Historia husarii dla opornych – Część 18 – Husarskie Termopile – Legenda i mit

Od czasów wiktorii wiedeńskiej do końca panowania Sobieskiego, niewiele w wojsku Rzeczpospolitej się zmieniło. Nadal składało się ono z takich samych formacji, zebranych w dwóch autoramentach. Z tym tylko zastrzeżeniem, że piechota i dragonia ulegały modernizacji i z roku na rok stawały się coraz nowocześniejszymi jednostkami. Husarii niestety nie dotknęły te przemiany. Nadal była ona jazdą rodem z XVI stulecia, choć i w jej przypadku podejmowano próby reform. Choć według niektórych, jako formacja gasła już zupełnie miała zaliczyć swój „łabędzi śpiew”.

Jak z grubsza można opisać reformy husarii schyłku XVII stulecia? Pierwszym „krokiem w przyszłość” stał się upadek znaczenia kopi. Stopniowo zastępowana ją bowiem bronią palną. Jej rolę przejęła lanca lub rohatyna, szeroko już używana w jeździe średniozbrojnej. Wynikało to również ze specyfiki walk, jakie formacja ta musiała toczyć. W ostatnich latach panowania Jana III nie starła się ona w polu już z prawie żadną zorganizowaną na wzór zachodni armią. Przeciwnicy raczej unikali też walnych bitew z Polakami, wyciągnąwszy doświadczenia z lat poprzednich.

Aktualnym podówczas problemem było też zmaganie się z ciągłymi najazdami tatarskim. Właśnie w czasie odpierania jednego z nich doszło do przebłysku jakości, upadającej już husarii. W 1694 roku siły koronne mające odeprzeć czambuły składały się z siedmiu chorągwi. Z ustaleń badaczy wynika, że w skład nich wchodziły roty pancerne i husarskie. W sumie około 400 ludzi. Ewentualnie doliczyć do liczby tej należy jeszcze około 200 żołnierzy chorągwi lekkich, stacjonujących w twierdzy Okopu Świętej Trójcy, którzy raczej na pewno przyszli z pomocą walczącym.

Liczbę wrogów określano na kilkadziesiąt tysięcy. Rozbieżność relacji można ująć w zakresie 23 – 70 tys. ordy krymskiej, wspomaganej przez Lipków. Najrozsądniejsze wydają się jednak szacunki podawane we wspomnieniach uczestników bitwy, a które podają, że naszych czterystu ludzi (…) tak mężnie i walecznie, 40 tys. ordy obronili się.

Siły koronne zastąpiły wrogowi drogę pod Hodowem. W szarże rozbiły one awangardę tatarską, jednak nie wydały bitwy trzonowi armii. Husarze i pancerni schronili się pośród zabudowań wsi, skąd prowadzili aktywną obronę. Ciekawą rzeczą jest fakt, że do walki pod Hodowem, obie ze stron zeszły z koni. Tatarzy prowadzili ostrzał z łuków i co rusz podejmowali się szturmów. Obrońcy odpowiadali ogniem broni palnej, nie wzbraniając się też przed walką wręcz. Wysiłki te skutecznie zniechęciły przeciwnika. Po kilkugodzinnym nieudanym natarciu Tatarzy odeszli w stronę Kamieńca Podolskiego, nie osiągając prawie nic. Bitwa pod Hodowem zakończyła się zwycięstwem, które zatrzymało napaść Ordy w 1694 roku. Zakończyło jednak epokę ciężkiej jazdy, która po śmierci Sobieskiego stopniowo traciła na znaczeniu, by w końcu upaść. 

