Heweliusz i inne przemilczane katastrofy powojennej Polski

Heweliusz i inne przemilczane katastrofy powojennej Polski |Recenzja

Leszek Adamczewski, Heweliusz i inne przemilczane katastrofy powojennej Polski

Nowa książka Heweliusz i inne przemilczane katastrofy powojennej Polski Leszka Adamczewskiego, zajmującego się „etatowo” pisaniem o katastrofach różnej maści, jest książką szalenie ciekawą. W przystępny, choć czasem może zbyt ogólny sposób, Autor ukazuje nam ciekawsze, lecz tragiczne zdarzenia z dziejów najnowszych Polski.

Co, jak, kiedy i gdzie

Jest tutaj wiele o zatonięciach statków, rozbitych samolotach, katastrofach kolejowych i tragicznych wypadkach w kopalniach. Trochę zabrakło mi większej ilości wspomnień świadków tych zdarzeń, poza Dziewulskim, którego nie lubię, ale rozumiem, że wynika to z pewnej konwencji, i niemożności opisania tylu znaczących zdarzeń, bez 2-, 3-krotnego zwiększenia objętości publikacji. Niemniej i tak czyta się świetnie.

Znajdziemy tutaj sporą dawkę zdarzeń tragicznych, ale i sporej ilości tajemnic, niedopowiedzeń, celowego zafałszowania informacji i historii, albo przez firmy, albo przez kolejne rządy. Mój jedyny zarzut polega na tym, że odnosi się wrażenie, iż książka nie jest równa pod względem merytorycznym. Jedne zdarzenia opisane są lepiej, inne zdecydowanie gorzej. Czytelnik miewa wrażenie, że cały materiał został przemielony, poszatkowany i jakby nieco chaotycznie posklejany. Brakuje głębszej analizy naukowej. Wszystko napisane jest prosto, dla czytelników którzy po książkach prześlizgują się szybko, bez zastanowienia. Mnie to nieco razi, ale dla sporej grupy odbiorców będzie strzałem w dziesiątkę.

W kilku przypadkach znaleźć można informacje o tym, co wstydliwe, ale i o tym, co buduje. Przy części katastrof dochodziło do zwykłego szabrunku po ofiarach katastrofy. Świetny przykład podaje pan Dziewulski, kreśląc fragmenty zdarzeń z katastrofy lotniczej Ił-62. Innym razem, dochodziło do bezinteresownej pomocy poszkodowanym. Świadkowie i mieszkańcy okolic, gdzie występowały niektóre z omawianych katastrof, starali się sami, na własną rękę, udzielać pomocy ofiarom, niejednokrotnie ratując im życie.

Tragedia, tajemnica, pytania

Mocną stroną publikacji są próby wyjaśnienia przyczyn katastrof. Najczęściej były to świadome błędy i zaniedbania wśród administracji zarządzającej, czy to taborem kolejowym, lotniczym czy flotą morską. Czasem i naszego kochanego państwa.

Tak było w przypadku słynnej katastrofy Jana Heweliusza, gdzie spółka zarządzająca między innymi tym promem, celowo – z powodów finansowych – przesuwała kolejne naprawy, bagatelizując uszkodzenia statku. Ponadto osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo zbagatelizowały kłopoty statku, a sama akcja ratownicza przeprowadzona była dosyć chaotycznie, potęgując liczbę ofiar.

Ale oddajmy głos Autorowi: „Mimo że dramat Heweliusza rozegrał się w samym środku Europy, blisko brzegu, polskie śmigłowce ratunkowe pojawiły się na miejscu katastrofy pięć godzin na nadaniu pierwszego sygnału SOS. To był skutek nie tylko fatalnej pomyłki kapitana Ułasiewicza, ale także, a może przede wszystkim, skandalicznej bezczynności dyżurnego stacji Polskiego Ratownictwa Okrętowego w Gdyni, który słyszał pierwsze radiowe wezwania o pomoc nadawane z tonącego promu. Dyżurny sprawdził, gdzie znajduje się Heweliusz, i uznał, że prom przebywa w niemieckiej strefie operacyjnej, więc meldunek zlekceważył. Poważnie potraktował go dopiero dyrektor stacji, gdy wczesnym rankiem zjawił się w pracy. Ale polskie maszyny nie od razu poleciały z pomocą. […] Nic zatem dziwnego, że polskie śmigłowce nie uratowały ani jednego rozbitka” (s. 26-27).

Leszek Adamczewski stara się również dociec, dlaczego pewne informacje zostały zatajone. Poza oczywistymi „rysami” na wizerunku polskich władz, zarówno PRL-owskich, jak i tych po 1990 roku, chodziło również o problemy natury politycznej. Raz obawiano się uszczerbku na honorze „bratniego narodu rosyjskiego”, od którego kupowaliśmy i drogo opłacaliśmy nasz tabor lotniczy. A innym razem, jak w przypadku Heweliusza, o utrzymanie w tajemnicy naszego wsparcia dla stojącej w ogniu wojny domowej Jugosławii. Ale oczywiście, zadbano, by bezpośrednich dowodów zabrakło. A może gdzieś tam leżą, zakopane i czekające, aby ujrzeć światło dzienne?

Szata graficzna

Książka zaopatrzona jest w ogromną ilość fotografii dokumentujących omawiane tutaj zdarzenia. Ale muszę Was ostrzec – jeśli macie słabe nerwy, musicie uważać. Niektóre z zamieszczonych tutaj zdjęć są drastyczne. Urwane przedramiona, dłonie zmarłych czy fragmenty innych części ciał są tutaj na porządku dziennym.

Jednak nie wynika to z szukania taniej sensacji. Spora część z nich była już pokazywana w dziennikach czy na łamach gazet, ilustrujących daną tragedię. Jeszcze nie tak dawno, nasi dziennikarze nie byli zbytnio wyczuleni na takie drastyczne ujęcie czyjegoś losu. Liczyło się wywarcie jak największego wrażenia na odbiorcach. Zresztą, jak podejrzewam, Autor i tak ograniczył dostępność tego typu fotografii w publikacji.

Znajdziemy tutaj również zdjęcia z miejsc katastrof, samych obiektów, które uległy katastrofie, a czasem – i tych, którym dane było przeżyć (a takich „szczęśliwców” nie było wcale tak wielu). Słowem – szata graficzna jest niezwykle ciekawa i bogata. Są tu zdjęcia i czarno-białe i kolorowe. Ogromny plus. Choć nieśmiało muszę przyznać, że to urwane przedramię zostanie w mojej głowie na zawsze…

Podsumowanie

Książka liczy sobie 335 stron. całość podzielona jest na cztery większe części: Na morzu i w powietrzu, Na lądzie, Na torach i Pod ziemią. Łącznie znajdziemy tutaj opisy 29 większych katastrof, które miały miejsce w Polsce w przeciągu lat 1945-2000.

Jedne historie są Wam z znane, jak choćby tragiczne losy okrętu Jan Heweliusz (niedawno zekranizowane) czy lot Ił-62 „Mikołaj Kopernik”, w którym zginęła sławna piosenkarka Anna Jantar. Książka jest niesamowicie ciekawa, mimo swej dosyć krótkiej formy. Gorąco polecam wszystkim miłośnikom teorii spiskowych i ludziom, którzy pragną poznać niewygodną prawdę o naszej historii.


Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.