Alhierd Bacharewicz, Psy Europy

Nowa publikacja Alhierda Bacharewicza pod tytułem „Psy Europy” to zbiór kilku opowieści – „Lżejsi od papieru”, „Dzikie gęsi, ludzie, łabędzie”, „Nieandertalski las”, „Trzydzieści stopni w cieniu”, „Kapsuła czasu” i „Ślad”. Są to historie powiązane nie tylko z samą Białorusią, jej systemem politycznym czy społecznym, ale również z kulturą Zachodu – jego wadami, błahostkami, głupotą, a jednocześnie jakimś czarem, któremu wschodni Słowianie tak bardzo zawsze ulegają.

Nowy język, kobiety i szpiedzy

Przyznam, że mam problem z oceną tej publikacji. Wszystkie powieści na pewno są ciekawe i czasem zwalają z nóg. Nie byłem w stanie przewidzieć tego, w którym kierunku potoczy się każda z historii. Niektóre z nich były intelektualnie pobudzające – zwłaszcza opowiadanie pierwsze, kreślące losy „wynalazcy” nowego języka – balbuty. Odkrywanie wszystkich tych części gramatycznych, praw rządzących słowotwórstwem i językoznawstwem było niezwykle pociągające. Choć dla mnie trudne. Widać, mam spore zaległości w tym zakresie już na poziomie mojego własnego języka.

Opowiadanie spodobało mi się, bo przez dłuższy czas czułem, że mam do czynienia z jakimś rodzajem geniusza. Wszak nie byle kto wymyśla nowy język od podstaw. Ale ostatecznie okazało się, że geniusz wcale nim nie był i cały jego misterny plan legł w gruzach, gdy podzielił się nim z kobietą. Wiadomo – gdzie diabeł nie może, tam kobietę pośle. Tak więc panowie – to z pewnością przestroga, aby uważać na płeć piękną, bo ona wszystko może – i naprawić, i zepsuć, i w ogóle – wszystko.

Inne zaś były nieco prześmiewcze, jak choćby opowieść „Dzikie gęsi, ludzie, łabędzie”, która opowiada o losach niejakiego Mruka i jego bezbarwnym życiu na przygranicznej białoruskiej wsi. Chłopak, nie mając żadnych perspektyw, nie lubiąc zbytnio ludzi, prawdziwym uczuciem obdarzył dzikiego ptaka, którego uratował. Ma dziesiątki pytań na które nie może znaleźć odpowiedzi, bowiem system pilnuje, aby za wiele nie plątało się po głowach szarych obywateli.

Jednocześnie Mruk wplątał się w aferę szpiegowską, gdy nieoczekiwanie na swej drodze spotkał piękną kobietę (jak się później okazało robota-szpiega), która spadła z nieba, by zbierać informacje o ludziach za drugą „żelazną kurtyną”. Po co? A to już musicie odkryć sami.

Historia jest doprawdy wciągająca, tym bardziej, że nie do końca zrozumiałem jej zakończenie. Nasz Mruk, widząc starcie dwóch robotów – tego zagranicznego, z tym „swojskim” ścigającym tego pierwszego, spełnia swoje marzenie o miniaturyzacji. I nie wiem jak tego dokonał. Czy zmarł i w przedśmiertnym szoku doświadczył realizacji tego marzenia, czy też zwyczajnie zwariował? A im dłużej się nad tym zastanawiam, tym więcej argumentów znajduję dla obu przypuszczeń. Ale i wykluczające je. Doprawdy fajna sprawa.

Ale wróćmy do rzeczy. Każda z tych historii opowiada o nieco innym aspekcie białoruskiej duszy. Z jednej strony mamy zaścianek – który nie wybiega umysłem dalej niż własny przysiółek. A jednak z drugiej strony – niemal każdy z nich marzy, by uciec, albo chociaż zobaczyć ten zakazany Zachód. Liznąć tego świata, który tak oczernia, deprecjonuje propaganda serwowana przez Łukaszenkę i Putina. I być może pobawić się w szpiega na przekór zdrowemu rozsądkowi.

Autor naśmiewa się z naszych zachodnich tęsknot do prostego świata, taki jaki przejawia się w opowieści o szeptusze. Zresztą ostatnimi czasy temat ten stanowi coraz większe pole popisu nie tylko dla słowiańskich pisarzy, ale i różnej maści szarlatanów, którzy zarabiają na ludzkiej naiwności. Bo my, ludzie współcześni, nie znamy swego miejsca na ziemi. Nigdzie nam nie jest dobrze. Pociąga nas nieznane, a to, co znamy – odrzucamy, gardzimy tym, a jednocześnie nie potrafimy żyć inaczej. Każda magia, każde oszustwo zdające się przeczyć prawo fizyki, bierzemy na poważnie i lecimy do niego jak ćmy. Aż do samej śmierci. Ale o tym opowiada kolejne opowiadanie…

Nieandertalski las

Mnie najbardziej spodobała się trzecia historia o szeptusze Benignie, nawiązująca do historii drugiej (a może tak tylko mi się zdaje?). Otóż, gdzieś w dalekich ostępach Białorusi żyła stara Benigna. Nikt nie wiedział jak długo żyła. Może wiek, może tysiąc lat, a może trwała tam od początków świata.