Starcie hodowskie, jakkolwiek na pewno bohaterskie, wymaga naszej uwagi. Mogę tak napisać, ponieważ według nowszych badań informacje co do liczebności obrońców i nacierających to raczej na pewno propagandowa i PRowa bujda. Starcie pod Hodowem, które koniec końców zakończyło się zwycięstwem sił koronnych, stało się doskonałym materiałem reklamowym i marketingowym dla całości sił zbrojnych Rzeczypospolitej. Oto niezwykle mężni obrońcy ojczyzny swymi własnymi piersiami zasłonili kraj przed inwazją „ogromnej potencji” wroga. Już w kilka tygodni po bitwie liczbę nacierających rozdmuchano do wspomnianych wyżej rozmiarów  a obrońcom przypięto łatkę dzielniejszych niż sami Spartanie obrońców swoich własnych Termopil.

I wiem, że wieść o proporcji rzędu 1:100 w swojej pracy umieścił dr Radosław Sikora. Ba! Nawet ja sam napisałem tak przed 8 laty, co śmiało możecie sprawdzić w przypisie, który podałem pod tekstem.  Jednak teraz jestem o te kilka lat mądrzejszy, mam więcej informacji i wiem jak mogło być (bo nigdy nie jesteśmy pewni jak było na pewno) naprawdę.

Czemu, więc o tym piszę? Z dwóch powodów.

Po pierwsze, ten wspaniały „łabędzi śpiew” husarii jest wart odnotowania. Żołnierze służący w tej formacji ostatecznie udowodnili, że nie tylko nadają się do uderzeń przełamujących, ale umiejętnie dowodzeni potrafią też walczyć pieszo, a nawet bronić umocnień. Czyż więc nie wypełniają dokładnie takich zadań, jakie nowoczesna sztuka wojenna przewidywała dla sił pancernych (czołgów)? Po Hodowie husaria właściwie miała już tylko jedno zadania, o którym napiszę za tydzień. Gasła w tempie zastraszającym i nic już nie było w stanie powstrzymać jej upadku. A szkoda, bo ciężka jazda jeszcze nie raz miała zabłysnąć w europejskiej sztuce wojennej.

Ten felieton miał też drugi cel. Początkowo, kiedy zamierzałem stworzyć serię o husarii zamierzałem go pominąć. Bo po co wspominać, jak kiedyś się pomyliłem, a pomyłką raczej było stworzenie tekstu w roku 2013 i powtórzenie mitu hodowskiego. Jednak uznałem, że naprawdę nie ma się czego wstydzić.  Myślę, że jestem już na tym etapie życia, że umiem przyznać się do błędu. Wydaje mi się też, że ta umiejętność powinna być też immanentną cechą historyka. Przepraszam! Wtedy się pomyliłem. Teraz chcę to naprawić. Niechże ten felieton będzie początkiem naprawiania tego błędu w moim wykonaniu. I fajnie byłoby gdyby każdy miał odwagę mówić o swoich wtopach, pomyłkach i niedociągnięciach tak otwarcie!

I jeszcze słówko na koniec! W odniesieniu do starcie hodowskiego naprawdę nie mamy się czego wstydzić! 600 obrońców może i nie zatrzymało stukrotnie silniejszego nieprzyjaciela, ale dziś wiemy, że Tatarów było ok. 4 tysięcy. Mieli, więc ponad sześciokrotną przewagę liczebną. Sam fakt, że polscy jeźdźcy wydali im wtedy bitwę i jeszcze ją wygrali może wskazywać na naprawdę wysoką jakość polskiego wojska w 1694 roku.  

Linki i źródła:

Jędrzejski J. Hodów – zwycięstwo w cieniu propagandy, https://historykon.pl/hodow-zwyciestwo-w-cieniu-propagandy/ (odczyt: 24 VI 2021).

Sarnecki K., Pamiętniki z czasów Jana Sobieskiego, tom 1, opr. J. Woliński, Wrocław 2004.

Sikora R., Niezwykłe bitwy i szarżo husarii, Kraków 2011, s. 169- 172.

Siuta D., Polskie Termopile 1674. Bitwa pod Hodowem, https://tiny.pl/9h4bc (odczyt: 24 VI 2021).

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*