Łukasz Gadzała, Zagubiony hegemon. Zmarnowana szansa Ameryki i rewolucja Trumpa
Ameryka po zimnej wojnie uwierzyła, że historia przestała stawiać jej jakiekolwiek wymagania – i właśnie wtedy zgubiła drogę. Zagubiony hegemon Gadzały pokazuje, jak z triumfu idei liberalnych narodziła się seria złudzeń, które doprowadziły Stany Zjednoczone do strategicznej ślepoty i wewnętrznego buntu.
Książka Gadzały otwiera się mocnym uderzeniem: Ameryka zachłysnęła się zwycięstwem nad ZSRR. Uwierzyła Fukuyamie, że liberalna demokracja jest finałem ewolucji politycznej i że od tej pory świat będzie w zasadzie wdzięcznie przyjmował amerykańskie wskazówki. Zwycięstwo dało jej pewność siebie, ale odebrało czujność. Autor pokazuje to bez ceremonii: hegemon wygrał tak spektakularnie, że stracił świadomość własnych ograniczeń.
To właśnie ta mieszanina samozadowolenia i ideologicznej pewności stała się fundamentem polityki lat 90. Administracje Busha seniora i Clintona zakładały, że to, co dobre w Ameryce, musi być dobre dla reszty globu. Gadzała nie śmieje się z tej naiwności; pokazuje, że była logicznym skutkiem ducha epoki. Zachód czuł się zwycięski, Rosja słaba, a Chiny „na dorobku”. Nikt nie przypuszczał, że świat nie przyjmie liberalizmu z entuzjazmem – bo niby dlaczego miałby go odrzucić?
Ameryka, która chciała za dużo, i świat, który chciał zupełnie inaczej
Kolejne lata to historia o mocarstwie, które próbowało jednocześnie powstrzymać Rosję, demokratyzować Bliski Wschód, integrować Chiny w globalny system gospodarczy, rozszerzać NATO i utrzymać rolę jedynego policjanta świata. Gadzała prowadzi czytelnika przez wszystkie te procesy w sposób klarowny i bez patosu. Pokazuje Amerykę, która działała tak gorliwie, że wywoływała dokładnie odwrotne skutki: frustrację, gniew i agresję u innych państw.
Największą cezurą w tym układzie stają się zamachy z 11 września. Od tego momentu USA już nie korygują świata – one go hurtowo przerabiają. Inwazja na Irak to według autora grzech pierworodny XXI wieku, moment, w którym Waszyngton stracił nie tylko wiarygodność, ale i strategiczną równowagę. Widać tu Gadzałę w najlepszej formie: skrupulatnego, ale nie rozwlekłego, potrafiącego pokazać mechanizm bez zasypywania czytelnika tabelkami.
Świat tymczasem nie stał w miejscu. Chiny rosły, Rosja trzeźwiała, a kraje średniego kalibru zaczęły prowadzić politykę „gry na wielu fortepianach”, raz z Ameryką, raz z jej przeciwnikami. Autor daje jasno do zrozumienia: to nie była zdrada, tylko naturalna reakcja na mocarstwo, które chciało wszystkiego jednocześnie, a potrafiło coraz mniej.
Zachowawcza rewolucja Obamy i piorun, który niespodziewanie uderzył
Część o Obamie to tzw. interludium – czas refleksji, ale także czas straconych szans. Obama widział błędy poprzedników i próbował wyhamować amerykański ekspansjonizm, jednak robił to w sposób zbyt ostrożny. „Przewodzenie z tylnego siedzenia” było elegancką doktryną, lecz niewystarczającą, żeby naprawić system, który już trzeszczał.
I wtedy wchodzi Trump. Gadzała pisze o nim bez histerii i bez zachwytów – traktuje go jak efekt, nie przyczynę. Rewolucja Trumpa to przede wszystkim bunt przeciwko liberalno-internacjonalistycznemu konsensusowi, który przez trzy dekady ignorował rosnące nierówności, lęki i poczucie utraty kontroli. Trump tylko ubrał to w hasła. Realna zmiana dokonała się w umysłach wyborców wcześniej.
Najmocniejszy wniosek Gadzały jest tu boleśnie logiczny: amerykańska hegemonia rozpadła się bardziej „w środku” niż „na zewnątrz”. Zanim świat przestał słuchać Ameryki, Amerykanie przestali słuchać własnych elit.
Esej, który złością się nie karmi
Książka jest esejem, nie akademicką cegłą. Gadzała pisze klarownie, bez wodolejstwa, a jednocześnie na wysokim poziomie merytorycznym. Widać jego fascynację realizmem politycznym: Carr, Mearsheimer, Waltz, Van Evera i inni są obecni nie jako autorytety „do ozdoby”, ale jako narzędzia interpretacyjne.
Struktura – cztery części (od lat 90. przez terroryzm, przez Obamę po Trumpa) – jest przejrzysta i logiczna. Rozdziały trzymają rytm. Cytaty są dobrane sensownie. Nawet „Zamiast bibliografii” jest tu świadomym zabiegiem – pokazuje, że autor stoi na barkach realnych klasyków, a nie trendów z Twittera.
Wydanie robi robotę: przejrzysty skład, sensowna okładka, klarowny układ tekstu.
Zagubiony hegemon – hegemonia, która zgubiła własny kompas
Zagubiony hegemon to jedna z tych książek, które porządkują chaos zamiast go multiplikować. Gadzała nie próbuje imponować erudycją ani epatować katastrofizmem; konsekwentnie rekonstruuje ciąg decyzji, złudzeń i reakcji, które doprowadziły Stany Zjednoczone do obecnego stanu strategicznego rozchwiania. Największą siłą tej pracy jest chłodna logika wywodu: Trump nie pojawia się tu jako historyczny wypadek przy pracy ani demon z zewnątrz, lecz jako efekt długiego procesu erozji liberalnego konsensusu, zarówno w polityce zagranicznej, jak i wewnętrznej.
Książka trafnie pokazuje, że problemem Ameryki nie było „za mało siły”, lecz jej złe rozpoznanie i nadmiar ambicji przy malejącej zdolności do kontroli skutków własnych działań. Gadzała przekonująco łączy poziom globalny z krajowym, unikając publicystycznych skrótów. Jeśli coś można uznać za słabość, to fakt, że czytelnik szukający wyraźnych prognoz lub recept na przyszłość pozostanie z niedosytem. Autor stawia na diagnozę, nie terapię – i robi to świadomie.
W efekcie powstaje esej dojrzały, intelektualnie uczciwy i rzadko spotykanie wyważony. To lektura obowiązkowa nie dlatego, że wyjaśnia „rewolucję Trumpa”, lecz dlatego, że pokazuje, jak łatwo imperium może pomylić pewność siebie z trwałością. Ocena: bardzo wysoka – za klarowność, dyscyplinę myślenia i brak tanich efektów.
Wydawnictwo Prześwity
Ocena recenzenta: 5/6
Marcin Cybulski
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prześwity. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.