Karin Lednická, Krzywy kościół. Kronika powieściowa utraconego miasta lata 1894-1921
Karwina zniknęła z powierzchni ziemi, pomimo że formalnie taka miejscowość nadal istnieje. Prawdziwa, historyczna Karvinná to tam, gdzie stoi krzywy kościół, czyli kościół pw. św. Piotra z Alkantary. To właśnie tam ziemia upomniała się o swoje i ukarała ludzi za podbieranie jej czarnego złota. A przecież pierwsze ostrzeżenie przyszło 14 czerwca 1894 r., kiedy to zginęło 235 hawierzy. Wybuchy metanu i pożar objęły szyby Franciszka, Jan-Karol oraz Głęboki. Tragedia dotknęła wiele rodzin i na zawsze odmieniał ich losy. Nie zmieniła tylko podejścia hrabiego Larischa, który nastawał na gospodarkę rabunkową byle zmaksymalizować zyski. I ta polityka nie zmieniła się pomimo nastawania kolejnych państw i ustrojów. A jak bardzo odbiło się na lokalnej społeczności to pierwsze ostrzeżenie rozgniewanej ziemi opowiada Karin Lednická w swojej powieści Krzywy kościół. Kronika powieściowa utraconego miasta lata 1894-1921.
Proste życie hawierza i jeszcze prostsza śmierć
Jest ich czwórka: Barbara, Ludwik, Julka i Basia. Ich życie kończy się 14 czerwca 1894 r., tuż po ostatnim wstrząsie ziemi. Barbara i jej córka Basia tracą ojca oraz brata, Ludwik ojca, a tragedia przyjaciółki jest dla Julki impulsem, aby odmienić swój los. Hawierze z Karwiny wiodą proste życie: szychta i praca w pocie czoła od 14 roku życia, spokojny i schludny dom, karczma. Jeszcze prościej umierają: duszą się, płoną, rozpłaszczają się pod ciężarem skał.
A pomimo tego wciąż i wciąż schodzą w głąb szybów, nie chcą wrócić do życia z roli. Zostają po nich wdowy i sieroty, którym również kończy się życie, a rozpoczyna walka o rzecz najprostszą: przetrwanie. Hrabia wielkopańskim gestem wypłaca ochłapy za ostatni oddech jedynych żywicieli oraz obrońców. Wszystko trwa w tym uporze rzucając wyzwanie naturze. I tylko kościół coraz bardziej się krzywi.
Karwina zanim zapadnie się do cna i wyludni jest tyglem narodowościowym. Jednak nikt nie zwraca tutaj uwagi po jakiemu sąsiad mówi w domu. Wszyscy pracują razem i gdy zabraknie szczęścia ramię przy ramieniu leżą w zbiorowej mogile. Wszystko zmienia się, kiedy kolejne wojska przychodzą i odchodzą, a w ludzkie serca wsącza się trucizna propagandy, dzielenia na swoich oraz obcych. Kiedy zaczyna się licytacja, kto jest bardziej u siebie i które z młodych państw jest tutaj bardziej w prawie. Do kogo należy czarne złoto. A kobiety nadal będą dźwigały ciężar historii, niezależnie jaki będzie rewers monety.
Hipnotyzująca i prosta opowieść o prostym człowieku
Bohaterowie recenzowanej pozycji nie są herosami, a pomimo to wciąż i wciąż toczą walkę. I to tą najcięższą: walkę o przetrwanie rodziny. Każdy z nich radzi sobie z tym na swój sposób i na każdym odbija ona inne piętno. Właśnie ta prostota pozwala na całkowite zatracenie się w lekturze oraz znalezienie w niej fragmentu siebie czy dziejów swojej rodziny. Co ciekawe autorka nie ucieka się do skomplikowanych figur retorycznych, zabaw formą czy chwytów narracyjnych. Posługuje się językiem i narracją taką, jakimi są jej bohaterowie: prości, silni i na wskroś ludzcy.
Muszę powiedzieć, że jako osoba wychowana w tradycji Śląska Cieszyńskiego (również jego części leżącej w Czechach) i wysłuchująca powtarzanego jak mantrę stwierdzenia “moja matka była chrzczona w Ostrawie, a jej ojciec miał złoty zegarek za 50 lat pracy pod ziemią” bardzo odczułam wyjątkowość tego dzieła. Dużo problemów, zwłaszcza tych narodowościowych, były moimi. Myślę jednak, że doświadczenie kobiet z Karwiny nie jest wyjątkowe.
Niezależnie skąd pochodzimy każdy z nas znajdzie w Barbarze, Julce czy Basi swoją babcię, matkę czy ciotkę. Również warto zwrócić uwagę na relację Barbary z córkami – cóż, konflikty rodzinne, zrywanie kontaktów czy złośliwe staruszki nie są wytworem jedynie naszych czasów. Jednak warto spróbować zrozumieć, jakie przejścia stoją za takim czy innym dziwactwem, złośliwością lub reakcją.
Czy warto?
Krzywy kościół. Kronika powieściowa utraconego miasta lata 1894-1921 to pozycja ze wszech miar godna polecenia. Nie tylko dla tych, którzy jak ja są silnie związani ze Śląskiem. Tutaj Śląsk i Karwina są tylko soczewką, w której skupiają się uniwersalne doświadczenia całego świata. Bowiem cały świat już raz przeżył koniec swojego życia, zostawiając otwarte rany i pamięć. Niekoniecznie zawsze tą dobrą i błogosławioną.
Wydawnictwo Znak Horyzont
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Horyzont. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.