Samurajowie nie byli tylko wojownikami – byli też ludźmi zanurzonymi w świecie sztuki, namiętności i społecznych przemian. Fragment książki „Samuraje. Prawdziwa historia” Julien Peltier odkrywa ich mniej oczywiste oblicze.
„[…] przez ostatnie trzydzieści lat popsuły się zwyczaje. Dziś samuraje nie rozprawiają o niczym innym, jak tylko o pieniądzach, zyskach i stratach, plotkach, modnych strojach albo rozpuście. Tylko takie rzeczy ich interesują […]. Tylko pieniądz się liczy, zbytek i próżność, co każe młodym żyć ponad stan”[1]. Autorowi Hagakure brakuje wystarczająco ostrych słów, by potępić chciwość i frywolność współczesnych mu wojowników. W połowie okresu Edo nie tylko Yamamoto „Jōchō” Tsunetomo mówił głośno o upadku wartości.
Tekst jest fragmentem książki Samuraje. Prawdziwa historia, która czeka na Ciebie tutaj:
Wiele osób odczuwało nostalgię za idealizowaną przeszłością i obruszało się na widok samurajów zaprzeczających swojemu dziedzictwu, które uchodziło za tym cenniejsze, że było fundamentem supremacji kasty wojowników.
Epoka stała pod znakiem paradoksu, ponieważ zawodowi wojownicy przekwalifikowali się, często z korzyścią dla siebie, by zasilić szeregi klas średniej i wyższej, które w istotny sposób przyczyniły się do rozwoju gospodarczego kraju. Samuraje działali w bardzo wielu obszarach – byli zarządcami, wyższymi urzędnikami państwowymi, medykami, nauczycielami, a nawet filozofami i teoretykami różnych nauk.
Dostęp do sztuki, dotychczas zarezerwowany dla daimyō i potężnych wasali, zdemokratyzował się, a wojownicy zostali mieszczanami, nierzadko wiodącymi próżniacze życie, w którym największą rozrywką było urządzanie wnętrz domów zgodnie z panującą modą.
Okres Edo zbiegł się w czasie ze złotym wiekiem drzeworytnictwa, zwłaszcza gatunku musha-e, ukazującego czyny zbrojnych mężów z dawnych czasów. To artystyczne bogactwo przyczyniło się zresztą znacząco do zgromadzenia wspaniałego dziedzictwa, które stało się wyznacznikiem miejsca starożytnej Japonii w zbiorowej wyobraźni.
Nie zmienia to faktu, że niezależnie od epoki i szerokości geograficznej zawsze znajdą się malkontenci skorzy do powtarzania truizmów charakterystycznych dla dyskursu konserwatywnego – ich zdaniem czasy pokoju przyniosły wiele zła, od materializmu po rzekomą feminizację, która mogła doprowadzić do emancypacji japońskiego społeczeństwa.
Kilka stron przed fragmentem zawierającym krytykę młodych samurajów ten sam Yamamoto opowiada o dziwnych spostrzeżeniach znajomego medyka. Ten ostatni wyraził zdumienie faktem, że w ciągu kilku dekad puls mężczyzn upodobnił się do pulsu kobiet, co jego zdaniem jest sprzeczne z podziałem ma męskie yō i żeńskie in i świadczy o nieodwracalnej utracie męskości[2].
Nie należy jednak wyciągać pochopnych wniosków na temat orientacji seksualnej konkretnych osób na podstawie wspomnianych obserwacji – niezależnie od tego, czy są one prawdziwe – w Japonii bowiem w mniejszym stopniu niż gdzie indziej orientacja seksualna nie była skorelowana z ekspresją płciową. Uciekając się, z braku lepszego rozwiązania, do anachronicznego słownictwa, można się również pokusić o stwierdzenie, że zniewieściały wygląd nie kojarzył się ze słabością czy tchórzostwem, wręcz przeciwnie.
Mityczne początki japońskiej homoseksualności
Androgyniczna estetyka, wciąż mocno obecna, przede wszystkim w mangach i muzyce, jest integralną częścią japońskiej kultury. Wiąże się zwłaszcza z postacią wakashū, młodego adepta sztuk walki. Japońska historiografia obnaża momentami bardzo brutalną prawdę o niebywałej swobodzie seksualnej panującej w pogrążonych w ciszy klasztorach, w kulisach teatrów czy rezydencjach panów feudalnych. Owo rozluźnienie obyczajów nie było niczym wyjątkowym w minionych czasach, zwłaszcza w pozornie ascetycznym świecie samurajów.
Miłość męsko-męska, a przynajmniej braterstwo broni często przeradzające się w relacje miłosne, jest zjawiskiem powszechnym w historii społeczności wojskowych. Wystarczy wspomnieć słynny Święty Zastęp, elitarną jednostkę armii tebańskiej, spartańskich erastai, pogłoski o biseksualności Ryszarda I Lwie Serce, króla Anglii, czy słynną wypowiedź przypisywaną Winstonowi Churchillowi, pierwszemu lordowi Admiralicji, że Royal Navy to nic innego niż rum, sodomia i chłosta*…
Takie zachowania mogłyby się wydawać zupełnie naturalne, tym bardziej w naszych czasach, gdyby nie odium, jakie spadło na nie za sprawą wielkich religii monoteistycznych, które wszędzie tam, gdzie wyparły dawne wierzenia pogańskie, naznaczyły relacje homoseksualne piętnem „obrzydlistwa”. W Japonii tradycja relacji homoseksualnych rozwijała się w sposób dyskretny, aczkolwiek prężny, przy udziale znanych postaci historycznych, w tym wojowników.
