Warszawa 1944 | Recenzja

Prolegomena

Historiozoficzne dziedzictwo Powstania Warszawskiego doczekało się już własnej, przyznać trzeba, przepastnej bibliografii. Ostatnia, siedemdziesiąta rocznica Powstania Warszawskiego była tego najlepszym przykładem. Przechadzając się Placem Napoleona, witryny lokalnych księgarni wprost uginały się od pozycji traktujących o powstańczym zrywie, sprawiając tym samym, iż nie wszystkie publikacje mogły znaleźć sobie zaszczytne miejsce na wystawie.

warszawa-1944-tragiczne-powstanie-b-iext26005834Publikacji o Powstaniu Warszawskim stale przybywa, co jest w pełni zrozumiałe, jeżeli popatrzeć na historyczne perypetie dziejów powojennych i tego, z jakim stosunkiem spotykały się próby uczczenia tego tragicznego exodusu z najnowszej historii naszego kraju. Powstanie Warszawskie przestało być odległym wydarzeniem z zamierzchłej przeszłości naszych dziadków, które jest niezauważone i niedocenione.

Temat walk powstańczych na dobre opuścił kręgi rodzinnych wspomnień, zaś polityka historyczna uznała niemalże a priori, iż każde wspomnienie żyjącego Powstańca traktować należy jako expresis verbis dobro publiczne. Powstanie Warszawskie tym samym, z marginalizacji PRL-U i „zaplutych karłów reakcji”, w „publicznej świadomości” przeobraziło się w heroiczny zryw pokolenia Kolumbów, bijących się o suwerenność prawa do samostanowienia.

W istnym napływie publikacji o Powstaniu Warszawskim coraz ciężej wyłonić perłę, która oprócz kronikarskiego sprawozdania pozwoli czytelnikowi wniknąć w szerszy kontekst społeczno-polityczny, ukazujący nie tylko genezę i przebieg, lecz także losy stolicy II Rzeczypospolitej. Powstanie Warszawskie, pojmowane najczęściej jako komplementarna całość, nabiera odmiennych kolorytów, o czym bez trudu można się przekonać, porównując, np. losy Ochoty czy Woli z fazami walk toczonymi na Śródmieściu czy Starym Mieście. Zresztą., wystarczy pobieżna lektura, chociażby Zagłady Ochoty autorstwa Lidii Ujazdowskiej, aby przed czytelnikiem otworzyła się gehenna Zieleniaka, studząca jednomyślność sądów natury epifanicznej, które odnosiły się do romantycznego wizerunku powstania.

Przechadzając się po Warszawskiej Ochocie, postanowiłem ostatni interwał jednego z licznych lipcowych spacerów ukrócić na rzecz Warszawskiej komunikacji miejskiej. Opierając się o reklamowy słup, towarzyszący przystankowi zatłoczonemu przez pasażerów, oczekujących na autobus, moja uwaga spoczęła na reklamowym banerze widniejącym vis a vis mojej osoby. Nowa książka o Powstaniu – Warszawa 1944. To obwieszczała najbardziej wyeksponowana partia afiszu. Pomyślałem niemalże odruchowo: nihil novi, przelatując pobieżnie wzrokiem z nad kredowej okładki rozreklamowanej publikacji, ku rozświetlonym, złotawym odcieniem cyfr, oznajmujących rok wybuchu Powstania. Jednakże moje zobojętnienie zyskało status ulotności, kiedy w dolnej partii plakatu zdążyłem odczytać opinię prof. W. Borodzieja: ,,znakomita książka, chyba najlepsza, jaką o powstaniu czytałem…”. No cóż, nici ze spaceru. Najbliższą księgarnie, która była mi znana, miałem bowiem już w przeciwnym kierunku. W drodze po publikację Alexandry Richie, moim towarzyszem pozostało mi już tylko otwarte pytanie: „Czy, aby najlepsza?”. Dwa dni później, dosłownie parę chwil po północy, miałem już gotową odpowiedź, wiedząc tym samym, iż skończyłem czytać książkę wyjątkową pod każdym względem… Ale od początku.

Echa Kartaginy, czyli Białoruskie preludium.

Opowieść Alexandry Richie, nie rozpoczyna się w kwaterze głównej AK ani w Londynie. Pierwszym rozdziałom obce jest gęste, sierpniowe powietrze Warszawy roku 1944. Narracja rozpoczyna się w Wilczym Szańcu, w którym wódz Trzeciej Rzeszy gorączkowo oczekuje sytuacyjnych meldunków z coraz szybciej zbliżającego się frontu wschodniego. Czytelnik rzucony od pierwszych stron w wir wydarzeń wojennych, zostaje doprowadzany do Godziny „W” poprzez przedstawienie, w skali makropolitycznej, sytuacji militarnej panującej na frontach II wojny światowej. Zabieg ów jest nie tylko udany, lecz poprowadzony został w sposób iście finezyjny i pozwala dzięki temu czytelnikowi w uzyskaniu geopolitycznego gruntu dla rekonstrukcji genezy decyzji o rozpoczęciu Powstania w Warszawie.

Co więcej, godnym podkreślenia jest ukazanie przez autorkę sylwetek dwóch naczelnych oprawców Woli i Ochoty ­ mowa oczywiście o Erichu von dem Bachu-Zalewskim i Oskarze Dirlewangerze. W znaczącym tytule rozdziału Białoruskie preludium, Alexandra Richie streszcza informacje dotyczące akcji oczyszczającej „Kormoran”, co prowadzi do ukazania oblicza zła, którego przestrzenią uprawną stanie się teren Warszawy.

Zasięg rekonstrukcyjny owych pierwszych rozdziałów nie koncentruje się tylko na wydarzeniach czerwcowo-lipcowych roku 1944. Autorka zaczyna rekonstrukcje sytuacji politycznej Polski wraz z rokiem 1939, co pozwala jej ukazać charakter i rozwijanie się siatki konspiracyjnej Polskiego państwa pod Niemiecko-Sowiecką okupacją.

One Comment

  1. Zgadzam się z recenzentem w każdym aspekcie. Książka wybitna, przebijająca swym poziomem takie dzieła jak ,,Powstanie ’44” Normana Daviesa czy ,,Powstanie Warszawskie” Jana Ciechanowskiego, zrównoważona w swych tezach, naprawdę obowiązkowa pozycja dla wszystkich zainteresowanych tematem. Nie można jednak zapomnieć, iż ta książka została napisana w oparciu o materiały i wiedzę prof. Władysława Bartoszewskiego, który nadal, w moim mniemaniu, pozostaje najwybitniejszym specjalistą w tej dziedzinie. Nawet, jeśli najlepszą książkę o Powstaniu napisała jego synowa…

    P.S Recenzja godna poziomu książki!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*