Bartnictwo na ziemiach polskich – człowiek i pszczoły

Wspólna historia ludzi i pszczół jest bardzo długa. Początkowe spotkania ludzi z tymi owadami były przypadkowe. Miododajne owady zakładały gniazda w miejscach trudno dostępnych, np. w szczelinach skalnych lub w wypróchniałych, dziuplastych drzewach. Stąd też dla człowieka znalezienie miodu w takich warunkach pewnie nie było łatwe. W czerwcu obchodzony jest Dzień Pszczelarza, a czynione jest to na okoliczność rozsmakowania się w trunku zaprawianym miodem, jaki miał zaszczyt kosztować król Kazimierz Wielki w regionie Ogrodzieńca, kiedy udał się tam na polowanie. Towarzystwo Historyczne Kredens ze Skarżyska-Kamiennej chce się podzielić z naszymi czytelnikami historią pięknego zawodu, jakim jest bartnictwo.

Przed wiekami

100_0519Tysiące lat temu miodobranie nie było, tak jak dziś, elementem hodowli pszczół, a jedynie rabunkiem gniazda pszczelego, z którego odsączano złoty napój. Na terenie Hiszpanii znaleziono przedstawienie miodobrania na naskalnym malowidle, datowane na około 8000 lat przed Chrystusem. Jak podaje nam Biblia, już w czasach Sędziów Samson delektował się miodem i nawet o tym fakcie ułożył zagadkę. W Europie przygodne miodobrania z czasem zastąpiono jedyną w swoim rodzaju dla leśnych obszarów gospodarką bartniczą. Pierwszą czynnością bartniczą człowieka było poszerzenie naturalnej dziupli zamieszkanej przez pszczoły i zabezpieczenie jej przed chłodem oraz szkodnikami. Następnie w drzewach zaczęto tworzyć dla pszczół specjalne pomieszczenia i w ten sposób rozpoczęło się bartnictwo. Dzięki stosownemu utrzymywaniu pomieszczeń dla pszczół bartnik miał stały dostęp do odpowiedniej ilości gniazd pszczelich i oczywiście do miodu.

Czasy Mieszka I

Pierwsza wzmianka na temat bartnictwa na terenach Polski pochodzi z czasów Mieszka I. Można ją znaleźć w relacji Ibrahima Ibn Jakuba, arabskiego kupca i podróżnika, który pozostawił po sobie ciekawą relację z wyprawy na nasze ziemie, czyli na kraj Mieszka I Piastowica. Opisywał on Polskę jako kraj mlekiem i miodem płynący. A na miód często mawiał „złoto do picia”. Również kronikarz Gall Anonim pisał o ogromnej obfitości pszczół i miodu w państwie Piastów. Delektował się on miodem, który podobno wzmagał u niego bystrość umysłu.

Największy rozwój bartnictwa

Największy rozwój bartnictwa w Polsce przypadł na czasy średniowiecza. Zachowało się wiele starych pism, z których można wywnioskować, że bartnictwo stanowiło silną gałąź gospodarki, a miód i wosk były wysoko cenionymi towarami na rynku krajowym i zagranicznym. Las wówczas był nie tylko źródłem drewna, owoców, mięsa, ale przede wszystkim miodu i wosku. Świetność rzemiosła bartniczego trwała prężnie przez kilka wieków. Bartnictwo jako forma użytkowania lasu zanikło w Polsce i na niemal całym obszarze Europy pod koniec XIX wieku. Był to efekt rozwoju rolnictwa i związanego z nim masowego wylesienia pod place budowlane. Do dziś takie nazwy, jak Bartodzieje, Bartniki, Barcice, Barcinek, Barcia, świadczą o tym, że miasta te powstały na miejscach bartniczego rzemiosła.

Czasy Królestwa

100_4325Kazimierz Wielki ubóstwiał delektować się miodem, który w odpowiednich proporcjach łączony był z alkoholem. Pierwszy raz spróbował on takowego trunku w lasach ogrodzienieckich, gdy wyruszył tam na polowanie. Onufry Zagłoba mawiał także, że miód pitny to najlepszy trunek. Gdy panna hrabianka Aniela Zwichtowiczówna z Polesia chciała leczyć reumatyzm, postanowiła cała wysmarować się tym jakże cennym środkiem, jakim był miód. Rozebrała się w tym celu do naga i wyszła na rodzinne pole. Tam obsiadły ją miododajne owady i nie wiadomo do tej pory, czy to miód ją uleczył z dolegliwości, czy też ugryzienia żółtych owadów.

Okres międzywojnia

W okresie międzywojennym istniały jeszcze na terenach naszego kraju ślady żywego bartnictwa leśnego. Zostały one uwiecznione na fotografiach, a nawet w kadrach filmowych. Z czasem leśne bartnictwo zostało zapomniane w niemal całej Europie. Jedynie za naszą wschodnią granicą można spotkać jeszcze ludzi, którzy potrafią wchodzić na drzewo, a pszczoły hodują oni w kłodach.

Dziękujemy Towarzystwu Historycznemu Kredens za ciekawe informacje i żywe spotkanie z naturą, mającą miejsce w prawdziwej skarżyskiej pasiece.

Ewa Michałowska – Walkiewicz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*