Wiele wskazuje na to, że szoguni z kolejnych dynastii – Minamoto no Yoritomo, Ashikaga Takauji, Tokugawa Ieyasu i niektórzy z ich wybitnych następców – utrzymywali takie stosunki ze swoimi chōshin, „ukochanymi wasalami”, nawet jeśli dokumenty nie potwierdzają tych przypuszczeń tak jednoznacznie jak w przypadku Takedy Shingena, jednego z najwybitniejszych wodzów wojennych okresu Sengoku.
W archiwach Uniwersytetu Tokijskiego zachowała się korespondencja, a raczej list z oskarżeniami, który szesnastoletni Kōsaka Masanobu – w przyszłości jeden z najlepszych dowódców w służbie klanu Takedów – zaadresował do Takedy Shingena, swojego suzerena i o sześć lat starszego kochanka.
Nadawca był zazdrosny o innego młokosa, którym jego pan był wyraźnie zauroczony, Shingen zaś tak tłumaczył się z relacji z młodzieńcem oskarżanym o sianie zamętu: „[On] nigdy nie legł ze mną w łożu. Nigdy do tego nie doszło. Nigdy nie uprawiałem z nim miłości ani w nocy, ani za dnia. Kiedy czasami proponowałem mu stosunek, odmawiał, mówiąc, że źle się czuje lub ma problemy żołądkowe”[3].
Treść tej odpowiedzi nie pozostawia wątpliwości. Choć wraz z upadkiem potęgi samurajów i restauracją Meiji tradycja miłości męsko-męskiej zaczęła odchodzić w zapomnienie, Mishima Yukio ożywił ją 100 lat później, próbując przywrócić znaczenie dawnym zwyczajom, w tym wakashudō (‘droga efeba’,’ droga młodzieńca’).
Pierwsi jezuici, którzy dotarli do Japonii, potępiali praktyki homoseksualne, widząc w nich rodzaj wynaturzenia. Ojciec Francisco Cabral, legat Towarzystwa Jezusowego, z przerażeniem zauważył, że „ludzie z wyższych sfer powierzają swoich synów bonzom, którzy zaznajamiają ich z tą haniebną praktyką […] i dopuszczają się z nimi lubieżnych czynów”[4].
Misjonarze, którzy upominali dostojników buddyjskich lub panów feudalnych, spotykali się w najlepszym razie z uśmiechem politowania, w najgorszym z całkowitym niezrozumieniem, a nawet jawną wrogością.
Swoboda obyczajowa, z którą w tym burzliwym okresie zetknął się François Xavier i jego współwyznawcy, była niczym innym jak wyrazem wielowiekowej tradycji sięgającej początków buddyzmu w Japonii, a nawet wcześniejszego okresu, jeśli wierzyć tezom sformułowanym na początku ubiegłego wieku przez Junichiego Iwatę, jednego z prekursorów badań na ten temat.
Jego praca, sytuująca się na styku rodzących się wówczas nauk społecznych, rzuca nowe światło na szczególnie mało znany aspekt japońskiej cywilizacji, cofając się w czasie aż do epoki cesarzowej Jingū. Nihon shoki, jeden z najstarszych japońskich tekstów, wspomina, że za panowania tej legendarnej władczyni, przypadającego na III wiek naszej ery, dwóch kapłanów zostało przeklętych za popełnienie grzechu azunai, co Junichi uznał za najstarszą wzmiankę o związku homoseksualnym.
Podania ludowe przypisują sprowadzenie pederastii na archipelag słynnemu mnichowi Kūkaiemu (774–835), który w 804 roku, po pobycie na dworze Tangów, gdzie miał okazję zgłębić tajniki buddyzmu ezoterycznego, założył buddyjską sektę shingon.
Opowieści o upodobaniu bonzów z kontynentu do młodych chłopców, prawdopodobnie apokryficzne i mające na celu usankcjonowanie zachowań, które zdążyły się upowszechnić, podkreślają znaczenie, jakie duchowni przywiązywali do tej praktyki, przypisując jej chiński rodowód, będący synonimem wyrafinowania i erudycji.
Przełożeni klasztorów i duchowni otaczali się chigō, nowicjuszami lub akolitami, czasem bardzo młodymi, których rzekomo religijna edukacja polegała również na zaspokajaniu cielesnych żądz nauczycieli. Nikt nie widział w tym nic zdrożnego, wręcz przeciwnie, ponieważ ta forma pederastii, początkowo ograniczona do społeczności mnichów, którzy szybko dorobili się wątpliwej reputacji nienasyconych rozpustników, rozpowszechniła się z czasem wśród przedstawicieli wyższych warstw społeczeństwa, zwłaszcza wśród samurajów.
Przez całe stulecia klany wojowników powierzały swoich męskich spadkobierców klasztorom, aby już od najmłodszych lat otrzymywali wszechstronne wykształcenie. Wyodrębnienie się kasty wojowników na przełomie XII i XIII wieku przyniosło jednak znaczącą zmianę w postrzeganiu relacji homoseksualnych, które wkrótce zostały podniesione do rangi „drogi”, traktowanej na równi z drogą łuku czy drogą miecza.
[1] Y. Tsunetomo, Hagakure. Ukryte w listowiu, dz. cyt., s. 31.
[2] Tamże, s. 19.
[3] G. P. Leupp, Male Colors. Th e Construction of Homosexuality in Tokugawa Japan, Berkeley 1995, s. 52.
[4] J. Nelson, Myths, Missions and Mistrust. Th e Fate of Christianity in 16th and 17th Century Japan, „History and Anthropology” 2002, t. 13, s. 109.
Tekst jest fragmentem książki Samuraje. Prawdziwa historia, i powstał we współpracy z Wydawnictwem RM.
