poseł na Sejm PRL III, IV i V kadencji. Pełnił funkcje kolejno 1954 – 1959 I sekretarza Komitetu Miejskiego partii w Katowicach, 1959-1960 sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach, 1960 – 1971 I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Szczecinie, vide: https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/9074 [dostęp: 14.02.2022].
[11] M. Paziewski, op. cit. s. 46.
[12] R. Chrzanowski, Gdyński protokół porozumiewawczy z 15 grudnia 1970 r. i jego tajemnice, “Przegląd Archiwalny Instytutu Pamięci Narodowej”, Warszawa 2019, t. 12, s. 133.
[13]https://www.gdansk.pl/wiadomosci/grudzien-70-smierc-mlodego-stoczniowca-w-rodzinnym-wspomnieniu,a,66882, [dostęp: 08.02.2022].
[14] Ibidem.
[15] “Czarny czwartek” – 17 grudnia 1970. Najkrwawszy dzień robotniczego powstania na Wybrzeżu, [w:]https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/2867488,Czarny-czwartek-17-grudnia-1970-Najkrwawszy-dzien-robotniczego-powstania-na-Wybrzezu [dostęp: 14.02.2022].
[16] P. Miedziński, K. Rembacka, op. cit., s. 4.
[17] Zarządzenie porządkowe Nr 50/721/70 Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie z dnia 17 grudnia 1970 r. w sprawie zapewnienia spokoju i porządku publicznego, [w:] https://www.szczecin.ap.gov.pl/news/pl/wydarzenia-grudnia-1970-roku-w-szczecinie-w-materialach-archiwalnych [dostęp: 09.02.2022].
[18]Odezwa PWRN i KW PZPR w Szczecinie oraz Wojewódzkiej Komisji Związków Zawodowych do robotników Szczecina,18.12.1970 [w:] https://www.szczecin.ap.gov.pl/news/pl/wydarzenia-grudnia-1970-roku-w-szczecinie-w-materialach-archiwalnych
[19] Postulaty Strajkowe z 23 stycznia 1971, [w:] Postulaty strajkowe z 23 stycznia 1971 r. – Centrum Dialogu (muzeum.szczecin.pl) [dostęp: 10.02.2022].
[20] Henryk Słabczyk (1925-1973) – wiceminister spraw wewnętrznych PRL, generał brygady MO. W 1968 jako komendant MO miasta stołecznego Warszawy był odpowiedzialny za tłumienie ówczesnych strajków w stolicy. Od 15 grudnia 1970 w składzie sztabu mającego stłumić strajki na Wybrzeżu. W styczniu 1971 dowodził połączonymi siłami pacyfikującymi strajki w Szczecinie, vide: Aparat Bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza, t. II 1956-1975, Warszawa 2006, s. 11, 13, 35, 108.
[21] M. Paziewski, Szczecin 70’: pierwszy taki bunt, “Biuletyn IPN pamięć.pl” 2015, nr 12(45), s. 42.
[22] Franciszek Szlachcic (1920-1990) – działacz komunistyczny, generał brygady MO. Pełnił kolejno następujące funkcje: wiceminister spraw wewnętrznych (1962-1971), członek Biura Politycznego KC PZPR (1971-1975), minister spraw wewnętrznych (1971), sekretarz KC PZPR (1971-1974), członek Rady Państwa (1972-1974), wiceprezes Rady Ministrów (1974-1976). Był również posłem na Sejm PRL VI kadencji (1972-1976). W grudniu 1970 z inicjatywy Mieczysława Moczara i Kazimierza Świtały został odesłany na Wybrzeże by tam stworzyć zapasowe stanowisko kierowania MSW. W ten sposób miał wspomagać w działaniach gen. Henryka Słabczyka. Szlachcic wraz ze Stanisławem Kanią udali się na Śląsk by “pozyskać” Edwarda Gierka i nakłonić go do objęcia władzy w partii po usunięciu towarzysza Wiesława. Więcej vide: A. Sobór – Świderska, Franciszek Szlachcic (1920-1990) – przyczynek do biografii supergliny, “Dzieje Najnowsze” 2013, XLV, nr 2, s. 232-249.
