Granica wolności

Granica wolności |Recenzja

Marta Heimann, Granica wolności

Granica wolności pióra Marty Heimann opowiada nam o losach pewnej Polki rodem z Wielkopolski, żyjącej na początku XX stulecia – u progu odzyskania niepodległości przez Polskę. Europa jest wyniszczona Wielką Wojną – wszędzie panuje głód, bieda i trauma po niedawnych tragediach, które stały się łącznikiem dla wielu rodzin – zarówno polskich, jak i niemieckich. W tyglu dawnych i nowych uraz, pojawia się Konstancja, młoda, piękna Polka, dopiero wkraczająca w dorosłość. Ta dzielna Amazonka unika jednak ludzi, czując się winną za śmierć starszej siostry. Jednak to nie tylko to sprawia, że czuje się źle we własnej skórze.

Nasza bohaterka nikomu nie ufa, a do tego czuje się wyobcowana w zdominowanym przez Niemców świecie lokalnej śmietanki towarzyskiej. Konstancja była wychowana w kulcie dla polskości – jej rodzina mówiła po polsku otwarcie, kultywowała dawne polskie zwyczaje, co ogromnie raziło niemieckich „panów”. I czasem – przynosiło wymierne i przykre konsekwencje.

Jakby tego było mało, zakochuje się w niej syn burmistrza Złotowa, rodowity Niemiec – Franz Haack. Chłopak wydaje się być szczerym, i jego afekt budzi podziw, tym bardziej, że nasza bohaterka stara się opierać jego i własnym uczuciom. Uczucie jest płomienne, ale na swej drodze spotyka coraz silniej piętrzące się trudności…

W międzyczasie narasta ferment wśród Polaków z Wielkopolski, którzy zaczynają się szykować do powstania zbrojnego. Chcąc nie chcąc, Konstancja zostaje uwikłana w te przygotowania. Co z tego wyniknie? Czy zwycięży miłość, czy poczucie oddania narodowej sprawie.

Tło historyczne

Pomimo przegranej w I wojnie światowej, Niemcy opierając się na rozejmie z Compiègne, nie musieli opuszczać ziem dawnego zaboru pruskiego (Warmii, Mazur, Powiśla, Pomorza, Kujaw, Wielkopolski) oraz Górnego Śląska. O ich przynależności państwowej miała zdecydować konferencja pokojowa zwołana do Paryża. Początkowo Niemcy starali się liczyć z polskimi nastrojami wśród tutejszych mieszkańców. W ramach tego zgodzili się zwołać tak zwany Sejm Dzielnicowy (3-5 XII 1918 roku). Jednak w miarę pojawiających się trudności dla strony polskiej, pozycja ta zaczęła wracać do poprzedniego stanu.

Wobec tego szybko okazuje się, że Niemcy zdecydowali się niczego nie zmieniać. Dalej deprecjonowano rolę polityczną Polaków, co spowodowało narastające wrzenie wśród Polaków,  konsekwencji dając asumpt do wybuchu powstania. Zresztą do walki zbrojnej nawiązywały również wcześniejsze przygotowania wojskowe takich wielkopolskich organizacji konspiracyjnych jak Straż Ludowa, Straż Obywatelska, Rada Ludowa czy POW zaboru pruskiego.

Wraz ze wzrostem napięcia, wśród Polaków nasiliły się nastroje antyniemieckie, których kulminacja nastąpiła wraz z pojawieniem się w Poznaniu 26 XII 1918 roku Ignacego Paderewskiego. Zresztą wbrew rządowi niemieckiemu. Przybycie sławnego na całym świecie kompozytora stało się iskrą, która spowodowała wybuch powstania wielkopolskiego.

Wielkopolska – podzielona dzielnica

I w takich warunkach przyszło żyć bohaterom książki. Choć powieść mnie nie porwała, to jednak przyjemnie było ją czytać. Tylko trochę rozczarowała mnie postawa głównej bohaterki, szamoczącej się z samą sobą, z rodziną, przyjaciółmi i resztą świata. Raz jest przenikliwa, bystra i twarda, by za chwilę być ulotną, eteryczną i płochliwą rusałką. Jakoś ciężko byłoby mi uwierzyć, że Polka, wychowana na patriotkę, mogła w sobie łączyć aż tak wielkie różnice charakteru?

Ciągłe rozterki, nawet jeśli rozumiem koncepcję zamysłu Autorki, są trochę męczące. Podobnie sprawa ma się z jej cierpieniem, które – w moim odczuciu – jest nieco przerysowane.

Fajnie czytało się jednak o jej perypetiach sercowych. Konstancja pokochała Niemca, gwałtownego (no bo jaki Niemiec może być z natury?), który rzuciłby się dla niej w ogień. Bojąc się jednak tego uczucia, i potencjalnych implikacji związku – zarówno wśród Niemców, jak i Polaków – odrzuca go. I tutaj pojawia się pytanie – co czytelnik by wybrał – niepodległość i oddanie sprawie ziomków, czy miłość osobistą, szczęście własne.

W książce zabrakło mi jednak czegoś bardziej konkretnego, czegoś, co oddawałoby nastroje wśród ówczesnych mieszkańców Wielkopolski. Nie znajdziemy tutaj również, w zasadzie żadnych informacji o miejscach, w których dzieje się akcja powieści. Relacje społeczne zarysowane są lakonicznie, a szkoda, bo Autorka podobno posiada wykształcenie historyczne.

Liczę, że druga odsłona przygód Konstancji będzie bardziej rozbudowana, że Pani Marta Heimann pozwoli sobie popuścić wodze fantazji. Czuć potencjał, ale coś go stłamsiło. Proszę się nie bać i dać upust własnym emocjom, aby książka nabrała pełnowymiarowego życia.

Książka liczy dziewięć rozdziałów, dając łącznie 242 strony tekstu (i kilka rysunków Autorki). To lekka powieść, skierowana raczej dla kobiet. Polecam na długie i zimne wiosenne popołudnia.


Wydawnictwo Novae Res
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Novae Res. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.