Czy śpią w trumnach, a w celach na stolikach stawiają czaszki zmarłych? Pozdrawiają się łacińską maksymą „Memento mori” – Pamiętaj, że umrzesz…
Srebrna Góra urzeka swoją ciszą. Choć Bielany są dzielnicą Krakowa, erem jest prawdziwą oazą spokoju. W otoczonym Laskiem Wolskim klasztorze próżno by szukać zgiełku, wszędobylskich turystów i ruchliwości krakowskiego Śródmieścia… Kameduli są najsurowszym z istniejących obecnie zakonów męskich w Polsce.
Wcześniej byli jeszcze kartuzi. Zakon eremitów założył św. Romuald w 1012 r. w miejscowości Camaldoli, w Toskanii. Od nazwy tej miejscowości pochodzi więc określenie „kameduli”. Romuald był świadkiem zabójstwa w pojedynku swojego krewnego. Zabił go ojciec Romualda. Był to wstrząs dla młodego człowieka – jako ekspiację za grzech ojca postanowił uciec światu – poszukał odosobnionych miejsc w których budował eremy. Wkrótce dołączyli do niego inni mężczyźni. Zmarł podobno w wieku 120 lat.
Zgoda w zamian za srebrne talerze
Do Krakowa sprowadził kamedułów marszałek nadworny króla Zygmunta III Wazy – Mikołaj Wolski w siedemnastym stuleciu. Miała to być fundacja ekspiacyjna za to, iż Wolski jako kawaler maltański, którym w rzeczywistości nie był, pobierał z racji funkcji komandora komandorii poznańskiej nienależne dochody. O swoim postanowieniu zadośćuczynienia Wolski poinformował również w Rzymie samego papieża.
Był tylko jeden problem : ówczesny właściciel Bielan – kasztelan wojnicki Sebastian Lubomirski nie wyrażał zgody na sprzedaż swojego majątku pod budowę klasztoru. Wolski postanowił udobruchać kasztelana: wydał wspaniałą ucztę, na której Lubomirski przystał w końcu na darowiznę, zaś marszałek Wolski podarował mu wielką górę srebrnych naczyń- stąd wzięła się nazwa eremu – Srebrna Góra.
W 1610 roku pierwsi kameduli pojawili się na Bielanach. Budowę wspaniałego kościoła nadzorował włoski architekt Andrea Spezzo. Wolski nie dożył jednak konsekracji kościoła, bowiem zmarł w Przemyślu w 1630 roku. Zapragnął być pochowanym w habicie kamedulskim, pod progiem świątyni, tak aby deptano go nieustannie. Prośbę spełniono…
Szkoła cierpliwości
Na wejście do pustelni trzeba czekać nawet i godzinę, aż na furcie pojawi się brat furtian. Dźwięk kościelnego dzwonu wzywa braci na modlitwę popołudniową o 14.15.Wtedy nie wolno przeszkadzać mnichom. Charakterystycznym głosem recytują oni modlitwy, nigdy nie używając organów. Dopiero o 15. 15 bramy klasztoru otwierają swoje podwoje. A i to na sygnał specjalnego dzwonka, którym silnie trzeba pociągnąć.
Kameduli mieszkają w osobnych domkach z ogródkiem.W ciągu roku do klasztoru wstęp mają tylko mężczyźni w godzinach otwartej furty. Bardzo często panie odchodzą zawiedzione. Dwanaście dni w roku (szczegółowo wymienionych na tablicy informacyjnej) do eremu mają wstęp kobiety. Białych mnichów obowiązują śluby milczenia.
Trochę rozmownym – z racji powierzonej funkcji – musi być wspomniany brat furtian – nigdy jednak ponad miarę. Dwa razy w tygodniu mnisi mogą rozmawiać ze sobą Całkowite milczenie obowiązuje w klasztorze podczas Adwentu i w Wielkim Poście. Kameduli nie jedzą mięsa – a w okresie Wielkiego Postu i Adwentu również nabiału. Dzień rozpoczynają modlitwą o 3.45.
Fasada kościoła niczym pałac
Swoim pięknem urzeka kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny poświęcony dwanaście lat po śmierci Wolskiego, w 1642 roku. Jego wspaniała, pałacowa fasada lśni bielą wapienia mieniącego się w promieniach popołudniowego słońca, wyłaniając się spośród otaczającego erem lasu. Wchodzimy przez pięknie zdobioną malowidłami furtę.
Na jednej ze ścian malowidło przedstawia św. Romualda z współbraćmi. Wieże kościoła, wspaniale iluminowane nocą, widoczne są szczególnie z lotniska Balice, a także na Podgórzu. Jan Paweł II powie kiedyś pięknie: „Krakowianie, czy wiecie dzięki komu wasze miasto stoi bezpieczne i nienaruszone, przez tyle wieków? To kameduli są waszym piorunochronem…”
Tym co uderza po wejściu do kościoła jest wszechobecna cisza, brak ławek oraz organów. Panuje tu także surowy, chłodny klimat, dotkliwy szczególnie zimą. W kościele znajduje się jedenaście kaplic, a najpiękniejszą jest kaplica tzw. Królewska ufundowana przez króla Władysława IV Wazę. Ozdobiona jest wspaniałymi obrazami weneckiego malarza z XVII w. pracującego dla króla Zygmunta III Wazy – Tomasza Dolabelli. Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć modlących się zakonników, jednak kiedy zobaczą oni wchodzących ludzi wówczas „znikają” dyskretnie z kościoła.
Królewskie zwłoki oczekiwały w kościele
W świątyni przez trzy miesiące od 10 listopada 1675 do 27 stycznia 1676 r. stała sprowadzona z Francji trumna z ciałem króla Jana Kazimierza, czekając na pogrzeb na Wawelu.
Swoje rekolekcje w Wielkim Poście 1706 roku przez cztery dni odprawił tutaj król August Mocny.
Pod prezbiterium znajduje się krypta-kaplica, w której w specjalnych niszach zamurowywano doczesne szczątki braci na sto lat. Napisy informują jedynie o imionach zmarłych, ich wieku oraz „stażu” w klasztorze. Kamedułów chowano nie w trumnach lecz na specjalnej desce, bez obuwia, jedynie w białym habicie zakonnym.
Po stu latach szczątki wyjmowano i przenoszono do wspólnego grobu pod kapitularzem. Przy takich przenosinach zdarzały się wypadki, kiedy zakonnicy zabierali do swoich domków-eremów czaszki swoich współbraci. Umarli dla świata, ale żyją dla Boga, powiedział ktoś o białych mnichach – i jest w tym ziarno prawdy…
Bibliografia:
- A.Bruździński, Krakowscy kameduli i ich oddziaływanie w okresie staropolskim -w: Kościół w Polsce : dzieje i kultura. [T.] 19 (2020), s. 35-60.
- MM Florkowscy, Codzienność kamedulska, Kraków 2015.
- L. Zarewicz, Zakon Kamedułów, jego fundacyje i dziejowe wspomnienia w Polsce i na Litwie, Kraków 1871.