Żyła prosto, a jej jedynym celem była pomoc tym, którzy o nią prosili. A prosiło setki, tysiące. Więc Benigna zabierała ich choroby, zmartwienia i wewnętrzne rozterki i niosła gdzieś daleko – do lasu nieandertalskiego. Zostawiała tam całe ludzkie zło i cierpienia, i wracała. Tylko co to za rzeczywistość? Jakiś czyściec, a może bardziej piekło? Nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie, bo świat pierwotnych mocy wymyka się mojej wrażliwości, nie mówiąc już o wiedzy. Jej umysł był prosty, nieskomplikowany – tak jak jej życie. Żyła bo nie znała innej możliwości, i chyba na tym świecie trzymała ją tylko potrzeba pomagania ludziom.

W pewnym momencie  sława szeptuchy przyciągnęła do niej złego młodzieńca, który chciał założyć nowy świat. I eliminował wszystkich, którzy mu zagrażali. Zapałał on żądzą do Benigny, a właściwie jej mocy, którą chciał posiąść dla siebie, aby wzmocnić swoją pozycję proroka, a może antychrysta? Któż to wie. Kazał jednak babkę porwać i sprowadzić do siebie, na swoją wyspę – Krywię – gdzie planował założyć nowy świat. Nie wspomnę, że wyspa okazała się mocno skażona, przez co wszyscy jej mieszkańcy umierali, gnijąc za życia. Albo starali się z niej uciec, co kończyło się ich egzekucją…

Koniec końców – młodzieniec poznał sekret szeptuchy i starał się wykorzystać jej moc do własnych, niecnych celów. Zdołał nawet zabić pewną dziennikarkę, która była na tropie całego szwindla. Na szczęście został zdradzony, i babkę znowu wykradziono. Ale Maksim Krywiczanin ją odnalazł i znowu uprowadził. Ale dawny czar przeminął, i człowiek ten w chwili, gdy chciał posiąść moc Benigny został zabity przez jakiegoś emigranta. Wraz z nim odeszła nasza bohaterka. Ot co – proza życia. Nie da się wszak przewidzieć wszystkiego, zwłaszcza jeśli jest się samemu.

Podsumowanie

Inne opowiadania tego Autora również są ciekawe, ale rozpisywanie się o nich wszystkich ograbiłoby Was z całej zabawy. Na zakończenie powiem tylko, że wbrew moim oczekiwaniom publikacja ta mocno mnie zaskoczyła. Spodobał mi się język, nieoczywisty, czasem wulgarny, ale zawsze zaczepny, niekonwencjonalny i bezpretensjonalny. W środku znalazłem sporo miejsca i na zadumę, i na filozoficzne rozterki, ale i na poczucie humoru, satyrę na nasz współczesny, zagubiony świat.

Nie dziwię się, że ten Autor jest zakazany na Białorusi. Jego zbrodnią jest nauka myślenia, nauka rozpościeranie skrzydeł wolności, a to bardzo groźny dar. Chcąc nie chcąc, człowiek czytając te teksty, ulega ich urokowi. Zatapia się w inny świat – zaczyna rozmyślać o jego wadach, o swoim własnym zaprzaństwie, obłudzie, wygodzie, która nie pozwala nam dojrzeć najprostszych prawd, nie mówiąc już o korzystaniu z życia pełnymi garściami.

My zadowalamy się pogonią za tym, co nieosiągalne. Biegniemy do przodu, nie bacząc, gdzie nas to zaprowadzi. Byleby nasze najniższe instynkty zostały połechtane. I to jedyne co nas łączy – ludzi z Zachodu, i ludzi ze Wschodu Europy. Dzielą nas granice – polityczne, kulturalne, czasem mentalne, ale zawsze jesteśmy tacy sami, ulepieni z jednej marnej gliny.

Nie będę rozpisywał się również o polityce, którą tutaj można znaleźć. Nie jestem ekspertem, a co więcej – nie wszystko zrozumiałem. A i to, co wydaje mi się jasne, wcale nie oznacza, że dobrze to odczytałem. Kończąc – z czystym sercem polecam Wam ten zbiór opowiadań.

„Psy Europy” zawierają się na 832 stronach. W środku znajdziemy kilka powieści – nieoczywistych, nieco prześmiewczych, czasem dramatycznych i zdecydowanie natchnionych. Książka nie jest prosta – wymaga od czytelnika nieustannej uwagi. Zresztą, sam nie jestem pewien, czy ją dobrze zrozumiałem. Niemniej to była ciekawa intelektualna przygoda.


Wydawnictwo Literackie

Ryszard Hałas

Comments are closed.