Halina Poświatowska, Dla szczęśliwych i nieszczęśliwych, teksty wybrała i ułożyła Maria Rola; Halina Poświatowska, Wszystkie wiersze
W 2025 roku przypadła 90. rocznica urodzin Haliny Poświatowskiej. W związku z tym na rynku wydawniczym pojawiało się sporo publikacji poświęconych autorce „Hymnu bałwochwalczego”. Krakowskie Wydawnictwo Literackie odpowiadając na tę potrzebę, zaprezentowało dylogię poezji Haliny Poświatowskiej. Czytelnicy otrzymali dwa pięknie wydane wolumeny pod odrębnymi tytułami: „Wszystkie wiersze” i „Dla szczęśliwych i nieszczęśliwych”. Publikacja ta warta jest dostrzeżenia, zwłaszcza w okresie zimowych poszukiwań książek nie tylko dobrych, ale też eleganckich, wysmakowanych, po prostu atrakcyjnych edytorsko.
„Hasiu Hasieńko / nie bój się”
Tom pierwszy tej wyjątkowej publikacji gromadzi wszystkie dostępne obecnie utwory poetyckie Haliny Poświatowskiej w wersjach poprawionych, ustalonych na podstawie ich pierwodruków oraz dostępnych autografów. W obrębie tego tomu przyjęto uporządkowanie chronologiczne.
Natomiast tom drugi ma układ tematyczny. Wyboru utworów dokonała Maria Rola i jest to powtórzenie wcześniejszej publikacji, która ukazała się po raz pierwszy w 2024 roku, pod tytułem „Elementarz Haliny Poświatowskiej dla szczęśliwych i nieszczęśliwych kochanków”.
Czytanie poezji to przyjemność, której nic nie zastąpi. Tutaj efekt odbioru wzmacnia ciekawy pomysł plastyczny edycji. Oficyna krakowska wydała wolumeny w eleganckiej szacie graficznej, twardej oprawie, z subtelną okładką według pomysłu Wojtka Janikowskiego. Teksty poetyckie ilustrują niezwykłe fotografie Karla Blossfeldta, wykonane w latach dwudziestych XX wieku. Kolorystyka antologii tematycznej utrzymana została w odcieniu ciemnej zieleni oraz amarantów. Natomiast w „Wierszach wszystkich” dominują szafranowe żółcienie. Całość prezentuje się znakomicie.
Warto przypomnieć, że Poświatowska debiutowała w roku 1956 na łamach „Gazety Częstochowskiej”. Za życia opublikowała trzy tomy poetyckie (“Hymn bałwochwalczy” 1958, “Dzień dzisiejszy” 1963, “Oda do rąk” 1966) oraz utwór prozatorski o charakterze autobiografii „Opowieść dla przyjaciela”. Po śmierci pisarki odnaleziono wiele niepublikowanych poezji, bajkę dla dzieci, dramaty, listy, reportaże i opowiadanie. Ukazały się one w „Dziełach” w roku 1997 i to właśnie wydanie stanowi podstawę publikacji z 2025.
„Spalała się i w życiu, i wierszach” (Jan Marx)
Niezwykła, eteryczna, piękna – twórczość, ale i autorka. Używając praktycznie tych samych epitetów, opisać można zarówno artystyczne dokonania poetki, jak i ją samą. Jedna z piękniejszych twarzy literatury polskiej, nazywana Hasią, Hasineczką. A przy tym obok Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej wciąż najchętniej czytana, publikowana, wznawiana. Zachwyty więc… jak najbardziej uzasadnione.
Halina Poświatowska (de domo Myga) to legendarna i tragiczna reprezentantka nurt tzw. kaskaderów w dwudziestowiecznej literaturze. Ta nieformalna grupa poetów przeklętych, podobnie jak ich romantyczni czy młodopolscy poprzednicy, to twórcy, których utwory pisane były życiem. Życiem rozumianym w duchu Heideggerowskiego bytu ku śmierci. Ukuto nawet termin na tę charakterystyczną postawę i zaczęto określać jako tzw. życiopisanie. Nie sposób oddzielić tu bowiem istnienia od poezji, jedno determinuje drugie. „Zawsze kiedy chcę żyć krzyczę / gdy życie odchodzi ode mnie / przywieram do niego”
Takim ulotnym biografiom, które praktycznie nie kończą się, a są gwałtownie urwane, towarzyszy udręka i niepokój, typowa Kierkegaardowska bojaźń i drżenie. J. Iwaszkiewicz w zbiorze opowiadań pt. „O psach, kotach i diabłach”, przenikliwie zauważył, że właściwie bez strachu sztuki nie ma. I precyzując: „ Bez strachu życia albo śmierci”, uchwycił istotę poetyki kaskaderów. Wszyscy oni i A. Bursa, i R. Wojaczek, i Stachura, i R. Milczewski – Bruno, nie wyłączając H. Poświatowskiej, nie tworzyli dla potomnych, zasadniczo pisali dla siebie i o sobie. Zawierzali życie pustej kartce papieru. Tak powstawała liryka będąca kwintesencją istnienia i niepokoju człowieka. Powstawała niezwykła poezja, ale aktem twórczym zabierała człowieka. Zjawisko życiopisania piękne i intensywne, trwało krótko, jednak spopielane za szybko.
