„Wilcze córki. Antonina” to powieść Katarzyny Ryrych o dziewczynie, która dostaje szansę wyrwania się ze swych, zdawałoby się, nieuchronnych kajdan losu. To powieść historyczno-obyczajowa o pozyskiwaniu wolności – tej intelektualnej i życiowej, o przekraczaniu granic klasowych, o walce o własne i cudze dobro. W książce znajdziecie kobiety, które nie bały się być odważnymi, by zrzucić więzy, które narzucił im los, stan czy bliscy. Wreszcie to oddanie głosu kobietom, które zawsze miały milcząco zgadzać się z tym, jak traktuje je świat. Pokazanie, ile kosztuje wyłamanie się z utartych schematów i barier. Zaciekawieni?
Chłopka z perspektywami
Główną bohaterką powieści jest dziewczynka imieniem Antonina. Należy do licznej chłopskiej rodziny Romaniuków – jest czternastym dzieckiem swej matki. Jej życie zapowiada się w niezbyt kolorowych barwach – bieda, smutek, ciężka praca.
Wszystko odmienia się, gdy do dworu z syberyjskiego wygnania powraca rodzina Wilczyńskich. Nestorka rodu, pani Maria, nie znajdując innego sensu swego życia, postanawia dać szansę dziewczynkom z biednych rodzin. Uczy ich towarzyskiej ogłady, pisania, czytania i podstaw higieny osobistej, a w końcu – finansuje naukę.
Rezolutna Antosia, która szybko stała się jej ulubienicą, bardzo szybko dochodzi do przekonania, że otrzymała nie lada okazję, której nie zamierza zmarnować. Jednocześnie, w miarę postępów w nauce, nadal zachowuje dobre serce, i nie daje się zmanierować, przysposabiając sobie złe nawyki warstwy do której aspirowała. Takie postępowanie przyniosło jej jednak nieco przykrości, gdy stała się ofiarą intryg zazdrosnych rywalek. Koniec końców, Antosia wygrywa niemalże wszystko, choć już nie w Polsce, a za granicą…
Zalety
Powieść czytało się świetnie. Zarówno losy samej Antosi, jak i Marii Wilczyńskiej, są orzeźwiające. O ile pierwsza jest młoda, pełna aspiracji, o tyle druga, kobieta po przejściach, stara się zachować wszystko to, co omalże nie straciła. Obie są dzielne, ale w odmienny sposób. Obie są przedsiębiorcze i nie boją się podejmowania wyzwań i ciężkiej pracy, aby uzyskać to, czego pragną i potrzebują. Obie umiejętnie walczą z uzusami, z klasowymi granicami, pokazując, że dla chcącego nic trudnego. A co najważniejsze – obie przede wszystkim dostrzegają ludzi, ich wartość, a nie zasobność czyjegoś portfela. Co nie znaczy, że są naiwne.
W książce podobały mi się opisy pobytu na Syberii, gdzie Maria Wilczyńska tak naprawdę zaczęła żyć pełną piersią. Mogła się rozwijać – intelektualnie i zawodowo. Poznała ludzi, którzy cenili ją za to, co sobą reprezentowała, a nie ile wnosiła we wspólne „wiano”. Zresztą, na daleką północ ruszyła, aby ratować syna zesłanego na Sybir, ale syn nie dość, że tego daru nie docenił, to i pokazał swoją niewdzięczną, samolubną twarz. A przy okazji odebrał młodość i szczęście dziewczynie, której skradł serce.
Ciekawie czytało się również o życiu w chłopskiej chacie. A było to nie lada zadanie, wziąwszy pod uwagę nie tylko dojmującą biedę, brak perspektyw i trudy serwowane przez państwo. Kobiety nie miały żadnego znaczenia – poza tym, związanym z ich cielesnością, podporządkowaniem potrzebom mężczyzn. Nic więc dziwnego, że przeciętna chata była przeludniona dziećmi – chorymi, wygłodzonymi, nieraz kalekimi. Zresztą, co to mogło obchodzić chłopa, który latał za „cyckami”. I taki właśnie był ojciec naszej Antosi, który nie dość, że spłodził czternaścioro dzieci, to i tak latał za innymi babami. Masz ci placek.
Bardzo spodobało mi się również ujęcie dylematów małej Antosi, która zaczyna odkrywać, że istnieje inny świat, niż ten, w którym przyszła na świat. Odkrywanie liter, innych poglądów, manier, nieograniczonych horyzontów myślowych, było odkrywcze i przekonujące. Było tak świetnie ujęte, że przez chwilę miałem wrażenie, że wszedłem do głowy jednej z moich córeczek, patrząc na świat jej oczyma. Zresztą przypomniałem sobie to, jak ja odkrywałem świat, będąc dzieckiem. I aż ciarki przeszły mnie po plecach.
Dalsze losy Antoniny, już w Prowansji, gdzie przyjdzie jej stawić czoła wybuchowi wojny, również są ciekawe, ale mnie bardziej urzekła jej młodość, starania o własne miejsce w świecie. Cieszę się, że udało się jej wyjść z wszystkich perypetii cało. Że znalazła szczęście i miłość, której nikt nie mógłby jej zaofiarować, gdyby nie wykorzystała szansy danej jej przez Marię Wilczyńską. Ale to już część historii, o której musicie poczytać sami. Nie zdradzę Wam nic więcej.
Na plus jest również fakt, iż Autorka nie skupiała się przesadnie na ukazywaniu światowych perypetii, wszystkich mankamentów poszczególnych stanów, czy opisach przyrody, jak często to bywa w tego typu literaturze. Wszystko jest dopasowane na tyle, ile pozwala uwypuklić wewnętrzne przemyślenia naszych bohaterek. Ich rozwój osobisty, rozterki, zawahania, potknięcia, ale i drobne sukcesy, niewielkie zwycięstwa. Bo tutaj sensem jest postać, a nie otaczający ją świat, nawet jeśli ma dużo do zaoferowania. Ta prostota, ale jednocześnie widziana przez pryzmat wewnętrznej głębi, jest tym, na czym warto zawiesić oko. Dlatego „Antoninę” czyta się z pasją, swobodą. Czas mija szybko, i nie ma się wrażenia, że ktoś chciał nas oszukać. W moim odczuciu, to książka skierowana dla czytelnika, z myślą o nim. Dlatego gorąco wam ją polecam. Naprawdę warto.
Podsumowanie
Książka zawiera się na 248 stronach. To powieść subtelna, delikatna i wciągająca. Czytało się ją świetnie, tym bardziej, że Autorka nie o wszystkim pisała wprost, dając nam swobodę dociekania, dopowiedzenia sobie, o tym, co przeżywały bohaterki książki. Gorąco polecam – ta pozycja ma w sobie jakiś czar, który powoduje, że prosta historia przebija się do duszy czytelnika.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ryszard Hałas