Moja rodzina i jej kat

Moja rodzina i jej kat |Recenzja

Niklas Frank, Moja rodzina i jej kat

Hans Frank, zwany „katem Polski” został stracony 16 października 1946 roku za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Niejeden Polak zastanawia się kim był, jak działał, myślał, kłamał, kradł, jak łatwo przychodziło mu mordowanie? Na te dosyć trudne pytania stara się znaleźć odpowiedź jego syn, Niklas Frank, najmłodsza pociecha nazistowskiego zbrodniarza. Autopsja, jaką nam funduje, wciąga, chociaż czuć sporą dawkę niechęci do człowieka, który dał mu życie.

Zresztą, im dalej byłem z lekturą, tym bardziej nienawidziłem „rzeźnika”. Co dziwne, nie wynikało to tylko z jego zbrodniczych dokonań, ale bardziej ze słabości charakteru, pozowania na intelektualistę i ciągłej chwiejności w czynach. Czytając tę pozycję doszedłem do wniosku, że Hans Frank mordował z czystej kalkulacji, chcąc dopasować się do reszty nazistowskiej śmietanki, krążącej wokół Hitlera. Był pozerem, który ukrywał swe słabostki pod maską niemieckiej kultury.

Pół nadczłowieka

Hans Frank był niezwykle brutalnym zarządcą tego, co pozostało z II Rzeczypospolitej, jako Generalne Gubernatorstwo. Na ziemiach polskich poczuwał się do roli podobnej do Hitlera w Niemczech, z tą różnicą, że dyktator aspirował do podniesienia statusu Niemców, a Frank – do całkowitego wyniszczenia swych „poddanych”. Na jego rozkaz miano wyeliminować całą polską inteligencję oraz księży. Co rusz wydawał surowe dekrety, za których złamanie przewidywał karę śmierci. Robił wszystko, aby zniszczyć polską historię, naród i tożsamość. Żadna zbrodnia nie była dla niego błaha, czy niepotrzebna.

Przyszły zbrodniarz przyszedł na świat 23 maja 1900 roku w Karlsruhe (Wielkie Księstwo Badenii) w rodzinie należącej do klasy średniej. Jego ojciec był prawnikiem, matka córką bogatego piekarza. Za młodu nauczył się grać na fortepianie (czym wykazywał się do końca życia) oraz był zamiłowanym miłośnikiem książek. W 1923 roku uzyskał doktorat z prawa. Wykazywał zainteresowania socjalistyczne, ale dla niego ważna była tylko idea zjednoczenia narodowego Niemców, nie zaś sama rewolucja.

Nic więc dziwnego, że tak szybko uległ ideologii głoszonej przez Adolfa Hitlera. Można nawet powiedzieć, że był „wyznawcą” religii głoszonej przez swego idola. I dopiero wówczas, gdy go zabrakło, zwrócił się w stronę Boga. Ze zbrodniarza przemienił się w dewota – chyba bardziej na pokaz dla władz okupacyjnych w Niemczech, niż z prawdziwego prozelityzmu.

Oczekując na proces, a także w jego trakcie, Hans Frank napisał książkę „W obliczu szubienicy”, w której rozprawiał się z niemieckim dyktatorem. Początkowo w tekście przebijał jego podziw dla Hitlera, jednak później potępił dyktatora deprecjonując jego dokonania i czyny. Uważał go więc, za „postać demoniczną”.

Tym, co razi w tych „wyznaniach” jest chęć ukazania Hitlera nie przez pryzmat jego osobowości, ile raczej, jako uświadomienie czytelnikowi, że dawny generalny gubernator posiadł jakąś nadzwyczajną wiedzę o Führerze. Odniosłem wrażenie, że pisał „ku pokrzepieniu serc” dla tych, którzy przyjdą po nim.

Rodzinna skaza

Wbrew oczekiwaniom, Autor nie starał się wybielić swego ojca. Nie pochylał się nad nim z troską, wręcz przeciwnie – odrzucił z obrzydzeniem nazistowską spuściznę, dokonując analizy tego, kim był Hans Frank, oraz tego, co niósł ze sobą system hitlerowski. Jest to taki krytyczny obraz niemieckiego społeczeństwa pierwszej połowy XX stulecia.  Choć nadal czuć sarkazm, publikacja ta jest bardziej stonowana niż jego poprzednia praca „Mój ojciec Hans Frank”.

