Bytom, którego nie ma

Bytom, którego nie ma |Recenzja

Michał Bulsa, Bytom, którego nie ma

Rzadko udaje się uchwycić klimat miejsc, które stopniowo ulegają degradacji historycznej. Bardzo często wraz z duszą miast, znikają dowody, na to, jak dane miejsce wyglądało. Ale czasem, może bardziej zbiegiem okoliczności, komuś udaje się podjąć trud, aby spróbować zachować choć część dawnej świetności, dawnego splendoru i chwały świata, który coraz szybciej przemija. Tego właśnie typu pracą jest najnowsza publikacja Michała Bulsy, która w formie niby-albumu, ukazuje nam Bytom z przełomu XIX i XX wieku.

Bytomia dzieje

Bytom to jedno z ciekawszych miast na Górnym Śląsku o niezwykle bogatej historii. Przez sporą część średniowiecza mieściła się tutaj siedziba udzielnego księstwa (od XIII stulecia), które pod koniec tego okresu dostało się , choć na krótko, pod władzę Habsburgów. Już jako wolne państwo stanowe rządzone było przez słynny ród Henckel von Donnersmarcków. Po wojnach śląskich, Bytom wraz z całym niemal Śląskiem, przeszedł pod panowanie Prus (1740 roku), a po zjednoczeniu – Cesarstwa Niemieckiego i jego następców – Republiki Weimarskiej i III Rzeszy. Aż do 1945 roku Bytom pozostawał poza granicami Rzeczypospolitej.

W Bytomiu można zauważyć pozostałości średniowiecznego układu urbanistycznego, charakterystycznego dla lokacji na prawie niemieckim. Wiecie prostokątny rynek oraz dwie ulice (pod kątem prostym) wychodzące z każdego rogu tegoż. Jednak nie miejsce i nie czas, aby zgłębiać ten ciekawy wątek…

Wokół rynku znajdowały się przepiękne, klimatyczne secesjonistyczne kamienice. Zresztą na bytomską zabudowę składają się bodaj wszystkie style architektoniczne XIX I połowy XX stulecia. Jak to wygląda możecie sprawdzić sami, ale musicie się spieszyć. W Bytomiu królują szkody górnicze, które co jakiś czas „rujnują” kolejne zabytkowe budynki. Dzieła zniszczenia dopełniają nieodpowiedzialni właściciele, którzy w nieodpowiedni sposób „dbają” o dawną zabudowę miasta (w zasadzie to nie robią nic).

I właśnie te architektoniczne perełki są bohaterami publikacji Michała Bulsy. Oczywiście nie tylko pozostałości po przemyśle górniczym są siłą, która pochłania kolejne budynki. W czasie wojny wiele z nich uległo zniszczeniu w 1945 roku. W czasach nam bliższych wiele z nich, w wyniku braku odpowiedniej restauracji, dosłownie rozsypało się. W moim odczuciu – to nie powetowana strata.

Świat uwięziony w fotografii

W książce Bulsy znajdziemy blisko 100 ciekawych, nieistniejących już budynków. Są w ich gronie pałace (między innymi pałac Tiele-Wincklerów), ratusze (na przykład ten w Miechowicach), wille (choćby dyrektora kopalni), restauracje, kamienice (np. Kamienica z kawiarnią Jusczyka), szyby kopalniane, bytomski browar czy kamienice (mnie najbardziej spodobały się te narożne), czy cmentarze.

Choć opisy pod fotografiami są raczej skromne, Autorowi udało się zawrzeć kwintesencję ciekawostek ich dotyczących, na tyle subtelnych i kuszących, że człowiek odczuwa potrzebę odkrycia czegoś więcej. Ponadto zamieszczone w tej pracy zdjęcia są tak szczęśliwie dobrane, iż odczuwa się niepowtarzalny klimat dawnego Bytomia. Aż trudno uwierzyć, jak wiele z wspaniałych obiektów przepadło – a spora ich część w przeciągu ostatnich 30 lat. Jaka szkoda, że nie udało się ich uratować. W wielu pozostałościach po nich nadal króluje pustka – gdzie hula wiatr, pieszcząc puste powierzchnie niegdysiejszych przyjaciół. Tylko gdzieniegdzie wróciło życie – albo w formie skwerów, albo dzikich parkingów, tak jakby uwypuklając pustkę, po tym, co przeminęło.

Osobiście, najbardziej szkoda mi pałacu Tiele-Wincklerów, o których kilkukrotnie miałem okazję poczytać. Również dawne szyby kopalniane pozostawiają jakąś taką pustkę, której nie da się wypełnić. Czytając tę publikację nie byłem w stanie nie dać upustu wyobraźni, która zaczęła ożywiać zdecydowaną większość z miejsc, o których pisze Bulsa. Jakże bardzo chciałbym móc zwiedzić je, zobaczyć, dotknąć, poczuć ich woń, by móc dotknąć wspaniałej historii dawnego Bytomia.

Podsumowanie

Książka liczy 144 strony. W środku jest mnóstwo fotografii ciekawych miejsc i towarzyszących im krótkich opisów, które stanowią ogromną motywację do dalszych poszukiwań – przeszłości nie tylko samego Bytomia, ale i całego Górnego Śląska. Bym zapomniał – książka jest dwujęzyczna. Jest po polsku i po niemiecku.

„Bytom, którego nie ma” bardzo mi się podoba, mimo swojego minimalizmu (zdecydowaną większość pracy zajmują bowiem zdjęcia). Ta pozycja pozostanie w mojej biblioteczce na zawsze. Gorąco polecam, zresztą tak jak większość pozycji wydawanych przez Księży Młyn. Myślę, że to będzie świetny prezent dla kogoś, kogo interesują dzieje nie tylko Bytomia, ale i całego Śląska. Dla mnie to była cudowna, nostalgiczna przygoda, do której w innych warunkach nie miałbym szans się przymierzyć. Czekam więc z niecierpliwością na kolejne prace tego Autora.


Wydawnictwo Księży Młyn
Ocena 5/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Księży Młyn. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.