Łukasz Malinowski, Skub
Polska, Kraków, 1306 rok. Na Wawelu rządzą Przemyślidzi reprezentowani przez biskupa Jana Muskatę. Jednak nie wszystkim podoba się władza Czechów, którzy zaczęli obsadzać ważne stanowiska obcokrajowcami. Gdzieś na horyzoncie czai się przebiegły i uparty książę kujawski, który ślepo wierzy w swe przeznaczenie – odbudowę suwerennej Polski pod przewodnictwem Piastów.
Nieoczekiwanie dla wszystkich, główna postacią w tych rozgrywkach staje się krakowski szewc. Ów niejaki Skub, staje się ważnym uczestnikiem bezwzględnych intryg, krwawych spisków i bezpardonowej walki o władzę. Słowem – powieść Łukasza Malinowskiego ma wszystko to, co może wciągnąć czytelnika po same uszy.
Poczucie humoru
Czytając tę powieść, bawiłem się naprawdę fajnie. Ogromne poczucie humoru, przeniesione w czasy średniowiecza robi naprawdę świetną robotę. To trochę jak przeniesienie serialu „1670” do czasów wcześniejszych, ale tutaj humor jest bardziej szlachetny, a język bardziej dopasowany do epoki. Każdy z bohaterów, nawet tych najmroczniejszych, ma w sobie tę iskrę, która czyni z niego kogoś wyjątkowego, kogoś, o kim chce się czytać dalej z wypiekami na twarzy. Wszystkie kreacje są przekonywujące i śmiało mógłbym uwierzyć, że Autor opisywał postacie na wskroś realne, który sam spotkał.
Bardzo spodobało mi się również umieszczanie epitetów, czasem niewybrednych, ale dla nas naprawdę prześmiewczych, którymi opisywano co ważniejsze postacie powieści. Chyba najwięcej z nich przypisano naszemu Łokietkowi. I wiecie co? Sądzę, że jak najbardziej zasłużenie.
I tak sobie myślę, że przecież to takie ludzkie, współczesne, ale znając nasze narodowe przywary, jestem w stanie przypuścić, że i tak Autor musiał tonować to, o czym rozmawiali nasi przodkowie. Niemniej, czyta się przednio.
Głównym bohaterem jest Skub, krakowski szewc, dopiero wkraczający w dorosłość, a już tak doświadczony. Nie stroni on bowiem od uciech życia – alkoholu, gry w kości i innych hazardowych grzechów. Jednak tym, co najbardziej kocha są wdzięki pięknych pań, zwłaszcza mężatek. Młodzieniec nie jest w ciemię bity, a co więcej – posiada cięty język, który nie tylko wpędza go w kłopoty, ale i pozwala z nich wyjść obronną ręką. Niemniej każda z jego kolejnych decyzji wplątuje go coraz bardziej w zaciekłą walkę pomiędzy Władysławem Łokietkiem a Janem Muskatą, reprezentującym Czechów.
Komedia pisana dramatem
Jednak pod tym całym wesołym anturażem, kryją się sprawy głębokie. Nasz Skub zakochuje się bowiem w Eufemii, córce wysokiego rodu, która przeznaczona jest innemu. On – ubogi, mimo swojego całego uroku osobistego (oraz talentu i rosnących wpływów), który interesuje młodą arystokratkę, nie ma co jej zaoferować poza sobą. Jednak serce nie sługa – i szewc podejmie próbę uzyskania jej ręki. Jak się to skończy? Doczytajcie, naprawdę warto.
Drugim wątkiem są intrygi, które rozpalały Polskę do czerwoności. Nie ma tutaj żadnych względnie dobrych bohaterów, bo każdy ma coś za uszami. Każdy plami honor dla „wyższych ideałów”. Mord? Zdrada? Gwałty? Cóż to dla wielkich tego świata, którzy pragną ziścić swoją
jedynie dobrą” wizję świata?
W książce nie znajdziecie szlachetnych rycerzy, których jedynym celem w życiu jest realizowanie warunków kodeksu honorowego. W ich miejsce znajdują się pełnokrwiści ludzie – z uśmiechem na ustach wbijający sztylet w pierś, których moralność jest elastyczna do granic wytrzymałości. Nikt nie stroni od ziemskich uciech i to nawet pod nosem duchownych. Zresztą i ci nie są kryształowo czyści. Czasem są gorsi niż cała reszta…
I nawet najwięksi, bohaterowie formatu XXL, jak biskup Muskata czy Łokietek, nie cofają się przed niczym, aby zrealizować swoje zamierzenia. Wszyscy wokół są dla nich pionkami na wielkiej, politycznej szachownicy, którymi można dysponować dowolnie, nie bacząc na straty, czy cenę ich życia. Jednak, jak to w życiu często bywa, czasem mały pionek nieoczekiwanie wywraca planszę do góry nogami. I dlatego historia jest taka ciekawa!
Momentami miałem wrażenie, jakbym czytał powieść przygodową (podobno jest to thriller, ale ja bym się z tym nie zgodził) naśladującą „Narreturm” Sapkowskiego. Z tym, że nie jest to ślepe naśladownictwo, ale oryginalny styl, który zachwyca, wciąga na każdym kroku. Powiem tak – fikcja z prawdą historyczną są tak umiejętnie splecione, że śmiało można zatracić granicę pomiędzy tym, co było lub mogło się wydarzyć. A to wróży nie lada talent.
Tło historyczne
Rządy Wacława II przyniosły Polsce spokój, i to pomimo faktu, że czeski władca nie przebywał w naszym kraju. Rządy nad Polską sprawował przy pomocy starostów, wyposażonych w władzę wykonawczą, sadowniczą i administracyjną. Choć urząd starosty znacząco usprawnił zarząd krajem, to stał się też przyczyną oburzenia ze strony starych rodów polskich, zazdrosnych o obsadę stanowisk i o swoje wpływy. Co więcej, Czech, wbrew tradycji, swe rządy oparł na mieszczanach, co stało się przyczyną narastających zatargów z rodami rycerskimi, niezadowolonymi z utraty wpływów na rządy.
W tych okolicznościach do kraju powrócił Władysław Łokietek (1304 rok), który wzniecił antyczeskie powstanie. Wacław II przygotowywał się do walnej rozprawy z „kujawiaczkiem”, ale nieoczekiwanie dla wszystkich zmarł. Rok później (1306 rok) w dziwnych okolicznościach zmarł jego jedyny spadkobierca, młodziutki Wacław III. I całe imperium Przemyślidów nagle się rozpadło.
W tej sytuacji – jakże przypadkowo prawda – wzmocniła się pozycja Władysława Łokietka, który przejął władzę nad Kujawami, Pomorzem i nad Małopolską. Choć w tej ostatniej dzielnicy nadal tlił się silny opór wśród mieszczan, i tych, którzy wraz z upadkiem Przemyślidów utracili swoje znaczenie. I wtedy „gra o tron” rozpoczęła się na dobre. Ale to już pieśń na inny raz.
Książka liczy sobie 480 stron naprawdę świetnego, przemyślanego tekstu, z którym będziecie się bawić przednio. Gorąco polecam!
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.