Łukasz Wnuk, Maligna
Najjaśniejsza Rzeczypospolita wyniszczana jest kolejnymi wojnami. Na ziemiach, przez które przewalają się tam i z powrotem kolejne hufce nie ma zbyt wiele nadziei. Dodatkowo nie ważne czy dana chorągiew jest swoja czy obca. Po każdej ze stron wojacy są równie zdemoralizowani, a jedyne co przynosi kolejny dzień to następne zgliszcza, krew i rozpacz. Ledwo udało się przegnać za morze Szwedów, a już rozpoczął się konflikt z Wielkim Księstwem Moskiewskim. Przez wymęczoną do cna Ziemię Sandomierską przejeżdża cudem ocalony z moskiewskiej niewoli towarzysz husarski Samuel Tyburcy Rużyński. Jednak czy rzeczywiście jest on żywy? Czy jest Samuelem? Czy niedające wytchnienia wizje i sny są tylko wytworem jego udręczonego umysłu? Zanurzmy się w Malignie Łukasza Wnuka.
Oniryczna podróż przez zgliszcza
Wyruszając w podróż do swojej chorągwi husarskiej Samuel Tyburcy Rużyński musi wpierw wykonać misję, którą zlecił mu jego pan. Tak rozpoczyna się rozedrgana, pełna gorączki walka z bezdenną otchłanią ludzkiej psychiki. Takiej, która zbyt wiele widziała i która zbyt wielu czynów się dopuściła. I jak w Cierpieniach młodego Wertera pogoda będzie doskonale współodczuwać z wewnętrznym stanem Samuela. Jednak czy to, co widzimy oczami głównego bohatera rzeczywiście jest prawdą? Czy los da możliwość odkupienia starych win?
Wydaje się jednak, że w Samuelu nie ma niczego szczególnego. Cała Rzeczpospolita stara się odnaleźć w świecie po końcu świata. Jest zranionym, pulsującym organizmem, w którym każdy, niezależnie od warstwy społecznej, nie jest pewnie nadchodzącej nocy ani świtu. Każdy każdemu jest coś winien, każdy wobec każdego zgrzeszył i nie może doczekać się wygładzenia występków. Trudno nawet powiedzieć czy w ogóle istnieje jeszcze jakaś przyszłość, jakieś po. Wędrówka możliwa jest tylko w kolejne kręgi piekła.
Poetycka wiwisekcja duszy
Łukasz Wnuk świetnie posługuje się słowem. Jego opowieść ma rytm, który wypływa bezpośrednio z doświadczeń głównego bohatera oraz otaczającego go rzeczywistości. Nienachalna poetyka współgra w sposób naturalny z wydarzeniami, które wciągają czytelnika. I niejednokrotnie potrafią go skonfundować aż sam zacznie wątpić w samego siebie. Trudno bowiem oddzielić Samuela od swojego jestestwa, każdy bowiem ma swoje wewnętrzne demony, które pojawiają się w snach. Snach gęstych i dusznych jak klimat recenzowanej powieści. Bo choć to fikcja literacka, to jednak bez wątpienia jest to wspaniałe studium ludzkiej psychiki i duszy udręczonej okrucieństwami wojennego świata.
Autor potrafi zaintrygować i zaskoczyć, jednak zdecydowanie nie będzie to dostępne dla każdego czytelnika. Należy bowiem dać się porwać tej dziwnej opowieści, która czasami uwłacza regułom logiki świata. Jednak nie można oddzielić tego, co zmyślone od tego, co prawdziwe. Warto dodać, że pomimo takiego intrygującego zbudowania postaci oraz wydarzeń, gdzieś w tle pobrzmiewa widoczne echo Skrzetuskiego siedzącego w stuporze na zgliszczach Rozłogów.
Czy warto?
Maligna powinna znaleźć się na liście must have czytelników, którzy cenią sobie w literaturze nieoczywistość, eksperymentowanie formą oraz brawurowe posługiwanie się językiem. Jednak może być pewna grupa, którą już pierwszy rozdział pokona i spowoduje, że książka skończy jako tzw. półkownik. By się przekonać należy samemu pogrążyć się w umyśle – Samuela, ale i własnym.
Wydawnictwo Lira
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Lira. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.