Nadal jest tutaj sporo miejsca na gniew, czasem wręcz szyderstwo wobec ojca, ale czyta się ją zdecydowanie lepiej. Mimo to, książka nadal momentami jest bardzo mocna, bowiem Niklas Frank piętnuje dokonania ojca i to, w czym miał tak wielki udział. I nie wiem, co bardziej mnie zszokowało – nienawiść do III Rzeszy, czy do własnego ojca.

Niklas Frank opisując swego ojca, posiłkuje się jego wspomnieniami, pisanymi głównie w więziennej celi, ale i analizami psychologów i ludzi, którzy stykali się z „katem Polski”. Dzięki temu analiza osobowości Hansa Franka jest pełniejsza, choć wybór tych źródeł, i tak sugeruje ogromną niechęć wobec rodziciela.

Autor wyśmiewa jego słabostki, kochliwość oraz zakłamanie. Piętnuje racjonalną bezwzględność, bezgraniczne eksploatowanie ziem polskich, a także chęć wybielenia się. Hans Frank, siedząc w więzieniu starał się zmniejszyć swój wpływ na niemiecką machinę wojenną. Starał się przemilczeć pewne fakty, jakby liczył, że „niewiedza” aliantów przyniesie mu mniejszy wyrok.

Rodzina Franków

Zresztą należy zauważyć, że rodzina Franków wyparła się tego człowieka. W ten sposób odróżnili się od większości rodzin nazistowskich dostojników. Tylko najstarsza córka Franka, Sigrid, pozostała zatwardziałą nazistką, która nie mogąc się realizować w Niemczech, zamieszkała w RPA, gdzie panował apartheid. Cała reszta Franków, nienawidziła swego męża i ojca.

Opis Niklasa całej rodziny również jest szokujący. To nie tylko obraz zepsutego i zakłamanego Hansa, ale i „przedsiębiorczej” Brigitte Frank, zwanej „królową Polski” oraz ich dzieci. Pani Frank to kobieta równie bezwzględna, co przedsiębiorcza. Mieszkając na Wawelu, kombinowała, jak zagrabić jak najwięcej żydowskich i polskich kosztowności dla siebie samej. I choć oboje zdradzali się wzajemnie, byli od siebie uzależnieni. Później, po upadku III Rzeszy, również nie było lepiej.

W ogóle można odnieść wrażenie, że cała rodzina Franków była formacją zdeprawowaną pod każdym względem. Jednak to, co rodzina Franków robiła w trakcie wojny, nie jest tak ciekawe, jak to, gdy system nazistowski upadł. Proces transformacji z jednej z pierwszych rodzin w Rzeszy, w rodzinę „demokratyczną” nowych Niemiec, jest procesem fascynującym. To obraz tego, że przemiana była tylko iluzoryczna, i skupiała się na niwelowaniu poczucia ogromnej krzywdy, która wiązała się ze znacznym spadkiem stopy życia i konieczności dopasowania się do „zwykłych” Niemców. Swoją drogą, z chęcią przeczytałbym opracowanie kreślące losy rodzin nazistowskich ministrów, generałów w czasie trwania i po zakończeniu II wojny światowej,

Jednak nie tylko sam zbrodniarz jest bohaterem tej książki. Jest tutaj cała rodzina Hansów, która najpierw czerpała korzyści z hitlerowskich zbrodni, a po wojnie, gdy ich świat runął w gruzy, musieli nosić piętno i ponosić konsekwencje denazyfikacji.

Podsumowanie

Książka liczy 432 strony. Książka Niklasa Franka jest warta przeczytania. Czemu? Bo po pierwsze – to historyczna rozprawa z nazizmem, nie tylko jako systemem politycznym, ale i częścią życia niemieckich rodzin. Po drugie – Autor poczuwa się do niesienia misji wyplenienia w Niemcach tego, co stało się przyczyną ich upadku – bezbrzeżną dumę, narcyzm kulturowy. Po trzecie – to również walka z przemilczaniem pewnych spraw, spychaniem ich w nieświadomość czy zapomnienie. Bo nie da się ukryć, że Niemcy dokładają wszelkich starań, aby zmieniać kontekst swych XX-wiecznych dziejów.


Wydawnictwo Harde
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Harde . Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.