Philomena Cunk (Diane Morgan), Świat według Cunk. Ilustrowana historia wszystkich wydarzeń, o ile wystarczy miejsca
Philomena Cunk wraca – tym razem w formie książki, która wygląda jak podręcznik, a czyta się ją jak najlepszy odcinek „Cunk on Earth”, tylko że bez przerw na reklamy i z jeszcze większą dawką kontrolowanego absurdu. Świat według Cunk. Ilustrowana historia wszystkich wydarzeń, o ile wystarczy miejsca zabiera historię ludzkości w podróż, którą nikt rozsądny by jej nie zafundował, i właśnie dlatego działa: to parodia totalna, bez patosu, za to z humorem tak suchym, że można nim szlifować piramidę Cheopsa.
Świat według Cunk. Ilustrowana historia wszystkich wydarzeń, o ile wystarczy miejsca wygląda jak podręcznik, ale zachowuje się jak długi odcinek „Cunk on Earth”, tylko że na papierze i bez możliwości pauzowania, żeby złapać oddech po kolejnym suchym strzale w to, co ludzkość uważa za swój dorobek. Książka robi dokładnie to, czego można się spodziewać po Philomenie Cunk: bierze historię świata, wrzuca ją do miksera razem z absurdalnymi skojarzeniami, błędnymi nazwami i logiką, która działa wyłącznie w uniwersum osoby przekonanej, że Melina Królów to w sumie całkiem sensowne miejsce.
Narracja sunie przez epoki z taką pewnością siebie, jakby prowadziła ją reporterka BBC, która właśnie odkryła Wikipedię i od razu uznała się za jej nadzorcę. Rzymianie, średniowiecze, renesans, emoji – wszystko tworzy jedną, zwartą opowieść, choć tylko w takim sensie, w jakim mockument z Morgan bywa „zwarty”. Każdy rozdział to kolejny strzał w powagę historii, tak samo precyzyjny jak pytanie Cunk zadane ekspertowi w telewizyjnym studio: totalnie nietrafione, a jednocześnie dziwnie celne.
Diane Morgan, czyli osoba, która od lat trzyma przy życiu tę postać, ma absolutnie żelazny rytm komediowy. Deadpan, powaga, nonsens i logika zbudowana jak domek z kart, który i tak się trzyma. W książce brzmi to jeszcze mocniej, bo nie ma tu efektów wizualnych, min ekspertów ani dramatycznych pauz – jest tylko tekst i ilustracje, które wyglądają dokładnie tak, jakby narysowała je osoba przekonana, że umie rysować, bo kiedyś wygrała konkurs plastyczny w podstawówce. I właśnie dzięki temu działają.
Na tle klasycznych narracji historycznych Świat według Cunk wypada jak mem, który wyrwał się spod kontroli. Nie ma tu zamiaru edukować (i dobrze, bo groziłoby to odjęciem kilku punktów od średniej inteligencji społeczeństwa), ale znakomicie punktuje to, jak narracje historyczne lubią wymyślać „ciągłość” i „sens”, nawet tam, gdzie istnieje tylko chaos i przypadek. Cunk demoluje te konstrukcje jednym żartem, czasem celniejszym niż poważne analizy w grubych tomach.
Skondensowana dawka absurdu, rytmiczny język, błyskotliwa suchość i satyra tak ostra, jakby pisała ją osoba z licencją na bełkot podany w formie naukowej. Humor bywa infantylny, część żartów działa głównie na fanów serialu, a niektóre rozdziały przyciśnięte do ziemi przesadą tracą tempo – jak gorszy odcinek Cunk on Britain, w którym ekspert nie współpracował.
Ale w ogólnym rozrachunku książka robi to, co powinna: rozbraja powagę historii tak skutecznie, że człowiek po chwili zaczyna zadawać pytania w stylu Cunk – a to znak, że efekt działa. Jeśli ktoś lubi mockumenty, absurd i poczucie humoru, które wygląda jak żart wymyślony w szatni BBC, to będzie się tu bawił jak na nowym sezonie „Cunk on Earth”.
Świat według Cunk nie uczy historii. Uczy dystansu. I robi to lepiej niż wiele poważnych publikacji – między jednym kaloszem a drugim.
Wydawnictwo Insignis
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Insignis. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.