Legioniści i inni. Pamięć zbiorowa weteranów I wojny światowej w Polsce i Czechosłowacji okresu międzywojennego | Recenzja » Historykon.pl
Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Legioniści i inni. Pamięć zbiorowa weteranów I wojny światowej w Polsce i Czechosłowacji okresu międzywojennego | Recenzja

Legioniści i inni. Pamięć zbiorowa weteranów I wojny światowej w Polsce i Czechosłowacji okresu międzywojennego | Recenzja

Jarząbek M., Legioniści i inni. Pamięć zbiorowa weteranów I wojny światowej w Polsce i Czechosłowacji okresu międzywojennego

Od końca Wielkiej Wojny minęło 100 lat, ale my, w Europie Środkowej, wciąż ją odkrywamy. Postrzegamy ją głównie przez pryzmat walk narodowowyzwoleńczych i właściwie nic w tym dziwnego. Ale czy zawsze tak było? Na to pytanie stara się odpowiedzieć książka „Legioniści i inni”.

No właśnie, „Legioniści i inni”. Już sam tytuł mówi o podziale na dwie grupy: główną, najważniejszą i całą resztę, czyli tych, którzy walczyli o niepodległość i tych, którzy walczyli w armiach zaborczych, a wśród „niepodległościowców” (żołnierzy formacji narodowych) znaleźć można tych „najważniejszych”, których narracja, wspomnienia „zwyciężyła”. Książka opowiada o tym, jak wyglądała swoista rywalizacja różnych opowieści o wojnie, różnych, bowiem weterani inaczej zapamiętali wojnę – w końcu służyli w różnych armiach, formacjach etc.

Jak stara się pokazać autor, już przed wojną kształtowało się wśród ludzi wyobrażenie o niej – jej technicznym charakterze, nowych rodzajach broni, wreszcie tworzyły się pojęcia. Drugą funkcją ówczesnej literatury było krzewienie patriotyzmu, rozwijanie świadomości narodowej zarówno na ziemiach polskich, jak i czeskich. Obie te kwestie są trudno uchwytne.

Gdy już grzmiały działa wojnę i poległych zaczęto upamiętniać w tradycyjnych formach. Novum była według autora masowość przejawiająca się w podaży wszelkiej maści pocztówek, kufli czy medali, co również uczyło opisywania wojny jako zjawiska. Notabene takie, powiedzmy gadżeciarskie, pop-kulturowe, podejście do upamiętniania samo w sobie jest cekawym zjawiskiem wartym zbadania, również jako element modernizacji. Poza masowym wytwarzaniem rzeczy pamiątkowych, upamiętniano żołnierzy w Austro-Węgrzech również bardziej tradycyjnie – pomnikami rycerzy, a Legiony – tarczami i kolumnami.

Tym co różniło Polaków i Czechów był fakt, że nasi sąsiedzi nie mieli oni zwornika łączącego rozproszonych po świecie żołnierzy, brakowało fundamentu, na który można byłoby budować pamięć. Symbolem przebudzenie się naszych „rycerzy” był wymarsz I kompanii kadrowej. Czesi natomiast, w tym osobiście Tomasz Masaryk, zaczęli budować mit walk niepodległościowych wokół bitwy pod Zborowej (1-2 lipca 1917 r.), która nie miała zbyt wielkiego znaczenia. Na dodatek zaczęto odwoływać się do Husytów.

Problemem poruszanym w książce jest też to, kto lub co tworzyło pamięć o wojnie. Na ile kombatanci uformowali ową pamięć, a na ile robily to instytucje w obu krajach. Przy czym instytucje można rozumieć zarówno jako ramy prawne, jak i organizacje. W Polsce stworzono prawną ciągłość od powstań XIX-wiecznych – ich weteranom również należały się honory i przywileje. Ale przy tej okazji autor pokazuje jak, z czysto finansowych powodów, państwo zaczęło ograniczać wcześniej nadane prawa, szczególnie inwalidom z armii zaborczych. Ujęcie porównawcze zastosowane w książce pozwala zauważyć, że choć Czechosłowacja miała lepiej zorganizowany system opieki społecznej i szersza była kategoria legionistów, to i tak weterani oraz inwalidzi armii cesarsko-królewskiej mieli mniejsze przywileje. W obu też krajach prawodawcy patrzyli z perspektywy krzywdy (którą trzeba wynagrodzić np. rentami inwalidzkimi) oraz zasług (potrzeba odwdzięczenia się np. przez faworyzowanie w prawie pracy).

Problem organizacji kombatanckich oraz instytucji państwowych wiąże się w obu krajach z kanonem pamięci. Mimo odmiennych systemów politycznych i sposobu zorganizowania państwowej „opieki” nad kombatantami, a także innych ścieżek rozwoju stowarzyszeń weteranów, pamięć zbiorowa w obu krajach była współtworzona przez państwo. Oddolność charakteru i zakresu pamięci zborowej była ograniczona. Sam kanon i nad Wisłą i nad Wełtawą miał zakres szerzy oraz węższy, a wielu próbowało wpasować własne wspomnienia w nurt ogólny.

W obu krajach też weterani byli kwestią i zapleczem politycznym, ale zarazem nierzadko problemem (np. kwestia etniczna), który trzeba ujarzmić. Ciekawym podobieństwem wskazanym przez autora jest polityczna pamięć o wojnie: Polska miała Romana Dmowskiego, a Praga Masaryka, ale obaj podkreślali w swoich książkach, że na drodze do niepodległości polityka była ważniejsza niż czyn zbrojny. Wątek wart rozwinięcia z perspektywy stosunku weteranów to takiego wartościowania.

Osobnym studium przypadku jest region Cieszyna, podzielony I wojną światową i konfliktem polsko-czechosłowackim.

Wydawnictwo: Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas

Ocena 4/6

Robert Witak

Partnerzy



Przewiń do góry