Michaela Gajdošíková-Šebetovská, Weles. Słowiański bóg zaświatów
Weles jest postacią na tyle tajemniczą, że niektórzy znawcy tematu zastanawiają się, czy takowe bóstwo istniało w rzeczywistości. Przypisuje się mu wiele ról, które są niejednoznaczne, i wynikają bardziej z tego, co XIX-wieczni badacze słowiańskiej mitologii, oraz ich następcy, wywnioskowali z różnego rodzaju słów o podobnym znaczeniu.
Jak dla mnie to wszystko jest ogromnie naciągane, i chyba wolałbym, aby naukowcy pisali otwarcie, że nie mają pojęcia jak te postać „ugryźć”. Niemniej co jakiś czas znajduje się kolejny śmiałek, który stara się urzeźbić z Welesa postać z krwi i kości, która przypominałaby kogoś z mitologii greckiej, a w najgorszym wypadku – germańskiej.
Welesa uważa się więc za bóstwo bogactwa, magii, płodności, ciemności, a nawet śmierci. Nie do końca przekonuje mnie taka charakterystyka, nawet oparta na krytyce średniowiecznych źródeł, które w moim przekonaniu, są mocno przekoloryzowane. Odnoszę wrażenie, że ktoś, najpewniej mnisi, starali się ulepić jakąś konkretną postać, łącząc ze sobą kilka postaci – jakiś dawnych herosów, bóstwa, demony i duchy. Z chęcią pogawędziłbym na ten temat, ale niestety to nie moja praca. Moje zadanie jest zupełnie inne.
Niedociągnięcia
Książka jest pod wieloma względami problematyczna. Po pierwsze – znajdziecie tutaj dosyć sporo fotografii, które nie koniecznie są związane z omawianym tematem. Zastanawiam się, po co ktoś je zamieszczał, skoro znacząco odbiegają od poruszanego zakresu?
Po drugie – wiele spraw powtarza się, co sugeruje, iż jest to praca niepełna, zapewne napisana przez osobę starającą się o swój pierwszy tytuł naukowy. Przepraszam, ale tak pisze się przy pracach licencjackich czy magisterskich. Publikacja dla szerszego grona, powinna być poprawiona, i przystosowana do nieco innych celów i zadań.
Po trzecie – nie rozumiem, dlaczego tyle kartek zmarnowano. Wiele miejsca zajmują puste strony, które można byłoby wykorzystać na coś lepszego. Przepraszam, ale jestem zwolennikiem ekologii i nie lubię marnotrawstwa. W żadnej formie.
Po czwarte – jak zawsze nie lubię przypisów, tak tutaj kilka sprawdziłem. I wiecie co? Okazuje się, że jest tutaj sporo błędów. Przypisy bowiem nawiązują do zupełnie innych prac i tematów, niż znaleźć można w tekście. Ewidentnie ktoś się pomylił, najpewniej przy tłumaczeniu. Znalazłem również sporo literówek w pisowni niektórych pojawiających się w książce postaci, zwłaszcza Thora, który tutaj pojawia się jako Eór. Skąd takie coś? Nie wiem, nie potrafię sobie wytłumaczyć.
Ale nie wszystkie jest takie złe
Ale wróćmy do samej treści. Mamy tutaj przede wszystkim rozwinięcie samej etymologii imienia Weles, które w różnych wariantach pojawia się w kilkunastu przytoczonych przez Autorkę źródłach. Ja nie znałem sporej ich części.
Drugi rozdział poświęcony jest historii badań. Kolejny to poszukiwania znaczenia i zakresu działalności opisywanego bóstwa. Rozdział ostatni to nawiązanie do słowiańskiej mitologii.
Wszystko ładnie, pięknie, ale szczerze to nie bardzo moja wiedza posunęła się do przodu. To bardziej podsumowanie stanu wiedzy na dzień dzisiejszy, niż rozwinięcie nowych koncepcji czy badań.
Więcej było tutaj o samych badaniach czy tezach wszelkiej maści badaczy, niż o samym Welesie. Znajdziemy tutaj powiązania tego bóstwa ze świętym Błażejem, z Odynem, Waruną, wodnikami, leszym… Nie jestem znawcą tematu, ale pewne sugestie (nie związane z propozycjami samej Autorki, ile raczej z badaniami różnej maści naukowców) wydają mi się dosyć mocno naciągane. No, ale kto wie… mitologia słowiańska jest równie skomplikowana co stosunki międzyludzkie.
Mocnymi stornami publikacji jest szeroki zakres badań porównawczych, które łączą w sobie interpretację źródeł archeologicznych, historycznych czy religijnych. Spodobała mi się również sensowna krytyka tak zwanej „Księgi Welesa”, która jest ewidentnym falsyfikatem, a która – niestety – wciąż brana jest pod uwagę przez osoby, które starają się naciągnąć słowiańską mitologię do własnych, komercyjnych potrzeb. Za to plusik.
Spodobało mi się również to, że Autorka stara się ukazać tę postać jako połączenie jakiejś pustki, tajemnicy, która skrywa w sobie nie tylko dawno zapomniane sentymenty, ale i chęć uporządkowania chaosu w otaczającym świecie, zarówno w średniowieczu, jak i teraz. Bo jak wyjaśnić fakt, że postać o której tak niewiele wiadomo, nadal tak mocno fascynuje ludzi, z badaczami na czele?
Weles. Słowiański bóg zaświatów – krótkie podsumowanie
Podsumowując – z książki nie dowiedziałem się zbyt wiele. Raczej utrwaliłem to, co już wcześniej było mi znane. Jedynie krytyka „Księgi Welesa” była czymś nowym i ciekawym. W tekście znalazłem wiele terminologii, która stanowiła dla mnie wyzwanie. A szkoda, bo to praca, która bardziej nadawałaby się do użytku przez zwykłych czytelników, niż dla znawców tematu. No, ale to moja subiektywna ocena.
Przez ciągłe powtarzanie pewnych kwestii, pisanie o tym, co będzie w dalszej części tekstu poruszane, trochę się nudziłem. Tak więc, jeśli sięgniecie po tę pozycję, to na własną odpowiedzialność. Zła nie była, ale zachwycić – mnie nie zachwyciła. A szkoda, bo potencjał jest. Być może dalsza redakcja, korekta błędów sprawi, że książka stanie się bardziej przystępna dla wymagających osób.
Książka liczy 240 stron, z czego sporą jej część stanowią puste kartki (między rozdziałami) i zdjęcia, nie zawsze odpowiadające omawianemu tematowi.
Ocena recenzenta: 4/6
Wydawnictwo Replika
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.