Autorka „Ody do rąk” symbolicznie wydaje się samą esencją takiego sposobu pisania. Tworząc typową poezję konfesyjną, postrzegana jest przede wszystkim przez legendę życia. „Z takich nitek jest uplątane ciało / zachwyt i ból zachwyt i ból”.
„Boże mój zmiłuj się nade mną / czemu stworzyłeś mnie na niepodobieństwo / twardych kamieni”
Jednocześnie Halina Poświatowska to jedna z najbardziej poruszających postaci polskiej poezji powojennej. Choć żyła zaledwie 32 lata, pozostawiła po sobie twórczość, która do dziś zachwyca, porusza i inspiruje. W historii literatury zwyczajowo porównywana jest z przywołaną wcześniej Marią Pawlikowską – Jasnorzewską albo sytuuje się ją tuż obok Sylvii Plath, przedstawicielki grupy poetyckiej konfesjonalistów amerykańskich.
Dominantą poezji Poświatowskiej jest miłości. Miłość archetypicznie niespełniona, przerwana dramatycznie śmiercią ukochanego męża, Adolfa Poświatowskiego. Pod jej piórem taka konstrukcja poetyckiej figury kochania… zastygła w mit. Kreacja Poświatowskiej bardzo ściśle splątuje Erosa z Tanatosem. Znakomicie czyta się te świetnie skomponowane liryki, wypełnione utratą, lękiem i pamięcią. Odbiór podobny jak przy dziejach Tristana i Izoldy, Romea i Julii, Heloizy i Abelarda czy starotestamentowej „Pieśni nad pieśniami”. Autorka odwołuje się do tych motywów, sama prowadzi czytelnika do utrwalonych w kulturze opowieści o miłości, która potężna jest jak śmierć i która nigdy się nie starzeje, nie umiera z „… przesytu, nudy, rutyny.”
Poetka, która żyła ze stygmatem śmierci, skazana na przedwczesne odchodzenie, poślubiła mężczyznę tak jak ona nieuleczalnie chorego na serce. I… w wieku 21 lat została wdową. Mamy wrażenie, że przeżyła go, żeby tę miłość wyśpiewać, opisać. A tak naprawdę , być może, żeby opisać i wyśpiewać śmierć. „Jestem Julią / mam lat 23 / dotknęłam kiedyś miłości / miała smak gorzki jak filiżanka czarnej kawy”
Tanatosowi przeciwstawiała spotęgowaną wrażliwość na urodę świata, szczęście. W tej liryce jest zarówno bunt, jak i obrona. Skupiona na Erosie, doznaniach zmysłowych, przeniknięta refleksją egzystencjalną, wyraża nie pesymizm, ale fascynację życiem, miłością i naturą. To przedziwny paradoks twórczości autorki „Rozcinam pomarańczę bólu”, ale równocześnie manifest jej odrębności. Egotyzm tej poezji jest zadziwiający. Poświatowska chce być dyskretna, korzysta z ironii, stosuje sensualizm, metafory, a nawet barokowe koncepty. Tworzy „muślinowe wiersze, subtelne erotyki”. Jest to prawdziwa „poezja rozkruszonych ziół”. Jednak z pozoru słów spokojnych wybucha również żar namiętności, eksploduje nienasycenie miłością i skaza śmierci.