[23] Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie w interesie klasy robotniczej.
[24] Historyczny Czwartek: Słupski Grudzień 70’, [w:] https://www.slupsk.pl/wydarzenia/imprezy/historyczny-czwartek-slupski-grudzien-70
[25] Słupski grudzień 70’ w oczach duńskich dziennikarz, [w:] https://gp24.pl/slupski-grudzien-1970-w-oczach-dunskich-dziennikarzy/ar/c1-4791533
[26] J. Eisler, Grudzień 1970, “Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” Grudzień 2010, nr 12 (121), s. 5.
[27] Ibidem.
[28] Eisler stwierdza, że należy wziąć pod uwagę anonimowe źródła, które informują, iż o swego rodzaju “zamachu” na Gomułkę rozmawiano już latem 1969 r. w Helenowie. Mieli się tam spotkać prominentni komunistyczni działacze: Wojciech Jaruzelski, Edward Babiuch, Stanisław Kania, Stanisław Kociołek i Franciszek Szlachcic. W związku z anonimowością źródeł Eisler nie rozstrzygnął czy należy to przyjąć jako prawdę czy też jako plotkę. Vide: J. Eisler, Grudzień 70’. Czego jeszcze nie wiemy? [w:] Wolność i Solidarność. Studia z dziejów opozycji wobec komunizmu i dyktatury, red. A. Kaczyński, J. Kufel, J. Skórzyński, M. Strasz, Gdańsk 2010, s. 169. Dla odmiany Michał Paziewski twierdzi, że efektem Grudnia 70’ było uznanie “robotniczego weta”.
[29] Cyt. za: P. Abryszeński, D. Gucewicz, Reakcje duchowieństwa w Trójmieście na zapowiedzi normalizacji stosunków między państwem a kościołem rzymskokatolickim po Grudniu 70’, “Rocznik Gdański” 2020, t. LXXX, s.88.
[30] S. Cenckiewicz, Gdańsk 70’. Zbrodnia nieukarana i bitwa o pamieć, “Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej”, Grudzień 2010, nr 12 (121), s. 7.
[31] Dzieci żywo interesowały się wydarzeniami, które miały miejsce wokół nich. Działo się tak w związku z uczestnictwem w tych wydarzeniach ich rodziców. (…)Pierwszy odezwał się chłopak z robotniczej rodziny ledwie jak tylko wszedł. To on rozpoczął temat. Podwórkowy chuligan o przezwisku „Tuby”. Wściekły, niczym przed bijatyką pod blokiem, mówi tymi słowami – Czerwone sk……y zabijają w Gdańsku robotników! Tak rozpoczęła się wymiana zdań piątoklasistów. Żaden z uczniów nie użył argumentu o „buncie autochtonów”. Nawet dzieci uczulone wtedy były na kłamstwa komunistów. – Jeszcze za to zapłacą – wtrąca nagle Robert Gawrych. – Nie dość, że żyć nie dają, podnoszą ceny, to jeszcze strzelają do naszych ojców. Bydlaki – skwitował Marek Zieliński. Rozpoczęła się żywa rozmowa. Nastrój panował taki, żeby gdyby ktoś nam dał granaty, to jako 11 letnie dzieci nie mielibyśmy chyba problemu z decyzją, w którą stronę je rzucić. Wściekłość i gniew, A. Potocki, Grudzień 70’. Wspomnienie piątoklasisty. “Jako 11-letni chłopak miałem pełną świadomość, że to co mówi partia, to kłamstwo”, [w:] https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/531049-grudzien-70-wspomnienie-piatoklasisty, [dostęp: 09.02.2022].
[32] J. Marszalec, “Po długie lata będzie pamiętał lud…” [w:] Wolność i Solidarność. Studia z dziejów opozycji wobec komunizmu i dyktatury, red. A. Kaczyński, J. Kufel, J. Skórzyński, M. Strasz, Gdańsk 2010, s. 173.