Wszak Poświatowska jest z „rasy poetów wyklętych”, a to zobowiązuje. Szła więc swoją samotną drogą niezgody na przemijanie. Podążała jednak nie ku rozpaczy, tylko ku zrozumieniu, i o dziwo! typowo intelektualnej, czasem metafizycznej zadumie nad sensem – bezsensem istnienia. Stała się kochanką życia i oblubienicą śmierci, umierała z miłości. „jeszcze ciągle uśmiecham się do siebie w lustrze / jakoś to będzie – mówię – trzeba / trzeba napalić ogień kupić chleb / przeczytać Platona / pomyśleć o jutrze”
Quem di diligunt, adolescens moritur*
Tak, ta liryka jest czytana, współczesny odbiorca czyta Poświatowską. To ogromy walor i wielkie zadanie. J. W. Goethe mawiał, że należy każdego dnia posłuchać krótkiej pieśni, przeczytać dobry wiersz, zobaczyć wspaniały obraz i jeśli byłoby to możliwe – wypowiedzieć kilka rozsądnych słów. Podkreślmy dobry wiersz. Wydawnictwo Literackie daje taką możliwość. Te dwa tomy liryków to przyjemność obcowania z pełnym dorobkiem liryki Poświatowskiej.
Interesujące wydaje się w tej publikacji również to, że odrzucono zupełnie koncepcję wydrukowania wstępu lub posłowia poświęconego autorce. Tak jakby od razu otwierano drzwi i zapraszano do czytania bez teorii przesytu kontekstów, wskazówek, sugestii. Czytelnik odnajduje znaczenia, myśli czy wrażenia dla siebie istotnie. Poszukuj – zdają się mówić wydawcy. I oddają w ręce odbiorcy pokusę czystej strukturalnej koncepcji recepcji tekstów artystycznych. A kuszenie ma to do siebie, że ulegamy.
W kulturze masowej proza stała się bardziej popularna, częstsza, nawet niektórym wydaje się prostsza. Nie naszą intencją jest rozstrzygnięcie tutaj, co waży więcej, epika czy liryka. Ilu czytelników, tyle ocen, ale to o poezji Z. Herbert pisał jako o płomieniu, który myśli. Liryka bowiem wykracza poza dosłowne znaczenie słów. Niedosłowność stwarza niepowtarzalny potencjał interpretacyjny, a przy odbiorze – kluczowy. Poezja może być wszystkim – narzędziem introspekcji, terapii, komentarzem do istnienia, erratą tożsamości czy nośnikiem idei. Porusza, jest siłą literatury, jej oddechem. Wiersze Haliny Poświatowskiej czyta się po prostu, pamięta i chce cytować.
W ramach zachęty do zainteresowania się utworami autorki „Dnia dzisiejszego”, a nawet być może kupienia książek, warto przywołać dedykację z albumu studyjnego pt. „Sanah śpiewa poezyję”. Brzmieć bowiem może jak pointa do dwóch tomów Poświatowskiej: „Poetom wybranym – wieczna pamięć! Dziękuję za poezję.” Tak, nieskończone czytanie, powracanie i poznawanie od nowa. Jak można się domyślić między B. Lechoniem, T. Różewiczem a M. Konopnicką… odnajdziemy na tej płycie, i Halinę Poświatowską.
Za życia autorka „Bajki o sówce, która w dzień spać lubiła” nie była przez krytykę szczególnie ceniona. Jej osobna i osobista, intymna liryka, znajdowała się na marginesie głównego nurtu, w którym zazwyczaj klasycy dyskutowali z romantykami. Później wyraźnie się to zmieniło. Poświatowską czytano, recenzowano, analizowano, a także zaczęto śpiewać. Komponowano do jej wierszy muzykę i z biegiem czasu powstało sporo ciekawych interpretacji wykonywanych przez chociażby Stanisława Soykę, Magdę Umer czy Janusza Radka.
Liryki do czytania, do śpiewania, poznawania i powracania. Naprawdę opłaca się przeczytać codziennie jeden dobry wiersz. Dlatego warto mieć w swojej biblioteczce, wydany przez krakowską oficynę zbiór z oryginalnymi utworami Poświatowskiej, dodatkowo w pięknej graficznie edycji, która dopełnia przyjemność obcowania z rytmem wierszy, tej, która koniunkcję w gramatyce języka polskiego najczęściej utożsamiała z odmianą jednego czasownika: „ja minę / ty miniesz / on minie / mijamy / mijamy / woda liście umyła olszynie”
Zachęcam gorąco! Znakomitość i przyjemność niekwestionowana! Miłej lektury!
Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 6/6
Jolanta Szacik – Jankowska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackie. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.
Cytaty pochodzą z recenzowanych książek, są fragmentami wierszy Haliny Poświatowskiej.
*„Tych, których ukochali bogowie, umierają młodo”